W zeszłym tygodniu ukazał się w DGP tekst mojego autorstwa na temat nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. W wielkim skrócie: nowe regulacje mają poprawić byt spółdzielców, ale twórcy projektu się machnęli w uzasadnieniu i wpisali, że członkami spółdzielni będą mogły być osoby wyłącznie zaspokajające własne potrzeby mieszkaniowe. Zdekodowanie tego zdania prowadzi do wniosku, że zabroniony byłby najem czy użyczenie lokalu rodzinie.
To oczywista pomyłka w uzasadnieniu, którą należy jak najszybciej poprawić. Banalna robota. Ale reakcja odpowiedzialnej za projekt senator Lidii Staroń wprawiła mnie w osłupienie.
Stwierdziła ona, że rozumie to zdanie inaczej, a poza tym nie jest ono w tym projekcie najważniejsze. A skoro niektórzy – w tym prawnicy zajmujący się od dziesięcioleci prawem spółdzielczym – rozumieją inaczej, to jest to ich problem, a nie jej. Dopiero po konkretnym pytaniu, czy feralny fragment projektu zniknie na etapie dalszych prac, przyznała, że albo zniknie, albo zostanie poprawiony.