„Jednomyślne bądź prawie jednomyślne wyroki przyczyniają się do stabilności prawa oraz ciągłości linii orzeczniczej sądu. Natomiast niezgodności wśród sędziów powodują, że opinia publiczna jest w mniejszym stopniu skłonna traktować sąd konstytucyjny jako bezstronną instytucję, która wychodzi ponad politykę partyjną” – powiedział prezes Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych John Roberts w wywiadzie dla magazynu „The Atlantic”. W wielu newralgicznych i kontrowersyjnych sprawach ostatnich lat, takich jak zobowiązanie pracodawcy do pokrycia kosztów antykoncepcji w ramach polisy ubezpieczeniowej czy finansowanie kampanii wyborczych przez korporacje, rozstrzygnięcia amerykańskiego sądu zapadały bowiem większością głosów 5-4.

Coraz większą niejednomyślność można w ostatnich latach zaobserwować też w składzie Trybunału Konstytucyjnego. Tegoroczny rekord padł w orzeczeniu w sprawie podwyższenia wieku uprawniającego do emerytury, do którego zdania odrębne złożyło w sumie sześciu sędziów. Duży rozdźwięk pojawił się także w przypadku orzeczeń dotyczących m.in. podatku dochodowego od osób fizycznych i podatku od dochodów nieujawnionych (cztery zdania odrębne), zasad udostępniania akt w postępowaniu w sprawach o wykroczenia (trzy zdania odrębne), zatrzymania prawa jazdy dłużników alimentacyjnych (dwa zdania odrębne) oraz pozyskiwania danych telekomunikacyjnych przez służby (dwa zdania odrębne).
Czy częsty brak jednomyślności w rozstrzygnięciach trybunału, zwłaszcza w sprawach o kluczowym znaczeniu dla systemu społeczno-gospodarczego oraz szczególnie interesujących opinię publiczną, to niepokojąca tendencja?

Wybitny amerykański konstytucjonalista prof. Cass Sunstein na przykładzie Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych pokazuje, że jednomyślność wcale nie musi wzmacniać jego autorytetu oraz pewności prawa, jak to się zwykle uważa. W swojej najnowszej pracy na temat przyczyn rozbieżności wśród członków sądu konstytucyjnego prof. Sunstein dowodzi, iż przekonanie, że zdania odrębne nadwerężają siłę i wiarygodność decyzji sędziów, jest w rzeczywistości bezpodstawną hipotezą. Powołując się na eksperymenty badające reakcje na kontrowersyjne orzeczenie sądu, w których część uczestników poznała prawdziwy rozkład głosów sędziów (5-4), a część fałszywy (9-0), konstytucjonalista doszedł do wniosku, że siła i wiarygodność rozstrzygnięć sądu konstytucyjnego zasadniczo zależy od tego, jakie poglądy mają sami obywatele. Nawet jeśli do danego wyroku zgłoszono kilka zdań odrębnych, ale dotyczy on sprawy nie budzącej emocji i większych nieporozumień społecznych, jest mało prawdopodobne, aby ucierpiał na tym autorytet sądu. Najlepszą ilustracją tej teorii jest słynny jednomyślny wyrok w sprawie Brown vs. Board of Education of Topeka (1954), w którym uznano segregację w szkołach publicznych za niezgodną z konstytucją. Mimo że każdy z dziewięciu członków Sądu Najwyższego uważał, że system szkolnictwa oparty na kryterium rasy ugruntowuje sponsorowaną przez państwo dyskryminację, w wielu południowych stanach decyzja o desegregacji wywołała opór mieszkańców oraz sprzeciw władz lokalnych.

Co więcej, zdaniem Sunsteina jednomyślne orzeczenia nie zawsze zapewniają większą jasność i pewność prawa, bowiem ceną szerokiego porozumienia może być pełne ogólników i niejednoznacznych sformułowań uzasadnienie, które pozostawia z boku potencjalne punkty sporu lub przeciwnie, techniczna opinia oparta na tyle wąskim konsensie, że będzie mało pomocna dla sądów niższych instancji.