Setki spraw cywilnych do powtórki – taki może być skutek uchwały Sądu Najwyższego. Czy można mówić o nieważności postępowania, gdy sędzia przyjechał do danego sądu tylko w dniu rozprawy oraz w dniu wydania wyroku, a na co dzień orzeka gdzie indziej? Na to pytanie odpowiedzieć ma powiększony skład Sądu Najwyższego.
Zasady delegacji / Dziennik Gazeta Prawna
W jednej ze skierowanych do SN kasacji skarżący wskazywali, że w składzie sądu apelacyjnego, który wydał kontestowany wyrok, uczestniczył sędzia sądu okręgowego oddelegowany do orzekania w wyższej instancji przez prezesa SA. Były to dwie jednodniowe delegacje – najpierw w celu przeprowadzenia rozprawy, a dwa tygodnie później dla wydania orzeczenia. Strona, która wniosła kasację, uznała, że doszło do nieważności postępowania, gdyż skład sądu orzekającego był sprzeczny z przepisami (art. 379 pkt 4 kodeksu postępowania cywilnego). Sędzia delegowany na tak krótkie okresy nie miał bowiem realnej możliwości podjęcia wszystkich czynności jurysdykcyjnych. Ogrom materiału dowodowego w tej sprawie wykluczał bowiem możliwość zapoznania się z nim w jeden dzień. Również Sąd Najwyższy rozpoznający kasację nabrał wątpliwości, czy w takiej sytuacji można mówić o zgodnym z przepisami składzie orzekającym, i postanowił przedstawić to zagadnienie powiększonemu składowi SN.
Reklama
Wznawianie postępowań

Reklama
Odpowiedź na to pytanie może mieć kolosalne znaczenie. Zgodnie bowiem z k.p.c. sprzeczność składu orzekającego z przepisami jest przesłanką nieważności postępowania. A stwierdzenie takiej nieważności otwiera stronom drogę do żądania jego wznowienia (art. 401 k.p.c.).
– Czekam na stanowisko Sądu Najwyższego. Co prawda delegacje sędziowskie nie stwarzają zbyt wielu praktycznych szans na skuteczne skarżenie orzeczeń, ale głównie dlatego, że nawet pełnomocnicy rzadko zwracają uwagę na te szanse – mówi Andrzej Michałowski, adwokat z kancelarii Michałowski Stefański.
Bartłomiej Przymusiński, sędzia, prezes wielkopolskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, zwraca jednak uwagę na trudności, na jakie mogą się natknąć strony chcące wznawiać postępowania z tej przyczyny.
– Trzeba pamiętać, że w przepisie dotyczącym nieważności postępowania jest mowa o składzie sprzecznym z przepisami prawa. Natomiast w artykule, który stanowi o tym, kiedy można żądać wznowienia postępowania z powodu takiej nieważności, mowa jest o sytuacji, gdy w składzie sądu uczestniczyła osoba nieuprawniona. Czy są to pojęcia tożsame? Trudno w tej chwili odpowiedzieć. Stanowisko w tej sprawie musiałyby dopiero wypracować sądy – mówi sędzia Przymusiński.
Bez delegacji
Ale ewentualne stwierdzenie przez SN, że udział w wydaniu wyroku sędziego delegowanego tylko na konkretne dni powoduje, iż skład orzekający jest sprzeczny z przepisami, będzie miało znaczenie nie tylko dla stron. Wpłynie także na funkcjonowanie całego sądownictwa. Jak bowiem zauważa w uzasadnieniu pytania prawnego sam SN, obecnie prezesi sądów apelacyjnych chętnie korzystają z takich krótkotrwałych delegacji. „Uznają je za instrument kierowania działalnością sądów pozwalający tworzyć dla nich właściwe warunki do wykonywania zadań, przez umożliwienie stosunkowo szybkiej reakcji na problemy kadrowe zgłaszane przez poszczególne jednostki organizacyjne” – pisze SN.
Bartłomiej Przymusiński uważa jednak, że gdyby uchwała SN ukróciła tę praktykę, to sądownictwu wyszłoby to na dobre.
– „Iustitia” od dawna podnosi, że delegacje sędziów do sądów wyższych instancji powinny zostać zlikwidowane. Pozwalają one bowiem obchodzić drogę konkursową, którą należy przejść, ubiegając się o awans. Osoby, które były delegowane – a trzeba pamiętać, że to jest wolna wola prezesa sądu – są bowiem postrzegane podczas takich konkursów jako te, które już się sprawdziły i które w związku z tym mają przewagę nad innymi. A nie wszystkim jest dane sprawdzić się w taki sposób – zaznacza Przymusiński.
Możliwość oddelegowania sędziego na konkretne dni nie podoba się – choć z innych powodów – również profesjonalnym pełnomocnikom.
– Nie godzę się na fikcję delegacji na dwa konkretne dni, w których pracę sędziego było widać na zewnątrz. Wszystkie zadania sędziego są ważne – a proces podejmowania sędziowskiej decyzji jest bodaj najważniejszy. W takiej sytuacji delegacja tylko na dzień rozprawy i dzień ogłoszenia to za mało – podkreśla mec. Michałowski.
Takie krótkotrwałe delegacje mogą prowadzić do paradoksów.
- Jeżeli sędzia delegowany naradza się nad orzeczeniem pomiędzy rozprawą a ogłoszeniem, to czyni to z przekroczeniem terminu delegacji. Natomiast jeżeli robi to tylko w dniu rozprawy albo tylko w dniu ogłoszenia, to sąd postępuje nieprawidłowo, odraczając ogłoszenie, bo nie było ku temu przesłanek – uważa mec. Michałowski.