– Środki z mandatów karnych nałożonych przez ITD trafiają do Krajowego Funduszu Drogowego, natomiast pieniądze z mandatów nakładanych przez straże miejskie służą do łatania budżetów samorządów – mówi poseł Maciej Banaszak z SLD. Przypomina, że odnotowywana ostatnio nieznaczna poprawa bezpieczeństwa na drogach wynika przede wszystkim z poprawy ich jakości.

– Rola fotoradarów jako urządzeń będących remedium na niezbyt dobrą sytuację na drogach jest przeceniana. Fotoradar mierzy tylko prędkość. Nie sprawdzi trzeźwości kierowcy, stanu technicznego pojazdu ani tego, czy był on kradziony. Poza tym kierowcy i tak nauczyli się przed nim hamować i po jego minięciu wracają do poprzedniej prędkości – argumentuje wnioskodawca.

Zgodnie z projektem strażnicy miejscy nadal posiadaliby uprawnienia do kontroli ruchu drogowego np. wobec kierującego, który łamie zakaz ruchu w obu kierunkach czy nieprawidłowo parkuje.

– Chcemy, aby za pomocą tej ustawy straż miejska wróciła do korzeni, a więc zajmowała się pilnowaniem porządku publicznego. Wówczas okaże się, w ilu gminach straż jest rzeczywiście potrzebna, a w ilu, po odebraniu jej uprawnień do kontroli fotoradarowej, zostanie zlikwidowana – wyjaśnia Maciej Banaszak.

To nie pierwszy pomysł odebrania uprawnień do używania fotoradarów strażnikom miejskim. W ubiegłym roku projekt swojej ustawy przedstawiła Platforma Obywatelska. Według niego wszystkie stacjonarne urządzenia miały zostać przekazane ITD, a urządzenia mobilne – policji. Projekt nie doczekał się jednak aprobaty ze strony rządu.

– Pozytywnie zaopiniowało go ówczesne Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, pod pewnymi zastrzeżeniami zyskałby akceptację Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, lecz przeciwne było Ministerstwo Sprawiedliwości – przypomina Stanisław Żmijan z PO.

Powodem braku poparcia nie była kwestia odebrania fotoradarów SM, lecz to, że projekt przewidywał pewnego rodzaju dualizm karania za wykroczenia drogowe. Za przekroczenie prędkości ujawniane przez policjanta za pomocą fotoradaru nadal obowiązywałaby odpowiedzialność karna (wykroczeniowa). Za naruszenia prędkości stwierdzone za pomocą stacjonarnych urządzeń groziłaby odpowiedzialność administracyjna.

– Nie ma większego znaczenia, jaki organ będzie się zajmował obsługą fotoradarów. Ale być może rzeczywiście byłoby bardziej przejrzyście, gdyby kontrola ruchu drogowego należała do zadań jednego organu – przyznaje Adam Jasiński, prawnik specjalizujący się w prawie drogowym. Teraz różnych służb mających uprawnienia do kontrolowania ruchu w różnych zakresach jest zatrzęsienie: od policji przez ITD po SM i Straż Leśną.

– Zakresy ich kompetencji i uprawnień, z wyjątkiem policji, są dla kierującego niejasne – dodaje ekspert.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Etap legislacyjny

Projekt przed I czytaniem w Sejmie