Trudne doświadczenia ostatnich wyborów samorządowych każą się zastanowić, czy to sędziowie powinni być w dalszym ciągu obciążeni główną odpowiedzialnością za organizację wyborów
Reklama
Polskim sędziom na wszystkich szczeblach wymiaru sprawiedliwości oraz w Trybunale Konstytucyjnym nie brakuje pracy. Od początku transformacji ustrojowej przyjęło się, że jeśli nie wiadomo komu powierzyć załatwianie danej kategorii spraw, najlepiej tym zadaniem obarczyć sądy. Tym sposobem do sądów wpływa rocznie już ponad piętnaście milionów spraw. Można powiedzieć, że sądownictwo padło ofiarą własnego sukcesu. Skoro coraz więcej spraw ustawodawca kieruje do rozstrzygania na drodze sądowej, można to traktować jako wyraz zaufania do władzy sądowniczej. W praktyce to jednak przede wszystkim transfer na sądy niemałej odpowiedzialności, często bez zapewnienia odpowiednich warunków do radzenia sobie z nowymi zadaniami.

Reklama
Doskonałym studium tego zjawiska stały się ostatnie wybory samorządowe. Odpowiedzialnością za problemy z systemem informatycznym, a także za rzekome nieprawidłowości przy liczeniu głosów obarczono – głosami polityków i dziennikarzy – Państwową Komisję Wyborczą składającą się z sędziów najważniejszych sądów i trybunałów. Zapewne tak się musiało stać, bo PKW jest instytucją formalnie odpowiedzialną za organizację i sprawny przebieg wyborów. Taka rola Komisji jest efektem modelu przyjętego przez ustawodawcę już ćwierć wieku temu. Wtedy, w warunkach rodzącej się dopiero demokracji, powierzenie niezależnym sędziom jak najszerszej odpowiedzialności za organizację wyborów było najlepszym możliwym rozwiązaniem. Po kilkunastu latach należało jednak się zastanowić, czy taki model jest też najbardziej efektywny i dokonać niezbędnych korekt. Potrzebna była zwłaszcza refleksja, na ile sędziowie powinni ponosić odpowiedzialność za techniczne aspekty organizacji wyborów, np. system informatyczny, gromadzenie protokołów czy zliczanie zbiorczych wyników.
Do refleksji powinien skłaniać również fakt, że na tle innych państw europejskich polski model administracji wyborczej charakteryzuje się nadzwyczaj rozbudowanym zakresem odpowiedzialności władzy sądowniczej. Owszem, w wielu państwach do sędziów należy nadzór nad prawidłowością przebiegu wyborów, ale już nie odpowiedzialność za ich organizację od strony technicznej. W Niemczech na czele struktury administracji wyborczej stoi minister spraw wewnętrznych. Ze względu na federalną strukturę państwa niemieckiego występuje w zasadzie siedemnastu szefów administracji wyborczej – federalny minister spraw wewnętrznych oraz ministrowie spraw wewnętrznych w szesnastu krajach związkowych (landach). Ministrowie nie wykonują jednak bezpośrednio zadań związanych z organizacją wyborów, ale czynią to powoływani i odwoływani przez szefów resortów spraw wewnętrznych – komisarze wyborczy. Ich liczba i kompetencje również odzwierciedlają federalną strukturę państwa – najważniejszą rolę pełni federalny komisarz wyborczy (Bundeswahlleiter) oraz Federalna Komisja Wyborcza. Odpowiedniki tych organów funkcjonują na poziomie wszystkich szesnastu krajów związkowych. Jeśli chodzi o federalnego komisarza wyborczego, to istnieje pewna niepisana reguła, że zostaje nim prezes Federalnego Urzędu Statystycznego. Wynika to z założenia, że obie funkcje w istocie sprowadzają się do wypełniania podobnych zadań polegających głównie na gromadzeniu i publikowaniu informacji statystycznych.
Model instytucjonalny administracji wyborczej we Francji opiera się na schemacie, w którym wiodącą rolę organizacyjną i techniczną pełni administracja rządowa, ale pod nadzorem niezależnego organu. Organizacją procesu wyborczego zajmuje się minister spraw wewnętrznych, który w ramach scentralizowanej struktury francuskiej administracji publicznej czuwa nie tylko nad przebiegiem wyborów ogólnokrajowych, lecz także wyborów lokalnych. Resort spraw wewnętrznych odpowiada za przygotowanie głosowania, produkcję materiałów wyborczych oraz podliczenie i ogłoszenie wyników wyborów. Organem nadzoru nad przebiegiem procesu wyborczego jest natomiast Rada Konstytucyjna, czyli odpowiednik polskiego Trybunału Konstytucyjnego.
Holandia jest kolejnym typowym przykładem administracji wyborczej opartej na modelu mieszanym, gdzie funkcje związane z organizacją i przeprowadzeniem wyborów wypełnia administracja rządowa pod nadzorem organów sądowych czy quasi-sądowych. Centralną rolę w holenderskim systemie wyborczym odgrywa Rada Wyborcza działająca pod auspicjami ministra spraw wewnętrznych. Rada składa się z siedmiu członków powołanych przez ministra. W trakcie urzędowania cieszą się oni dużą niezależnością. Również w Wielkiej Brytanii Komisja Wyborcza działa jako niezależny organ administracji państwowej. Pozostaje natomiast pod nadzorem parlamentarnym sprawowanym przez specjalny komitet składający się z deputowanych do Izby Gmin.
W dojrzałych europejskich demokracjach rola sędziów w procesie wyborczym ogranicza się zatem do kontroli jego prawidłowości i zgodności z przepisami. To rola najbardziej adekwatna do statusu, ustrojowej roli i kwalifikacji merytorycznych przedstawicieli władzy sądowniczej. W polskim przypadku formalna odpowiedzialność PKW jest znacznie szersza. Nawet jeśli czynności techniczne związane z wyborami bezpośrednio koordynuje Krajowe Biuro Wyborcze, podległe PKW, to w powszechnym odbiorze wszelkie niedociągnięcia i błędy obciążają konto Państwowej Komisji Wyborczej. To PKW musiało się tłumaczyć z nieudolnego zarządzania kontraktem informatycznym czy braku planu awaryjnego na wypadek klapy systemu elektronicznego wspomagania liczenia głosów.
Sędziowski skład organów administracji wyborczej nawiązuje do rozwiązań stosowanych jeszcze w II Rzeczypospolitej. Od tego czasu jednak proces wyborczy się zmienił, a przede wszystkim skomplikował. Sprawny przebieg wyborów zależy już nie tylko od działania zgodnego z prawem, ale i od efektywnego zarządzania aparatem wyborczym, zapleczem technicznym oraz informatycznym, a także dobrej komunikacji ze społeczeństwem. Trudno oczekiwać, że sędziowie wchodzący w skład PKW nagle staną się wybitnymi ekspertami od kontraktowania usług informatycznych, zarządzania ryzykiem czy zarządzania projektami. Ich zadaniem powinno być stanie na straży zgodnego z prawem przebiegu wyborów. Wszelkie techniczne zadania związane z wyborami należy w związku z tym, możliwie jak najszybciej, przekazać wyodrębnionemu, samodzielnemu organowi o profilu urzędniczym, a nie sędziowskim. To punkt wyjścia dla odbudowy społecznego zaufania do wyborów, a jednocześnie uwolnienia przedstawicieli władzy sądowniczej od realizacji zadań, które dalece wykraczają poza wymierzanie sprawiedliwości i rozstrzyganie problemów prawnych.
Nie należy oczekiwać, że sędziowie wchodzący w skład PKW nagle staną się wybitnymi ekspertami od kontraktowania usług informatycznych, zarządzania ryzykiem czy zarządzania projektami