Dziennik Gazeta Prawna
Jak donoszą media, Naczelna Rada Adwokacka sprzeciwia się opisowi zawodu adwokata zaprezentowanemu w wydanym przez resort sprawiedliwości podręczniku „Przychodzi uczeń do prawnika...” (o sprawie DGP pisał 2 września 2015 r. w tekście „Ministerialny poradnik solą w oku adwokatury” – red.). Prezes NRA Andrzej Zwara w liście do ministra Borysa Budki nie tylko domaga się wycofania książki, ale także prosi o podanie informacji, kto jest odpowiedzialny za jej zawartość merytoryczną. Stawia pytanie, dlaczego nie zastosowano w niej zwyczajowo obowiązującej kolejności alfabetycznej w wymienianiu zawodów.
Z kolei w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” (zatytułowanym „Adwokat to nie byle jaki zawód. Nie można napisać, że adwokat, podobnie jak radca, jest profesjonalnym pełnomocnikiem”) prezes Zwara idzie dalej, twierdząc, że adwokaci oburzyli się na takie zdeprecjonowanie reprezentowanego przez nich zawodu. Czyżby sugerował, że porównanie do radcy prawnego deprecjonuje adwokata, bo radca prawny to byle jaki zawód?
Rzecz w adresowanym do uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych poradniku prawnym, będącym częścią ministerialnego projektu „Edukacja szkolna przeciwko wykluczeniu prawnemu”. Z informacji podanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika, że jest to innowacyjny podręcznik, który ma uświadamiać znaczenie znajomości prawa, chronić przed zagrożeniami i pomagać w codziennym życiu: „Poradnik zawiera przydatne informacje, m.in. o tym, jak pobierać pliki ze stron internetowych, jak korzystać z portali społecznościowych, podstawy praw konsumenta czy informacje o odpowiedzialności osób poniżej 18 roku życia. (...) Książka przybliża też zawody prawnicze oraz przebieg postępowań sądowych”.
Jakież to fragmenty tak bardzo wzburzyły prezesa Zwarę? Chodzi o użyte przez autorów sformułowania opisujące zawód adwokata: „Podobnie jak radca prawny jest profesjonalnym prawnikiem świadczącym pomoc prawną dla swoich klientów. (...) Adwokat podobnie jak radca prawny pomaga swoim klientom w trudnych sytuacjach życiowych.(...) Tak jak radca prawny pomaga ludziom w trudnych sytuacjach życiowych.(...)”. Zdaniem prezesa Zwary zastosowana w tym opisie metoda porównawcza w sposób niedopuszczalny wartościuje obydwa zawody i stanowi stronniczą promocję zawodu radcy prawnego przez resort sprawiedliwości.
Aaaaa prawnika poszukuję
Mimo że adresatem pytań jest minister, pozwolę sobie w tym miejscu udzielić krótkich odpowiedzi na część stawianych pytań.
W pierwszej kolejności nasuwa się przypuszczenie, że za zawartość merytoryczną podręcznika odpowiadają jego autorzy i redaktor merytoryczny... Ku naszemu zdumieniu, a wbrew pojawiającym się sugestiom, nie wszyscy są radcami prawnymi...
Nie znam przyczyn odstąpienia od rzekomej „zwyczajowej kolejności alfabetycznej”, oczywiste wydaje się jednak, że zastosowano kolejność kwantyfikacyjną (ilościową). Po prostu radców prawnych wykonujących zawód jest ponad dwukrotnie więcej niż adwokatów i częściej można ich spotkać na salach sądowych i w innych miejscach związanych z wykonywaniem zawodu. Jedną z podstawowych metod dydaktycznych stosowanych w edukacji jest opisywanie w pierwszym rządzie zjawisk powszechniejszych, występujących w większej liczbie i zapewne tą zasadą kierowali się autorzy podręcznika. To metoda często stosowana – tego nie da się zmienić, to trzeba zaakceptować, tak już jest. Ziemia jest okrągła, nie płaska, a świat się kręci szybciej, niż myślimy.
W podręczniku, z założenia skrótowym (formuła komiksowa), nie zawarto treści nieprawdziwych, nie pominięto też istotnych okoliczności – zarzut nierzetelności jest więc chybiony.
Wbrew twierdzeniom prezesa Zwary zastosowana metoda porównawcza nie wartościuje, nie stopniuje tych zawodów, a wprost przeciwnie – wskazuje na ich podobieństwa. Nie użyto przecież słów „prawie jak”. Wszyscy wiemy, że „prawie robi różnicę” – różnicy tej nie czyni jednak: „tak jak”, „podobnie” – chyba nikt nie ośmieli się zanegować twierdzenia, że radcowie prawni tak jak adwokaci pomagają swoim klientom? To dwa bardzo podobne zawody, z podkreśloną w podręczniku różnicą, iż adwokat to jeden z najstarszych zawodów prawniczych.
Edukować, nie konfliktować
Reakcja przedstawicieli palestry wskazuje, iż podobnie jak samorząd radców prawnych, samorząd adwokacki dostrzega znaczenie edukacji. Tak jak samorząd radców prawnych, rozumie znaczenie eksponowania zawodów prawniczych w podręcznikach szkolnych i chce stać na straży interesów zawodowych. Na tym jednak podobieństwa w kwestii podręczników się kończą, a twierdzenie to mogę poprzeć konkretnym przykładem.
Na początku tego roku uwagę przedstawicieli samorządu radcowskiego zwrócił podręcznik do wiedzy o społeczeństwie dla szkół ponadgimnazjalnych, zatytułowany (nomen omen) „W centrum uwagi”, w którym, w części poświęconej postępowaniu sądowemu, całkowicie pominięto zawód radcy prawnego – ani słowa, null, zero. To nie była deprecjacja, ale eliminacja zawodu radcy prawnego. Jakby w ogóle nie istniał. Przedstawiciele samorządu radcowskiego sygnalizowali ten problem, nie padały jednak żądania wskazania odpowiedzialnych za treść podręcznika ani żądania wycofania książki ze szkół. Kwestia ta nie pojawiła się w mediach. Zamiast tego podjęto merytoryczną dyskusję, w efekcie której nastąpiła modyfikacja kolejnych wydań podręcznika.
Skoro rzecz o edukacji, to uczmy się, a najlepsza nauka płynie z własnych doświadczeń. Większość okręgowych izb radców prawnych realizuje od kilku lat na własną rękę programy edukacji prawnej, prowadząc lekcje prawa w szkołach na obszarze swojej właściwości. W celu koordynowania tych działań powołano Centrum Edukacji Prawnej, opracowano „Scenariusze zajęć dydaktycznych i wychowawczych z zakresu edukacji prawnej i obywatelskiej”. Po prostu, jako samorząd radców prawnych, działamy na miarę naszych możliwości na polu edukacji, starając się promować zawód radcy prawnego poprzez budowę jego pozytywnego wizerunku. Wykonujemy pracę u podstaw.
Tymczasem opisaną reakcję na podręcznik trudno mi oceniać – nie wiem, czy uśmiechnąć się z wyrozumiałością, porównując ją do reakcji mniejszego brata, który zaczyna tupać, gdy jadąc do szkoły, musi ustąpić większemu bratu miejsca na przednim fotelu, czy może bać się żądań wycofania podręczników i wskazania osób „odpowiedzialnych”.
Radca prawny to nie byle jaki zawód, myślę też, że sugerowana teza o deprecjonowaniu zawodu adwokata poprzez porównanie z radcą prawnym jest fałszywa, jednak w samym jej postawieniu mógłbym, jako radca prawny, dopatrywać się animus iniuriandi (zamiaru znieważenia – red.).
Nie wiem, może ta budząca zdumienie i nieadekwatna reakcja to po prostu objaw stresu szkolnego, powszechnego na początku września? Skoro jednak mamy początek roku szkolnego, to pamiętając, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, zaproponuję: bierzmy się do pracy i nauki, świadomi tego, co łączy oba zawody. Nie zapominając też o ocenach z zachowania.