Skoro w przepisach o referendum ogólnokrajowym nie ma upoważnienia dla prezydenta do dopisywania pytań lub też odwołania wydarzenia, to nie może on podejmować takich decyzji. Takie stanowisko prezentuje większość prawników.
Reklama

Prezydent Andrzej Duda w tym tygodniu ma się odnieść do wniosku Prawa i Sprawiedliwości w sprawie dopisania trzech kolejnych pytań do planowanego, przez jego poprzednika, na wrzesień referendum. Obywatele mieliby się ustosunkować do tego, czy są za obniżeniem wieku emerytalnego, objęciem obowiązkiem szkolnym sześciolatków, a także prywatyzacją lasów państwowych. Zdaniem ekspertów nie ma możliwości dopisania dodatkowych pytań, bo ani konstytucja, ani też przepisy referendalne nie przewiduje takich możliwość. Ponadto zgodnie z art. 48 ust. 2 ustawy z 14 marca 2003 r. o referendum ogólnokrajowym (t.j. Dz.U. poz. 318) - podmiotami uprawnionymi do udziału w kampanii referendalnej w programach radiowych i telewizyjnych w tym partię i fundacje i stowarzyszenia mogą zgłaszać się do udziału w kampanii referendalnej na 40 dni przed jej przeprowadzeniem, a np. utworzenie obwodów może nastąpić na 45 dni wcześniej.

- Ustawa o referendum ogólnokrajowym nie przewiduje procedury dopisywania pytań do już ogłoszonego referendum – potwierdza prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista.
Tłumaczy, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wielokrotnie wskazywali, że domniemywanie kompetencji w tym prezydenta jest absolutnie niedopuszczalne. Zaznacza, że jednoznacznie na to wskazuje art. 2 i 7 ustawy zasadniczej.

Taką argumentacje potwierdza na przykład uchwała Trybunału Konstytucyjnego z 10 maja 1994 r. (sygn. akt W. 7/94). Zgodnie z nią sędziowie orzekli, że stwierdzenie wynikające z przepisów, że przewodniczącego Krajowej Rady powołuje Prezydent z grona członków Rady nie może być rozumiane jako dające uprawnienie do jego odwołania z tego stanowiska.
To nie jedyny pomysł, jaki się pojawił. Marek Sawicki, minister rolnictwa zaapelował, aby prezydent odwołał referendum zaplanowane na 6 września, a zaoszczędzone w ten sposób około 100 mln zł przekazał rolnikom, których ucierpieli w skutego tegorocznej suszy.

- Również w tym przypadku nie ma żadnych przepisów, które dawałby nowemu prezydentowi prawo do odwołania ogłoszonego już wcześniej referendum. Dlatego też jedynym rozwiązaniem w tej sprawie jest w trybie pilnym znowelizowanie ustawy referendalnej i wprowadzenie tam mechanizmu dopisywania pytań lub też odwołania całego przedsięwzięcia – proponuje prof. Marek Chmaj.

Z kolei PiS powołuje się na opinie innego prawnika prof. Marka Muszyńskiego z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ten uważa, że prezydent na każdym etapie przygotowania do referendum ma możliwość dopisania pytań, a także jego odwołania. Natomiast legislatorzy wskazują, że wstrzymanie referendum byłoby możliwe tylko w sytuacji wprowadzenia stanu nadzwyczajnego np. z powodu suszy. Zastrzegają, że choć w tym czasie można byłoby zachować 40 dniowy termin na zgłoszenie się zainteresowanych podmiotów do kampanii referendalnej, to wciąż nie ma przepisów, które upoważniałby prezydenta do podjęcia decyzji o dopisaniu pytań.

DGP kilka tygodniu temu wskazywał, że partie, które wezmą udział w kampanii referendalnej będą bardzie prowadzi bardziej kampanie parlamentarną. W ubiegłym tygodniu PiS przygotował spot referendalny, który nie chce wyemitować telewizja publiczna. Z kolei PO składa zawiadomienie do PKW i zarzuca Beacie Szydło naruszenie przepisów o finansowaniu partii politycznych. Zarzuty są tego typu, że nie odnosi się on do referendum, a jedynie postulatów dopisania dodatkowych pytań, a tym samym pośrednio przedstawienie swojego programu.

- Nie uczestniczymy bezpośrednio w tym sporach. Nie mniej jednak PKW rozważa wydanie uchwały, w które będą zalecenia, jak postępować przy tworzeniu tego typu spotów – mówi Maria Kołtunowska z Biura Prasowego PKW.

Tłumaczy, że organizacje uprawnione do udziały w kampanii nie muszą się stosować do tych zaleceń, ale muszą mieć na względzie, że każdy obywatel lub partia może powiadomić prokuraturę, że istnieje podejrzenia łamania prawa. Od sądów będzie zależało w jakim trybie będą tego typu sprawy rozpatrywane.