W naszym systemie prawnym od dawna istnieją regulacje pozwalające na walkę z dopalaczami. Trudno powiedzieć, dlaczego dotąd z nich rzadko korzystano - mówi w wywiadzie dla DGP dr Andrzej Mucha, adwokat z kancelarii Mucha & Lech Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych w Rzeszowie, były prokurator.
Kiedy państwo przegrało wojnę z dopalaczami?
Reklama
Nie wiem, czy przegrało. Walka trwa.

Reklama
W 2010 r. ówczesny premier mówił: „Nie damy tym ludziom oddechu”, „Osiągniemy sukces”. Dziś okazuje się, że handel kwitnie w internecie i nie tylko. Kary nakładane przez inspektoraty sanitarne na firmy zaangażowane w proceder to czysta fikcja. Gdzie popełniono błąd?
Przez ostatnie lata słyszeliśmy, że brakuje w obszarze prawa karnego skutecznych instrumentów prawnych, które pozwalałyby na walkę z plagą tzw. dopalaczy. Dlatego postawiliśmy na instrumenty administracyjne. Mają one jednak słabszą moc rażenia, np. jeżeli chodzi o oddziaływanie prewencyjne wobec osób handlujących dopalaczami.
Mówi się, że kodeks karny jest za słaby na dopalacze. Naprawdę pan wierzy, że instrumenty prawnokarne mogą być efektywne?
Zdecydowanie. I chyba jesteśmy w sytuacji, kiedy prawo karne powinno znaleźć zastosowanie, jako ultima ratio, czyli środek ostateczny. W naszym systemie prawnym od dawna istnieją regulacje pozwalające na walkę z dopalaczami. Trudno powiedzieć, dlaczego dotąd z nich rzadko korzystano. Jest to o tyle zaskakujące, że przepisy, które mam na myśli, funkcjonują w obecnym brzmieniu od 1998 r.
Które regulacje k.k. można wykorzystać do wojny z biznesem dopalaczowym?
Choćby art. 160 k.k., który mówi, że kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Przykładając ów przepis do realiów związanych z handlem dopalaczami, mając na względzie to, że osoby, które zajmują się handlem – tak hurtownicy, jak i detaliści – doskonale zdają sobie sprawę z tego, czym handlują i jakie niebezpieczeństwo wiąże się z ich zażyciem, wydaje się, że nie powinno być trudności w przypisaniu takim osobom realizacji znamion tego przestępstwa. Sprawcy widzą, komu sprzedają środek i że nie jest on kupowany „dla celów kolekcjonerskich”, jak wynika czasem z zapisów na opakowaniach, tylko w tym celu, aby niezwłocznie taki środek zażyć.
Cała trudność wiąże się z udowodnieniem umyślności. Obrońcy dowodzą, że ich klienci nie wiedzieli co sprzedają, nie wiedzieli, że jest to środek groźny dla życia lub zdrowia. Albo że na opakowaniu było napisane, że produkt jest niebezpieczny i nie należy go zażywać.
Przy zastosowaniu odpowiedniej wykładni elementów składowych zamiaru nie powinno być z tym żadnych problemów. Poza tym art. 160 w par. 3 k.k. przewiduje także karalność nieumyślnego narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Z jakich regulacji prawnokarnych mogą korzystać jeszcze szerzej prokuratorzy i organy ścigania?
Na przykład z art. 165 par. 1 pkt 2 k.k., który stanowi, że karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat podlega m.in. ten, kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób, wyrabiając lub wprowadzając do obrotu szkodliwe dla zdrowia substancje. Także to przestępstwo posiada swoją formę nieumyślną. Z uwagi na to, że przepis ten nie wymaga sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla chronionych tu dóbr, wydaje się, że ustalenie realizacji znamion będzie jeszcze łatwiejsze niż w przypadku art. 160 k.k.
1 lipca 2015 r.weszła w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Jak pan ocenia te zmiany?
Ogólny kierunek należy ocenić pozytywnie. Jednak jedna ze zmian budzi istotne wątpliwości konstytucyjne. Zgodnie z art. 31 ust. 3 ustawy zasadniczej ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie. Tymczasem znowelizowany art. 44b tej ustawy przewiduje, że aktualnie wykaz „nowych substancji psychoaktywnych” – chodzi tu w szczególności o dopalacze – których wytwarzanie, przywóz i wprowadzanie do obrotu na terytorium Polski jest zakazane, nie będzie zawarty w ustawie, a w rozporządzeniu ministra zdrowia.
I co w tym złego? Przeniesienie dopalaczy na listę w rozporządzeniu sprawi, że zmiana spisu substancji potrwa krócej. A przecież wiemy, że skład chemiczny tego typu środków wciąż się zmienia.
Podstawą wciągnięcia substancji na listę będzie ocena „wpływu tych substancji na zdrowie lub życie ludzi lub możliwość spowodowania szkód społecznych”. Wątpliwości budzi to, że faktycznie w oparciu o dyskrecjonalną decyzję ministra przyjmującą postać rozporządzenia dojdzie do istotnego ograniczenia praw i wolności obywatelskich poprzez ograniczenie lub wyłączenie możliwości prowadzenia działalności w zakresie wytwarzania, przywozu i wprowadzania do obrotu środków z listy.
Czyli lista środków powinna być zamieszczana na poziomie ustawowym?
Mam obawy związane z niedookreślonym i bardzo ogólnym opisem kryteriów, jakie minister będzie brał pod uwagę przy wpisywaniu danej substancji na ową czarną listę w rozporządzeniu. Przynajmniej kryteria powinny być ścisłe i wprowadzone na poziomie ustawowym. Regulacja ma charakter stricte represyjny i faktycznie kreujący płaszczyznę bezprawności danych czynów. Ma więc także wpływ na stosowanie szeregu możliwych sankcji niekarnych w stosunku do obywatela.