"Całe polskie prawo planowania przestrzennego, którego ta ustawa ma uregulować tylko mały wycinek, wymaga pilnych, fundamentalnych zmian" - zaznaczył Tomasz Peszke.

"Jesteśmy chyba jedynym krajem Unii, w którym bezplanowa zabudowa działek jest dopuszczalna na podstawie decyzji administracyjnych (tzw. WZ-tki) i praktycznie nie podlega żadnym regulacjom. Prawo własności terenu jest u nas utożsamiane z prawem zabudowy oraz z prawem do dowolnego sposobu zagospodarowania terenu, co także jest ewenementem wynikającym z +uświęcenia+ w Polsce prawa własności, niestety bardzo szkodliwym dla interesu publicznego" - podkreślił.

Peszke jest jednak pesymistą jeśli chodzi o przyszłość pod tym względem. "Czy jest realna szansa na zmianę? Nie sądzę - obecny brak skutecznych regulacji ustawowych w zakresie urbanistyki i planowania przestrzennego oraz ochrony krajobrazu jest na rękę wielkim grupom interesu - deweloperom, firmom reklamowym. Traci interes publiczny, środowisko naturalne, krajobraz, społeczność lokalna i społeczeństwo jako całość - ale to podmioty, które przecież swojego skutecznego lobbingu nie mają" - stwierdził aktywista miejski. "Ze smutkiem można skonstatować, że pod tym względem wyprzedza nas wiele krajów tzw. Trzeciego Świata - tego, jak usunąć reklamy z krajobrazu miejskiego możemy się uczyć choćby od władz Sao Paulo" - zaznaczył.

Reklama

Projekt ustawy krajobrazowej złożył w Sejmie prezydent Bronisław Komorowski. Propozycję tę istotnie zmodyfikowała sejmowa podkomisja nadzwyczajna, która pracowała nad nią przez ostatnie półtora roku.

Uchwalona w marcu ustawa m.in. definiuje pojęcie reklamy, szyldu, krajobrazu, krajobrazu kulturowego, krajobrazu priorytetowego. Daje też narzędzia radom gmin do podejmowania decyzji w tym zakresie i wprowadza wymóg przeprowadzenia przez wszystkie samorządy wojewódzkie jednolitych audytów krajobrazowych w terminie trzech lat od wejścia w życie ustawy.

"Wydaje się, że niestety posłowie w Komisji wyrwali ustawie "zęby" czyli usunęli wysokie kary administracyjne za nieprzestrzeganie przepisów" - ocenił Peszke. "Może się to skończyć wydaniem kolejnego bubla prawnego, który niewiele zmieni" - podsumował Peszke.