Wchodząca w życie 1 lipca reforma budzi kontrowersje i zastrzeżenia wśród wielu prawników. "Dominują dwa podejścia: część specjalistów twierdzi, że po 1 lipca mimo nowych przepisów wszystko zostanie po staremu, część zaś mówi, że tak naprawdę nie wiadomo, jak będzie" - powiedział PAP prof. Piotr Girdwoyń z katedry kryminalistyki UW.

"Mój sprzeciw budzi, że wprowadza się tego rodzaju zmiany w postępowaniu karnym, rzucając wszystkich na głęboką wodę; brakuje korelacji z innymi działaniami" - oceniał Girdwoyń na konferencji naukowej poświęconej reformie.

Kodeksy: karny, postępowania karnego i karny wykonawczy uchwalono w 1997 r. Przepisy te, regulujące zasady odpowiedzialności karnej, prowadzenia postępowań oraz wykonywania orzeczeń, weszły w życie 1 września 1998 r. Wchodzące 1 lipca nowelizacje są największymi zmianami prawa karnego od tamtego czasu.

"W 1997 r. obdarowani zostaliśmy trzema nowymi kodeksami, ale to, co się wtedy stało, w porównaniu z tym, co się ma stać od 1 lipca, to było praktycznie nic. Tak naprawdę rewolucję w procesie karnym będziemy mieć dopiero teraz" - wskazywał prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" Maciej Strączyński podczas niedawnej dyskusji w Sądzie Najwyższym.

Reklama

Dlatego pojawiają się głosy, aby przesunąć termin wejścia w życie reformy, np. o pół roku. Jako przykłady braku spójności tej reformy wymieniane są m.in. niedostateczna przebudowa przepisów odnoszących się do prokuratury i organów ścigania i brak kompleksowego uregulowania kwestii biegłych sądowych, których opinie mają często kluczowe znaczenie dla procesów karnych, oraz nieścisłości.

"To jest ogromna zmiana i przynajmniej byłoby trochę więcej czasu. Dodatkowe pół roku należałoby poświęcić na jeszcze jedno przeczytanie tych wszystkich zmian i ich zharmonizowanie. Ten czas można byłoby spożytkować na wyczyszczenie największych nieścisłości" - powiedział PAP Girdwoyń.

Reklama

Resort sprawiedliwości ostatnio informował, że nie rozważa przesunięcia terminu wejścia w życie reformy. Jeden z jej współautorów - były wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski - wskazywał natomiast niedawno w odpowiedzi na te postulaty, że "problem z przedłużeniem vacatio legis jest związany z tym, że nowelizacje mają również charakter implementacyjny".

"Nie jest łatwo przesunąć termin wejścia w życie kodeksu bez ryzyka niedokonania implementacji prawa unijnego i postępowania przed Komisją Europejską w związku z niewykonaniem tego obowiązku" - mówił Królikowski.

Zgodnie z uchwaloną w lutym nowelizacją Kodeksu karnego, od 1 lipca mają wejść w życie przepisy zmieniające "filozofię" karania. Częstsze ma stać się orzekanie grzywien i kar ograniczenia wolności, zaś rzadsze więzienia w zawieszeniu. Nowela reguluje również m.in. nowe zasady orzekania kary łącznej i określa nowe zasady wymierzania środków zabezpieczających.

Z kolei na mocy głównej z nowelizacji - uchwalonych już we wrześniu 2013 r. - zmian w Kodeksie postępowania karnego, które także wejdą w życie 1 lipca - po reformie sędzia ma się stać w pełni bezstronnym arbitrem rozsądzającym spór między oskarżycielem a obroną - co nosi nazwę kontradyktoryjności. Inicjatywa sądu zostanie więc ograniczona, a rozszerzona - stron. Prokurator, który był autorem aktu oskarżenia, ma osobiście występować w danej sprawie w sądzie, podczas gdy dziś często przychodzą w zastępstwie prokuratorzy nieznający dobrze danej sprawy. Obrona może odpowiedzieć na tezy oskarżenia, m.in. zamawiając prywatną opinię biegłego, której ranga ma wzrosnąć.

Jednak - jak zaznaczył Girdwoyń - zmiana nie musi spowodować zakładanego wyraźnego przyspieszenia postępowań i może doprowadzić de facto do wzrostu liczby wniosków dowodowych składanych "na wszelki wypadek", także po to, aby mieć możliwość powołania się na nie przed sądem drugiej instancji. "Jak to jednak będzie funkcjonować w praktyce, tego nie wiemy. Zobaczymy za jakiś czas" - ocenił. (PAP)