Ewa Cisowska - Sakrajda odważyła się stwierdzić, że kobieta żyjąca w związku jednopłciowym powinna mieć prawo zmienić nazwisko na to, które nosi partnerka.
W liceum jej pasją była literatura i niewiele brakowało, żeby zdecydowała się kształcić dalej w tym kierunku. Ostatecznie rozpoczęła jednak studia administracyjne, a następnie prawnicze.
Swoją karierę budowała w sposób konsekwentny i zaplanowany. Po uzyskaniu obydwu dyplomów związała się z administracją publiczną. Przez osiem lat pracowała w łódzkim urzędzie miasta, gdzie zajmowała się sprawami z zakresu urbanistyki i architektury. Zatrudnienie w organach administracji łączyła z działalnością naukową, w której efekcie uzyskała tytuł doktora nauk prawnych. Doktorat otworzył też możliwość dojścia do zawodu sędziego z pominięciem aplikacji. I Ewa Cisowska-Sakrajda skorzystała z tej furtki.
Orzekać zaczęła jako asesor w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Łodzi, z którym związana jest zresztą do dziś. I jak sama mówi, od początku swojej kariery orzeczniczej czerpała z doświadczenia zdobytego w urzędzie. – Żeby zrozumieć istotę problemu prawnego, trzeba mieć wiedzę pozaprawną – tłumaczy sędzia Cisowska-Sakrajda.
Reklama
Na przestrzeni blisko 12 lat na sali rozpraw nie brakowało w jej referacie trudnych przypadków. – Mam szczęście do takich spraw – żartuje sędzia.
Jeszcze będąc asesorem, orzekała jako sprawozdawca w głośnej sprawie dotyczącej cmentarza dla zwierząt, wybudowanego bez odpowiednich zezwoleń w Łodzi. Organy administracji publicznej uznały grzebalisko za samowolę budowlaną i nakazały jego rozbiórkę, a sędzia Cisowska-Sakrajda przychyliła się do tego stanowiska. – Inwestycja była nie tylko niezgodna z ówczesnym planem miejscowym, ale także zmieniła dotychczasowy rolniczy sposób wykorzystania terenu na usługi mogące szkodliwie oddziaływać na środowisko – argumentowała. Orzeczenie w II instancji zostało jednak uchylone.
Była też sprawa o zalesienie gruntów rolnych. Przypadek o tyle ciekawy, że w oparciu o podobny stan faktyczny zapadło wówczas tylko pięć orzeczeń i za każdym razem sądy uchylały decyzje organów administracji publicznej. W rezultacie na tego typu terenach sadzono praktycznie co popadnie. Sędzia Cisowska-Sakrajda zamiast jednak wydać wyrok zgodny z utartą praktyką, poszła pod prąd i po analizie regulacji unijnych i krajowych zdecydowała o oddaleniu skargi obywatela. – Wykaz drzew i krzewów, którymi można zalesiać grunty rolne, ma niebagatelne znaczenie dla ekosystemu. Myli się ten, kto twierdzi, że można w takim miejscu posadzić cokolwiek i będzie dobrze. Bo nie będzie – zaznacza sędzia.
Nieszablonowe myślenie i oddanie pracy to zresztą jej znaki rozpoznawcze. – Jest osobą odważną w swoich sądach, ale nie upartą. Wręcz przeciwnie, jest otwarta na argumenty – podkreśla prof. Dariusz Kijowski, który współpracował z sędzią Cisowską-Sakrajdą nad komentarzem do ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Taką opinię potwierdza też wiceprezes WSA w Łodzi sędzia NSA Anna Świderska, która pracowała z Ewą Cisowską-Sakrajdą przez 7 lat w wydziale podatkowym. – Jest sumienna, zaangażowana i dociekliwa – mówi.
I waśnie ta wnikliwość zapewniła jej tytuł Sędzia Europejski 2015 w kategorii sędzia sądu administracyjnego. Wyróżnienie otrzymała za sprawę, w której złożyła zdanie odrębne. – Chodziło o przypadek, w którym dwie kobiety pozostawały ze sobą w związku i jedna z nich chciała przyjąć nazwisko swojej partnerki. Zgodnie z krajowymi przepisami zmiana nazwiska jest możliwa ze względu na ważne powody. A za takie sądy administracyjne uznawały dotychczas np. życie rodzinne. Powstał jednak problem, czy dotyczy to również osób tej samej płci – relacjonuje sędzia. Skład orzekający uznał, że skoro związki partnerskie w Polsce nie podlegają rejestracji, to dwie kobiety nie prowadzą życia rodzinnego, tylko prywatne. I co za tym idzie – nie mają prawa do zmiany nazwiska. Sędzia nie zgodziła się z tym stanowiskiem.
– ETPC wielokrotnie podkreślał, że konwencja o ochronie praw człowieka jest aktem żywym i dlatego jej postanowienia powinny być interpretowane w oparciu o realia. Co więcej, sam trybunał zaczął zmierzać w kierunku wykładni, która przyznawała osobom homoseksualnym prawo do życia rodzinnego. A jego ograniczenie względem tych osób stanowi naruszenie konwencji. Ja podzieliłam tę opinię – wyjaśnia.
W czasie wolnym poświęca się swojej pasji – malarstwu. Bawi się kreską oraz światłem i cieniem. Lubi wspinaczki górskie i podróże. Dużo też czyta.