Przedsiębiorcy miejcie się na baczności! Już 17 kwietnia pracownik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów lub Inspekcji Handlowej sprawdzi was, działając incognito. Zaczai się i udając potencjalnego klienta, sprawdzi, czy łamiecie prawo. Poprosi o ofertę i zainicjuje pozorny zakup towaru.
Karty odkryje dopiero wtedy, gdy trzeba będzie za niego zapłacić. Ale wtedy może być już za późno, bo kontrolowana transakcja zostanie nagrana i załączona jako materiał dowodowy do protokołu kontroli. A wszystko bez waszej wiedzy i zgody, co już budzi zastrzeżenia.
Ale to nie koniec złych wieści. Za niespełna trzy tygodnie prezes UOKiK zyska też dodatkowe uprawnienia w zakresie publicznych ostrzeżeń. W radiu i telewizji będzie zamieszczał komunikaty o nowych rynkowych praktykach naruszających interesy konsumentów albo przestrzegał przed konkretnymi firmami, które w jego mniemaniu postępują niezgodnie z prawem. Prezes UOKiK nie będzie musiał udowadniać, że przedsiębiorcy stosują niezgodną z prawem praktykę. Wystarczy, że będzie miał co do tego „uzasadnione podejrzenie”. Z punktu widzenia konsumentów ta prewencja jest niezwykle cenna, ale dla firm może się okazać niebezpieczna. Nie chciałabym być na miejscu przedsiębiorcy, który w trakcie prowadzonego postępowania udowodni, że stawiane mu zarzuty są bezpodstawne. Jedyne, co mu wówczas pozostanie, to odbudować wizerunek firmy na własną rękę, bo przepisy nie przewidują sprostowania informacji ani odwołania komunikatów.