W kilku poczytnych dziennikach pojawiły się informacje dotyczące propozycji uchwalenia ustawy szlakowej. Mylący jest już tytuł proponowanego rozwiązania prawnego. Podejmowane są tu dwa problemy dotyczące rozwoju infrastruktury wspierającej turystykę – budowa ścieżek rowerowych i uporządkowanie stanu prawnego terenów służących narciarstwu zjazdowemu w pobliżu kolejek linowych lub wyciągów narciarskich, co ze szlakami turystycznymi nie ma nic wspólnego, oraz drugi – utrzymanie sieci szlaków turystycznych służących uprawianiu turystyki aktywnej.
Budowa ścieżek rowerowych jest działaniem inwestycyjnym, w jego wyniku powstają wydzielone drogi dla rowerzystów, wspierające nie tylko turystykę w atrakcyjnych regionach, lecz także rozwiązania komunikacyjne w obszarach miejskich. Ten problem nie wymaga specjalnych rozwiązań – jest inwestor, jest właściciel odpowiedzialny za powstałe dzieło. Ewentualnej ingerencji wymaga sposób uzyskania prawa do nieruchomości. Ponieważ beneficjentem jest społeczeństwo, łatwiej o akceptację rozwiązań prowadzących do naruszenia prawa własności. W przypadku terenów przeznaczonych dla narciarstwa zjazdowego o akceptację społeczną jest trudniej, beneficjentem oprócz narciarzy jest bowiem inwestor czerpiący korzyści materialne z inwestycji. Łączenie tych dwóch problemów dzieje się ze szkodą dla postrzegania szlaków turystycznych.
Reklama

Reklama
Uporządkowanie systemu ich funkcjonowania w drodze wykupienia nieruchomości, przez które wiodą, byłoby działaniem kosztownym. Przy zakładanym minimum trzymetrowym pasie szlaku powstałaby nieruchomość o powierzchni 45 tys. ha, rozłożona na terenie całego kraju, z wieloma właścicielami, podlegająca pod obowiązujące prawo leśne, budowlane, rolne i podatki, gdzie trzeba by troszczyć się o stan techniczny urządzeń. A jeśli procedury nie zostałyby dochowane na jakimś odcinku, to szlak pozbawiony zostałby podstawowej wartości – sieciowości.
Twórcy szlaków powinni być odpowiedzialni za ich funkcjonowanie. Dostępność środków dotacyjnych spowodowała bowiem niekontrolowany, niekoniecznie celowy rozrost ich sieci. W znacznej części po utworzeniu już nikt się nimi nie opiekuje. A to przecież konieczne prace i wydatki, aby utrzymywać w dobrym stanie technicznym szlak, który zaczął funkcjonować w świadomości turystów, na mapach i w przewodnikach. To znacznie mniej efektowne i trudniejsze niż jednorazowe wyznakowanie. Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze czuje się odpowiedzialne za zbudowaną sieć ok. 75 tys. km szlaków, zabiegając o ich właściwy stan techniczny (ponad 25 tys. km znajduje się w nowoczesnej bazie szlaków opartej na pomiarach GPS). Ich utrzymanie nie byłoby możliwe, gdyby nie współpraca z Lasami Państwowymi, a także zrozumienie wagi problemów przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, które corocznie przeznacza na konkursy związane ze szlakami turystycznymi środki finansowe. Wspierają nas niektóre instytucje samorządowe, a także instytucje prywatne. Taki sposób finansowania jest jednak mało stabilny. Należy dokonać weryfikacji szlaków – pozostawić te, których istnienie ma sens i które powinny być utrzymane z budżetu państwa lub samorządów. O jak niewielkie środki zabiegamy, w stosunku do przeznaczanych na budowę ścieżek rowerowych, niech świadczy taki przykład: inwestycja polegająca na budowie od podstaw 1 km ścieżki rowerowej to koszt ok. 400 tys. zł. Przekazanie rocznie na szlaki 2 mln zł powinno ustabilizować sytuację w całym kraju.
Ważne jest też zapewnienie ochrony przebiegu szlaku w sposób możliwie najmniej ingerujący w prawa własności do nieruchomości. Nie ma również w Polsce ustalonego systemu znakowania – taka standaryzacja jest konieczna. Nie ma wreszcie instytucji koordynującej sieć szlaków. Stąd kolizje, próby wykorzystywania istniejących szlaków, najczęściej pieszych, i wprowadzanie na nie turystyki rowerowej, czasami konnej. Wielokrotnie byłem świadkiem lub uczestnikiem wydarzenia, w trakcie którego korzystający z tego samego szlaku turysta pieszy i rowerzysta stanowili dla siebie zagrożenie.
Obecnie w PTTK pracujemy nad propozycjami rozwiązań – liczymy, że uda nam się przedstawić je w niedługim czasie i uzyskać społeczną akceptację dla ich wdrożenia.