Próg, na którym wykroczenie to staje się przestępstwem, ustalony jest na 1/4 minimalnego wynagrodzenia. To powoduje bezkarność złodziei, trzeba bowiem uwzględniać jego wysokość z daty orzekania, a nie popełnienia czynu
Od jakiej wartości kradzież jest przestępstwem / Dziennik Gazeta Prawna
Podniesienie pod koniec 2013 r. granicy wartości skradzionego mienia, w zależności od której czyn stanowi wykroczenie lub przestępstwo (nowelizacja kodeksu karnego i innych ustaw – Dz.U. z 2013 r. poz. 1247), było poprzedzone burzliwymi dyskusjami. Wcześniej próg był wyznaczony kwotowo i wynosił 250 zł: przestępstwem była każda kradzież powyżej tej kwoty. Pierwotnie Ministerstwo Sprawiedliwości chciało podnieść tę wartość do 1000 zł. To jednak wywołało ogromne protesty handlowców. W Sejmie przeforsowano rozwiązanie kompromisowe: zastąpiono granicę ustalaną kwotowo wartością odpowiadającą jednej czwartej minimalnego wynagrodzenia. Wówczas odpowiadała ona kwocie 400 zł (dziś jest to 437,5 zł).
Reklama
To były trzy pieczenie na jednym ogniu. Intencją resortu sprawiedliwości było odciążenie prokuratorów od prowadzenia spraw drobnych kradzieży. Po drugie, ustalona granica była niższa niż pierwotnie zakładane 1000 zł, co było przynajmniej częściowo wyjściem naprzeciw protestom branży handlowej. Wreszcie po trzecie, określając próg kradzieży jako stały odsetek minimalnego wynagrodzenia, posłowie zdjęli z siebie obowiązek dokonywania kolejnych nowelizacji w reakcji na inflację.

Reklama
Nowelizacją, która weszła w życie 9 listopada 2013 r., wartość 250 zł zastąpiono ćwiercią minimalnego wynagrodzenia nie tylko w art. 119 par. 1 kodeksu wykroczeń (kradzież), ale też w art. 120 k.w. (kradzież drzewa), art. 122 k.w. (paserstwo) oraz 124 k.w. (uszkodzenie mienia).
Liczy się data orzekania
Ale okazuje się, że zastąpienie systemu kwotowego parametrycznym ma i negatywne skutki. Otóż zgodnie z najnowszą wykładnią dokonaną przez Sąd Najwyższy sędzia rozstrzygając w sprawach o czyny przeciwko mieniu, musi mieć na uwadze minimalne wynagrodzenie z daty orzekania, a nie z daty popełnienia czynu (sygn. akt II KK 209/14).
Taki wyrok zapadł na kanwie sprawy kradzieży dokonanej we wrześniu 2012 r. w centrum handlowym na kwotę 418,70 (wówczas obowiązywał próg 250 zł). Przed rozprawą, w 2014 roku oskarżony wystąpił z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze, proponując trzy miesiące pozbawienia wolności. Sąd rejonowy na to przystał, skazując go w grudniu 2014 r. Ale rok później z kasacją na korzyść skazanego wystąpił prokurator generalny, zarzucając orzeczeniu rażące naruszenie prawa. W czasie wydawania wyroku, w 2014 roku, obowiązywała już bowiem nowa ustawa (1/4 najniższej płacy stanowiło wtedy 420 zł). A zgodnie z art. 4 par. 1 kodeksu karnego, jeżeli przepisy się zmieniły między momentem popełnienia czynu a momentem orzekania, to stosuje się te, które są względniejsze dla sprawcy.
Tak więc nie dość, że kradzież należało uznać za wykroczenie, to jeszcze postępowanie przeciwko oskarżonemu umorzyć. Co do zasady bowiem wykroczenie przedawnia się w roku od popełnienia czynu (jeśli w tym czasie zostało wszczęte postępowanie, to po dwóch latach).
Jak podkreśla SN, w obowiązujących od 9 listopada 2013 r. przepisach kodeksu wykroczeń (art. 119, 120, 122 i 124) nie pojawia się dopełnienie wskazujące, iżby chodziło o wartość przedmiotu czynu z daty jego popełnienia, „podczas gdy ustawodawca, jeżeli chce ów aspekt podkreślić, to wyraźnie to zastrzega”. SN przywołuje jako przykład takiego rozwiązania definicje ustawowe z art. 115 par. 5 i 6 k.k. odnośnie do pojęcia mienia znacznej i wielkiej wartości.
Odniesienie do wskaźników takich, jak minimalne wynagrodzenie, zawiera wiele przepisów kodeksu karnego skarbowego; także tych, które dotyczą kwalifikacji czynu – jako wykroczenia lub przestępstwa. Wszędzie jednak jest zaznaczone, że chodzi o wartość w momencie popełnienia czynu.
Fory dla przestępców
– Nie zgadzam się z tym wyrokiem SN i uważam, że w tym zakresie powinna być podjęta uchwała w powiększonym składzie. Żałuję, że sąd nie wziął pod uwagę ratio tej ustawy i intencji, jakie przyświecały twórcom tych przepisów – mówi poseł Witold Pahl, który uczestniczył w pracach nad nowelizacją k.k. w komisjach.
– A tą było uelastycznienie i urealnienie progu kradzieży zgodnie z obowiązującą na gruncie prawa karnego systematyką, w myśl której kwalifikację danego czynu jako przestępstwa lub wykroczenia określa się w odniesieniu do daty jego popełnienia – dodaje.
Jak przyznaje poseł Pahl, tworzenie kazuistycznych przepisów, takich jak w k.k.s., pozwoliłoby uniknąć wątpliwości.
– Ale trzeba pamiętać, że to obywatele są chronieni tymi przepisami. Więc istotne jest to, jaką szkodę popełniono. Jeśli w momencie popełnienia czynu stanowił on przestępstwo, to za to powinna być taka osoba sądzona. Taka była intencja ustawodawcy – przekonuje.
Oburzeni sytuacją są oczywiście ci, którzy najgłośniej protestowali przeciwko zmianom przepisów, czyli handlowcy.
– Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że po raz kolejny system wymiaru sprawiedliwości stanął na wysokości zadania i trzyma stronę pokrzywdzonego – ironizuje Karol Stec, dyrektor departamentu prawnego Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.
Ale poważnie już wyjaśnia, że taka interpretacja przepisów stawia w lepszej sytuacji nie pokrzywdzonego, czyli okradzionego, lecz złodzieja.
– Nieważne, czy to jest sklep, czy osoba fizyczna. Nie dość, że próg stale się podnosi wskutek waloryzacji płacy minimalnej, to jeszcze odpowiedzialność za czyn zabroniony będzie zależała od sprawności sądów. Im później zajmą się sprawą, tym lepiej dla oskarżonego, bo może się okazać, że coś, co dziś jest przestępstwem, w momencie orzekania będzie już tylko wykroczeniem, i to przedawnionym. Jednym słowem system działa tak, by nikogo nie skazać – irytuje się Stec.
Jak przypomina Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, to nie pierwszy raz, gdy w kodeksie karnym określa się wartość mienia parametrycznie zamiast kwotowo. Tak było np. w okresie hiperinflacji w odniesieniu do znacznej i wielkiej wartości mienia.
– Nigdy jednak nie stosowano takiego zabiegu do czynów przepołowionych – mówi Maciej Strączyński.
– Nawet w czasie reform Balcerowicza wykroczenie było określone kwotowo, co spowodowało, że w pewnym momencie na skutek inflacji praktycznie wszystko trzeba było kwalifikować jako przestępstwo, bo nic nie kosztowało mniej, niż to ustalono w progu kradzieży – wspomina.
Jak mówi, wartość parametryczna nie jest złym pomysłem, ale trzeba wyznaczyć ją z głową.
– Każdy bardziej doświadczony sędzia od razu wyłapałby ten błąd. Jak wiadomo jednak w Polsce wszyscy się uparli, by w procesie legislacyjnym nie pytać sędziów o zdanie – utyskuje prezes Iustitii.