W środowisku naukowym prof. Zbigniew Jędrzejewski , nowy sędzia TK, ma opinię znakomitego specjalisty od dogmatyki prawa karnego. Pytanie, czy jako teoretyk, którego bardziej interesuje filozofia przestępstwa niż praktyka sądów karnych, odnajdzie się w politycznie uwikłanej rzeczywistości trybunalskiej.
Wysunięcie kandydatury prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego dla wielu było zaskoczeniem, bo nie pojawiał się on wcześniej na giełdzie nazwisk ekspertów sympatyzujących z Prawem i Sprawiedliwością. Nie należał do autorów opinii prawnych uwierzytelniających kontrowersyjne posunięcia rządu i prezydenta ani medialnych komentatorów wyjaśniających chaos związany z TK.
Reklama
Swoją postawą podczas przesłuchania przed sejmową komisją sprawiedliwości i praw człowieka na pewno nie zapracował na kredyt zaufania u tych, którzy negatywnie oceniają wyczyny PiS w wymiarze sprawiedliwości. Na większość pytań zadanych przez polityków opozycji odmawiał udzielenia odpowiedzi albo odpowiadał ogólnikowo i niejednoznacznie, sugerując, że chcą mu przypiąć łatkę „niedobrego pisowca”.

Reklama
Gdy zapytano go, na podstawie jakiej ustawy zamierza orzekać w TK, stwierdził, że na razie nie wie. 200-stronicowego uzasadnienia wyroku TK z 6 marca zresztą jeszcze nie przeczytał. Uchylił się też od wyrażenia swojej opinii o tym, czy powinien on zostać ogłoszony. – Czy premier ma prawo nie publikować tego, nazwijmy to, wyroku – ja się na razie nie będę wypowiadał. Jeśli pan uważa, że premier popełnił delikt konstytucyjny, to macie państwo procedury, które możecie uruchomić: odpowiedzialności politycznej, konstytucyjnej, karnej – jeśli tu jakiś przepis został naruszony – odpowiedział posłowi PO Borysowi Budce.
Swój pogląd na temat dotychczasowego funkcjonowania trybunału streścił zaś w jednej krótkiej ocenie. – Mam wrażenie, że pewna władza uzurpuje sobie kompetencje, które do niej nie należą.
Propisowskie sympatie prof. Jędrzejewskiego dla nikogo nie są tajemnicą na jego macierzystym Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Ani to, że otworzyły mu one furtkę do sędziowskiej nominacji. – Bardzo krytycznie i kategorycznie ocenia cały okres rządów Donalda Tuska. Jego miłość do PiS jest powszechnie znana, ale na pewno nie jest on typem fanatyka – tłumaczy jeden z kolegów profesora z wydziału. Przyznaje, że do społecznie wrażliwych kwestii, takich jak aborcja, nowy sędzia TK ma stosunek bezkompromisowy. – W przypadku gdy trzeba wybierać między życiem dziecka a zdrowiem matki, nie miałby wątpliwości, która wartość jest wyższa – dodaje nasz rozmówca.
Konserwatywne poglądy profesora doskonale wyczuwali też jego studenci. – W trakcie zajęć zdarzało mu się złośliwie komentować poczynania rządu PO, za którym, delikatnie mówiąc, nie przepadał. Fakt, że politycy PiS wytypowali go do trybunału, w ogóle mnie nie zdziwił – mówi jeden z nich.
Zarówno akademicy, jak i studenci podkreślają, że polityczne zapatrywania Jędrzejewskiego nie mają jednak prostego przełożenia na jego pracę naukową. Nie należał do zwolenników rewolucji kontradyktoryjnej nie dlatego, że przeforsowała ją Platforma, lecz przede wszystkim z racji tego, że jego podejście badawcze ukształtowała tradycja kontynentalna. A jeśli chodzi o dogmatykę prawa karnego, a zwłaszcza niemiecką naukę o przestępstwie, to panuje zgodna opinia, że należy w tej dziedzinie do największych ekspertów w Polsce. Recenzenci monografii habilitacyjnej profesora „Bezprawność jako element przestępności czynu” zwracali uwagę, że jego wnikliwe i skrupulatne analizy stanowią ogromny, a przy tym nowatorski wkład w teoretyczne ujęcie tej problematyki.
Ale nawet znawcy doktryny przyznają, że lektura takiego opracowania nie należy do łatwych. Jeden z recenzentów zaliczył 650-stronnicową monografię Jędrzejewskiego na temat bezprawności czynu do publikacji z półki „alchemia prawa”, twierdząc, że rozgryzanie poruszanych w niej problemów wymaga nie tylko gruntowanego przygotowania teoretycznego, a wręcz pasji. Niektórych więc zastanawia, czy profesor Jędrzejewski jako typowy akademik zajmujący się od lat niszową dyscypliną, której hermetyczny język rozumie garstka uczonych, odnajdzie się w realiach trybunału. – Trochę mnie zdziwiło, że dogmatyk prawa, przywiązujący dużą wagę do szczegółów i rygorów metodologicznych, zdecydował się na posadę w trybunale, gdzie potrzebny jest bardziej wszechstronny i ogólny wgląd w istotę problemów prawnych – mówi znajomy z wydziału.
Mimo że profesor po przesłuchaniu przed komisją sejmową nie pozostawił po sobie najlepszego wrażenia, to uważany jest za osobę sprawiedliwą i niekonfliktową, która nie przenosi sporów ideologicznych na poziom rozgrywek personalnych. Przynajmniej częściowo tłumaczy to, dlaczego w 2012 r. wybrano go na stanowisko dyrektora Instytutu Prawa Karnego UW. O tym, że w życiu zawodowym nie kieruje się partyjnymi sympatiami, dobrze świadczy fakt, że jako swojego zastępcę w instytucie wskazał dr Barbarę Namysłowską-Gabrysiak, która nie ukrywa swoich feministycznych poglądów.
Studenci chwalą go za to, że potrafi traktować ich jak równych partnerów w dyskusji, a do tego ma specyficzne poczucie humoru. – Kontakt z nim to bardzo ciekawe doświadczenie, bo lubi prowokować i wchodzić w polemiki. Jest przy tym ironiczny, złośliwy i rzuca sarkastycznymi uwagami. Można się z tego pośmiać, choć on sam zawsze zachowuje kamienną twarz – przyznaje jeden z byłych studentów. Znajomi prywatnie widzą w nim raczej rozczarowanego malkontenta, dla którego szklanka jest zawsze do połowy pusta. ©?
Kontakt z nim to bardzo ciekawe doświadczenie, bo lubi prowokować i wchodzić w polemiki. Jest przy tym ironiczny, złośliwy i rzuca sarkastycznymi uwagami. Można się z tego pośmiać, choć on sam zawsze zachowuje kamienną twarz – przyznaje jeden z byłych studentów