Po kwietniowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w praktyce obniżył z 5 mln zł do 100 tys. zł maksymalną opłatę od skargi w sprawach przetargowych, pojawiły się głosy, że przedsiębiorcy będą nadużywać prawa do drugiej instancji.

Stały poziom

Najnowsze statystyki zadają kłam tym obawom. Gdy porówna się okres od stycznia do końca sierpnia tego roku do ubiegłego, okazuje się, że liczba skarg kierowanych do sądów nawet minimalnie zmalała. Bardziej miarodajnym wskaźnikiem jest odsetek wyroków Krajowej Izby Odwoławczej (KIO). Ten jednak również utrzymuje się na podobnym poziomie (wzrósł z 4 do 5 proc.). Także miesięczne zestawienia nie pokazują dużych różnic. W marcu, kiedy maksymalna opłata wynosiła jeszcze 5 mln zł, zaskarżono 13 wyroków KIO (5 proc.). W sierpniu – 9 (4 proc.).

– Dane te pokazują wyraźnie, że mówienie o pieniaczach, którzy będą nadużywać prawa do sądu, było jedynie bezpodstawnym straszeniem. Żaden rozsądnie myślący przedsiębiorca nie zaryzykuje kilkudziesięciu czy nawet 100 tys. zł tylko po to, by uprzykrzyć życie urzędnikom – komentuje Robert Mikulski, radca prawny z kancelarii P. Stopczyk & R. Mikulski.

Wyrok TK z 15 kwietnia 2014 r. (sygn. akt SK 12/13) dotyczył art. 34 ust. 2 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 90, poz. 594 ze zm.). Zgodnie z tym przepisem od skargi na wyrok Krajowej Izby Odwoławczej dotyczący czynności podjętych po otwarciu ofert w przetargu pobierało się opłatę stosunkową w wysokości 5 proc. wartości zamówienia, jednak nie więcej niż 5 mln zł.

Przez ponad 4 lata (przepis ten wprowadzono pod koniec 2009 r.) w dużych przetargach wyrok KIO w praktyce był ostateczny. Nawet najbardziej przekonany o swoich racjach wykonawca nie wydałby kilku milionów złotych, wiedząc, że w przypadku przegranej przepadną one na rzecz Skarbu Państwa.

Oficjalne statystyki mówiły o 4 proc. zaskarżanych wyroków. W rzeczywistości jednak odsetek ten był dużo mniejszy. Prawie połowę spraw odrzucano bowiem z powodu braku opłaty. Spora część skarg była wnoszona przez jednostki Skarbu Państwa czy prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, którzy są zwolnieni z opłat. Ostatecznie tylko ok. 1 proc. wyroków KIO było zaskarżanych przez przedsiębiorców.

Bariera fiskalna

Zdaniem TK tak kuriozalnie wysoka opłata mogła uniemożliwiać dochodzenie sprawiedliwości przez firmy startujące w publicznych przetargach.

– Przepis ten jest przejawem nadmiernego fiskalizmu i może ograniczać dostęp do sądu, niekiedy całkowicie wręcz pozbawiając możliwości ochrony słusznych praw – powiedział w ustnych motywach sędzia sprawozdawca Leon Kieres, uchylając kontrowersyjny przepis.

Od tego czasu opłata w sprawie skargi wynosi od 37,5 tys. do maksymalnie 100 tys. zł.

– Ten wyrok przywrócił normalność i fikcyjne przez długi czas prawo do drugiej instancji. Górna granica opłaty jest taka sama jak we wszystkich sprawach cywilnych. To niemało, ale przedsiębiorca, który jest pewny swego, taką kwotę jest w stanie zaakceptować – ocenia Robert Mikulski.

Jest jednak inny problem. Zamawiający ma prawo przed wyrokiem sądu zawrzeć umowę, a wówczas jest już ona praktycznie niewzruszalna. Wygranie sprawy co najwyżej otwiera przedsiębiorcy drogę odszkodowawczą.