statystyki

Jerzy Stępień: W sądach nie chcą świeżej krwi

autor: Małgorzata Kryszkiewicz01.09.2014, 07:51; Aktualizacja: 01.09.2014, 16:35
Jerzy Stępień / fot. Wojtek Górski

Jerzy Stępień / fot. Wojtek Górskiźródło: DGP

Sędziowie boją się podejmować samodzielne decyzje. I nie myślą o rozstrzygnięciu sprawy, tylko o tym, żeby ich orzeczenie nie podpadło sądowi wyższej instancji - mówi w wywiadzie dla DGP Jerzy Stępień, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego: Moim zdaniem to czas całkowicie zmarnowany. Po roku 1989 nie zrobiono niczego pozytywnego w tym zakresie. Nie było rzeczywistej woli zreformowania wymiaru sprawiedliwości. Nie dokonano nawet podstawowej, rudymentarnej refleksji, kim powinien być sędzia w nowożytnym, demokratycznym państwie. A od tego powinno się wyjść i zacząć rozwiązywać wszystkie problemy. Myśmy zostawili na boku samego sędziego, dbając tylko o to, aby coraz więcej zarabiał. Skupiliśmy się także na ogadżetowywaniu sądów. Mówię to jako ktoś, kto przez 10 lat funkcjonował w latach 70. w sądownictwie powszechnym. Zacząłem aplikację w 1969 r., a w 1979 r. odszedłem z sądownictwa. Nie mogłem znieść atmosfery tam panującej.

JS: Dość powiedzieć, że jednego dnia ktoś, kto nie był sędzią, został prezesem wojewódzkiego sądu. Osoba ta wcześniej przez 10 lat była prokuratorem, a później kierownikiem wydziału administracyjnego komitetu wojewódzkiego w Kielcach.

JS: Niestety, muszę powiedzieć, że III Rzeczpospolita niewiele zrobiła dla poprawy jakości sądownictwa powszechnego. W szeregach sędziów nie dokonano żadnej weryfikacji. Nie mówię tutaj oczywiście o Sądzie Najwyższym, bo tam na początku lat 90. skład został całkowicie wymieniony. Skutek tego jest taki, że etos sędziego pozostał na takim samym poziomie, na jakim był za czasów PRL.

JS: Ale model dobierania sędziów do sądów powszechnych nie zmienił się. W niepodległej Polsce, tak jak w PRL, sędziami zostają młodzi ludzie, bez doświadczenia, którzy zaledwie liznęli wiedzy prawniczej. W 2007 r. TK zlikwidował instytucję asesora sądowego. A teraz widzę, że establishment sądowy robi wszystko, aby ją przywrócić. Chce po prostu powrotu do modelu, który obowiązywał w PRL, i który okazał się niekonstytucyjny.

JS: Wiem, gdyż sam brałem udział w wydaniu tego orzeczenia. Ale TK nie mógł przecież zrobić nic ponadto. Czym innym jest bowiem niekonstytucyjność, a czym innym optymalność jakiegoś rozwiązania. A TK z takiego punktu widzenia nie może oceniać rozwiązań prawnych.


Pozostało 79% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Mysza(2014-09-02 10:41) Zgłoś naruszenie 00

    Zgadzam się w całej rozciągłości.

    Odpowiedz
  • Attorney at Law(2014-09-03 17:21) Zgłoś naruszenie 00

    To samo można odnieść do korporacji prawniczych, które muszą zostać zlikwidowane, a postępowanie dyscyplinarne wciągnięte do sądownictwa powszechnego. W końcu pełnomocnik/prawnik nie może służyć interesom korporacyjnym czyt. interesom prywatnego cechu.
    Do tego fatalna jakość szkoleń aplikacyjnych, które powinny być zastąpione przez szkoły prawa, które by miały charakter praktyczny.
    Przykład jak kształcą aplikacje podaję poniżej.

    http://palestrapolska.wordpress.com/2014/08/29/boso-ale-w-todze/

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane