Nie zwiększanie nadzoru administracyjnego nad sądami, lecz stworzenie w nich lepszych warunków pracy – tym powinni zająć się rządzący, jeżeli naprawdę zależy im na usprawnieniu wymiaru sprawiedliwości.
Reklama
Według raportu Banku Światowego „Doing Business” z 2015 r. egzekwowanie umów w Polsce trwa 685 dni, kosztuje 19,4 proc. wartości roszczenia i wymaga 33 procedur. Pod względem łatwości tego postępowania Polska plasuje się na 52. miejscu w rankingu 89 gospodarek. Nic więc dziwnego, że każdy nowy minister sprawiedliwości rozpoczyna swoje urzędowanie od zapowiedzi, że zrobi wszystko, aby usprawnić sądownictwo. Na razie jednak spektakularnych efektów nie ma. Choć nie należy zapominać, że Rada Unii Europejskiej w zaleceniach wydanych w połowie lipca tego roku w sprawie krajowego programu reform na 2015 r. wyraźnie zaznacza, że w naszym kraju „osiągnięto pewien postęp w zakresie uproszczenia procesu egzekwowania umów”.
Ograniczenie kognicji
Jaki więc pomysł na uzdrowienie sądownictwa ma obecna ekipa? Jednym z nich jest z całą pewnością zawężenie zakresu spraw, jakimi zajmują się sądy. A można to zrobić np. poprzez oddanie części obowiązków, jakie obecnie spoczywają na sędziach, referendarzom sądowym. Taki postulat środowisko zgłasza zresztą od lat.
– Sądy obecnie nie zajmują się tylko tym, do czego zostały powołane, a więc rozstrzyganiem sporów. W wielu przypadkach praca sędziów to potwierdzanie bezspornych okoliczności, które mają znaczenie prawne – mówi Rafał Puchalski, sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu.
Podobnie uważa Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich„Iustitia”.
– Trzeba jak najwięcej spraw niespornych przekazać referendarzom. Bo sędziów w Polsce jest wystarczająca liczba. Co więcej, gdybyśmy prawidłowo ustawili czynności, to przez rok czy dwa lata być może nie musielibyśmy prowadzić naboru nowych, można byłoby ich liczbę zmniejszyć – zauważa.
Proces polegający na oddawaniu w ręce referendarzy coraz większej liczby spraw trwa już od pewnego czasu. Jest to jednak widoczne przede wszystkim w procesie cywilnym. A czy w procedurze karnej również jest miejsce na takie rozwiązanie? Zdaniem Macieja Strączyńskiego – jak najbardziej.
– Można na przykład pomyśleć o przekazaniu referendarzom spraw o wykroczenia, oczywiście bez możliwości orzekania kary aresztu. Skoro policjant może wlepić człowiekowi mandat za wykroczenie, to czemu nie mógłby tego robić referendarz? W końcu ma on wyższą rangę od policjanta. Można by to było nazwać mandatem sądowym, w odróżnieniu od wyroków – proponuje sędzia Strączyński.
Co istotne, projekt zmierzający do takiego rozszerzenia kompetencji urzędników sądowych przygotował poprzedni minister sprawiedliwości. Zgodnie z nim referendarze mieli rozpatrywać jedynie takie sprawy wykroczeniowe, w których nie zachodziłaby potrzeba orzeczenia środka karnego, a okoliczności czynu i wina obwinionego nie budziłyby wątpliwości. W tego typu sprawach wydawany byłby nakaz karny. Byłby zaskarżalny: wniesienie sprzeciwu skutkowałoby utratą mocy nakazu.
Projekt utknął wówczas w konsultacjach międzyresortowych. Jest jednak spora szansa, że obecna ekipa wróci do tego pomysłu.
Reorganizacja pracy
Od lat wiadomo również, że problemy sądów biorą się ze złej organizacji pracy oraz nierównomiernego obłożenia sędziów obowiązkami.
– Nie może być tak, że sędziowie w metropoliach są nadmiernie obłożeni pracą, podczas gdy ich koledzy z małych ośrodków rozpoznają zdecydowanie mniej spraw – mówi Marcin Łochowski, sędzia Sądu Okręgowego dla Warszawy-Pragi.
Z tej przyczyny obecny minister sprawiedliwości zapowiada, że sprawy będą przenoszone do mniej obciążonych jednostek, a sędziowie z mniejszych sądów będą wysyłani na krótkie delegacje do tych o większym wpływie, w celu udzielenia kolegom pomocy. Realizacja tych postulatów może się jednak okazać trudna. Plany rządzącym może pokrzyżować konstytucja, zgodnie z którą sędziego nie można przenieść do innego sądu wbrew jego woli (jest to możliwe tylko w konkretnych, wskazanych w konstytucji przypadkach). Trudności mogą się pojawić również przy przenoszeniu spraw. Może to bowiem znacznie utrudnić dotarcie na rozprawę stronom, pełnomocnikom, a także świadkom.
Sędziowie mają więc własne pomysły na ułatwienie im życia, a przez to na rozładowanie korków w sądach. Od lat apelują o większe wsparcie ze strony asystentów. Ich pomoc jest bowiem wysoko ceniona.
– Asystenci przygotowują m.in. projekty uzasadnień i wyroków. To daje sędziemu więcej czasu na wysłuchanie stron i podjęcie merytorycznej decyzji – mówi Rafał Lisak, sędzia, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie.
Niestety, asystentów jest zbyt mało. Zdarza się, że jeden współpracuje nawet z czterema sędziami. Powód? Etaty w sądach są, ale zbyt duże wymagania dla kandydatów na te stanowiska plus niskie zarobki skutkują tym, że pozostają one nieobsadzone po kilkanaście miesięcy. W takich warunkach, zdaniem sędziów, pomoc asystencka często jest iluzoryczna.
Ale jednym z najbardziej rewolucyjnych pomysłów jest stworzenie jednostki sądu na kształt biur poselskich.
– Takie biura sędziowskie działają w Hiszpanii i tam świetnie się sprawdzają – mówi Rafał Puchalski.
Jego zdaniem zdałyby one egzamin także w Polsce.
– W skład biura powinni wchodzić sędzia, referendarz, dwóch asystentów i sekretariat. Sędzia powinien otrzymywać określony ryczałt na prowadzenie takiego biura. Dzięki temu mógłby skutecznie organizować pracę – mówi Rafał Puchalski.
Sędzia sam podejmowałby decyzję, kogo chce zatrudnić, jakie pomoce kupi, a nawet gdzie odbędą się rozprawy. Obecnie bowiem palącym problemem jest brak sal w sądach.
– Dysponując określonym ryczałtem na biura sądowe, sędziowie mogliby sale po prostu wynajmować, nawet poza budynkiem sądu – mówi Rafał Puchalski.
Dokręcanie śruby
Rząd PiS nie ukrywa jednak, że w planach ma również dokręcanie śruby sędziom. Na czym miałoby to polegać? Chociażby na wprowadzeniu zmian w sądownictwie dyscyplinarnym. Chodzi o wyprowadzenie „organu orzekającego w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej poza korporację sędziowską i usytuowanie go przy organie powołującym sędziów, czyli Prezydencie Rzeczypospolitej (...)”. Prezydent miałby również powoływać członków tego gremium. Zdaniem polityków tylko w ten sposób uda się „urealnić odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów”. Tak przynajmniej można przeczytać w programie PiS.
Przy tym pomyśle trudno jednak będzie o zgodę głównych zainteresowanych.
– Jeżeli o zastosowaniu sankcji dyscyplinarnych wobec sędziego, w tym usunięciu go z urzędu, miałby decydować organ pozasądowy, składający się z osób wskazanych przez władzę wykonawczą, to byłoby to sprzeczne z konstytucyjnie zagwarantowaną zasadą trójpodziału władzy (art. 10 ust. 1 konstytucji) i zasadą niezawisłości sędziowskiej (art. 178 ust. 1 konstytucji) – podkreśla prof. Małgorzata Gersdorf, I prezes Sądu Najwyższego.
Przypomina, że katalog kar dyscyplinarnych orzekanych wobec sędziego obejmuje m.in. złożenie go z urzędu oraz przeniesienie na inne miejsce służbowe. Tak więc i w tym przypadku na drodze do realizacji ich zamierzeń rządzącym może stanąć konstytucja. Zgodnie bowiem z jej art. 180 ust. 2 o zastosowaniu takich kar wobec sędziego może orzec wyłącznie sąd. I sędziowie podkreślają, że zagwarantowanego konstytucyjnie prawa do sądu nie można im odmawiać.
– Postępowanie dyscyplinarne powinno być prowadzone przez organ sądowy, w przeciwnym razie dojdzie do naruszenia nie tylko art. 180 ust. 2 konstytucji, ale również art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W najnowszym orzecznictwie strasburskim gwarancje art. 6 ust. 1 konwencji są odnoszone także do postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów – podkreśla I prezes SN.
Warto również dodać, że już obecnie minister sprawiedliwości ma całkiem spore uprawnienia w procedurze prowadzącej do ukarania sędziego. Może on np. żądać wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, jak również zaskarżyć postanowienie o odmowie jego wszczęcia lub umorzeniu. Ma też uprawnienie do zaskarżenia wyroku sądu dyscyplinarnego wydanego w pierwszej instancji. I, jak podkreśla prof. Gersdorf, praktyka pokazuje, że z tych uprawnień korzysta.
Co warto wiedzieć, postępowanie dyscyplinarne sędziów jest jawne, zaś począwszy od 2002 r. orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawach dyscyplinarnych są publikowane.
– Nie jest zatem prawdziwa powtarzana przez polityków teza, że sędziowie pozostają poza jakąkolwiek kontrolą – kończy prof. Gersdorf.
Wśród propozycji, które mają doprowadzić do rozciągnięcia „kurateli” władzy wykonawczej nad sądami, ma się znaleźć również zmiana składu osobowego Krajowej Rady Sądownictwa. Obecnie większość jej członków to przedstawiciele władzy sądowniczej (15 sędziów wybieranych spośród sędziów SN, sądów powszechnych, administracyjnych i wojskowych, a także prezes SN oraz prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego). Pozostałe 10 stanowisk obsadzają przedstawiciele władzy wykonawczej oraz ustawodawczej. PiS planuje przebudowę, która doprowadziłaby do równowagi między przedstawicielami wszystkich trzech władz. Znów jednak przeszkodą będzie konstytucja, która szczegółowo określa, jaki jest skład KRS.
Problemy sądów biorą się ze złej organizacji pracy i nierównomiernego obłożenia sędziów sprawami
Wprowadzimy minimalne obciążenie pracą każdego sędziego
Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości
Aby uporać się z problemami nękającymi sądownictwo, należy przede wszystkim ograniczyć kognicję sądów oraz doprowadzić do równomiernego obłożenia sędziów pracą. Sędziowie dziś zajmują się mnóstwem spraw, które mogą wykonywać mniej wykwalifikowani pracownicy. To marnowanie publicznych pieniędzy. Dlatego też wszelkie czynności, które nie są stricte wymierzaniem sprawiedliwości, powinny zostać scedowane z sędziów na referendarzy lub asystentów sędziów. Ci z kolei powinni zostać maksymalnie odciążeni przez pracowników sekretariatów. Dzięki temu będą mogli poświęcać więcej czasu na wsparcie sędziów w ich pracy.
Kolejnym krokiem powinno być bardziej sprawiedliwe i równomiernie rozłożenie pracy nie tylko między poszczególnymi sądami, ale także między wydziałami w obrębie jednego sądu. W tym celu przygotowywane są już zmiany w regulaminie sądów powszechnych. Chcemy np. aby sprawy sędziów, którzy z różnych przyczyn – np. długotrwałej choroby – nie mogą przez dłuższy czas wykonywać swoich obowiązków, rozdzielane były równomiernie pomiędzy pozostałych sędziów wydziału. Ponadto wprowadzimy minimalne obciążenie pracą poszczególnych sędziów. Będzie przy tym wzięte pod uwagę, czy dany sędzia np. pełni jakieś funkcje kierownicze (wówczas otrzyma odpowiednio mniejszy procentowy przydział spraw). Planujemy również wprowadzenie zasady, że sprawy przydzielane są sędziom w drodze losowania.
W planach jest również napisanie całego prawa o ustroju sądów powszechnych od nowa. Obecna ustawa bowiem jest niespójna, często wewnętrznie sprzeczna, a co za tym idzie wywołuje problemy w praktyce. Nowa ustawa na pewno będzie musiała uwzględniać pewne standardy wypracowane na poziomie europejskim czy wręcz światowym.
Nie jestem natomiast zwolennikiem informatyzowania wymiaru sprawiedliwości na siłę. Owszem, informatyzacja jest na pewnych polach niezbędna i bardzo ułatwia pracę, ale nie może się stać celem samym w sobie. Nie uważam również, aby dobrym pomysłem na usprawnienie sądownictwa było zwiększanie systemu nadzoru nad sądami. On i tak jest już bardzo rozbudowany, a wymiernych efektów to nie przyniosło.