Billingi i podsłuchy nie są gwarantem skuteczności. Zbyt szeroki dostęp do nich zagraża wolności – stwierdził TK
Reklama
Wymuszone wczorajszym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego doprecyzowanie tego, czym jest działalność operacyjna, nie pozbawi zębów ani policji, ani służb specjalnych – przekonują organizacje pozarządowe i zwolennicy mniejszego państwa. Przywołują sprawy Janusza Kaczmarka i Marcina Tylickiego, w których na pełną skalę wykorzystywano dane telekomunikacyjne, a które zakończyły się niczym. Same służby są innego zdania. Ustalenie katalogu przestępstw, przy ściganiu których mogą być używane informacje takie jak lokalizacja telefonu czy billingi, utrudni postępowanie – uważa komendant główny policji Marek Działoszyński.
„Gdyby taki katalog został wprowadzony, to niektóre sprawy nie zostałyby rozwiązane przez policję lub ich rozwiązanie byłoby utrudnione i czasochłonne” – napisał Działoszyński do Trybunału Konstytucyjnego. Jako jeden z przykładów udanej operacji z wykorzystaniem geolokalizacji telefonu mundurowi podają sprawę 15 -letniej dziewczynki, która 11 marca 2014 r. w trakcie zakupów w markecie zniknęła matce z oczu.
Zaginiona miała zaburzenia psychiczne. Funkcjonariusze sprawdzili okoliczne nagrania z kamer monitoringu i przesłuchali koleżanki dziewczynki. Bezskutecznie. Jak tłumaczy policja, udało się ją odnaleźć dopiero dzięki analizie połączeń telefonicznych.
Przebywała w mieszkaniu zaprzyjaźnionego z nią 18-latka. Gdyby istniały precyzyjne przepisy określające wykorzystanie takich danych, najpewniej nie byłoby możliwości namierzenia dziewczyny. – Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce zakazać wykorzystywania takich danych w przypadku zaginięć – wyjaśnia Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon, która zajmuje się ochroną praw człowieka w kontekście nowoczesnych technologii. – Ewentualne ograniczenie dostępu dotyczy błahych spraw. Najistotniejsze wydaje się jednak wprowadzenie niezależnych mechanizmów kontroli nad dostępem do tych danych, których obecnie prawo nie przewiduje – dodaje prawniczka.
– Mamy wewnętrzny system kontroli, w którym sprawdzamy, czy tego typu środki nie są nadużywane – ripostuje Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. – Dzięki wykorzystywaniu tego typu danych udało się jeszcze przed planowanym wywiezieniem z Polski odnaleźć skradziony w Oświęcimiu napis „Arbeit macht frei” czy zatrzymać Polaka, który w jednym z krajów UE brutalnie zamordował swoją ofiarę dla odtwarzacza mp4 – dodaje policjant.
Zdaniem Fundacji Panoptikon problem leży w tym, że nikt nie wie, jak często służby korzystają z informacji takich jak dane personalne abonenta czy billingi. Urząd Komunikacji Elektronicznej na podstawie informacji od operatorów telekomunikacyjnych twierdzi, że w ubiegłym roku w Polsce było ok. 1,75 mln zapytań. Same służby twierdzą, że prawie 2,2 mln, czyli ponad 400 tys. więcej. Różnica wynika z tego, że organizacje w różny sposób prowadzą swoje sprawozdania. Brakuje definicji używania danych telekomunikacyjnych, z których korzystałyby jednocześnie UKE i służby.
– Szeroko pojęte sprawdzanie danych telekomunikacyjnych to jedna z podstaw pracy operacyjnej. Nie wiem, czy ważniejsze są źródła osobowe, czy praca na danych telekomunikacyjnych – tłumaczy osoba związana ze służbami. – Nie ma jednak potrzeby demonizowania. Większość zapytań dotyczy właściciela danego numeru telefonicznego. Dużo rzadziej pyta się o billingi, a dopiero na końcu o podsłuchy – dodaje nasz rozmówca. W ubiegłym roku w Polsce kontroli operacyjnej (mogą to być m.in. podsłuchy) poddawane były ponad 4 tys. osób.
– Podsłuchy to wyjątkowe narzędzie, z którego korzystamy tylko w wyjątkowych sytuacjach – stwierdza natomiast Jacek Dobrzyński, rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego. – My musimy postępować zgodnie z prawem. Jeśli ustawodawca daje możliwości, to je wykorzystujemy. Jeśli te możliwości się zmniejszą, to dostosujemy do tego nasze działania – dodaje.
W przypadku dostępu do danych telekomunikacyjnych kontrola może być utrudniona. W większości firm telekomunikacyjnych są zatrudnieni ludzie służb, którzy na bieżąco mają dostęp do tego typu informacji. Pozyskują je w ramach swoich obowiązków. – Lepiej, gdy takie dane zdobywane są na drodze oficjalnej, a nie operacyjnie – dodaje nasz rozmówca ze służb.
Prawdziwy skok w liczbie pozyskiwanych danych telekomunikacyjnych nastąpił w latach 2009–2011. Służby zasmakowały w nich. Nastąpił wzrost z jednego do dwóch milionów – tyle razy skorzystano z danych telekomunikacyjnych. Dwa ostatnie lata to okres stabilizacji na poziomie ok. 1,75 mln.
Przeciwnicy szerokiego dostępu do tego typu informacji przekonują, że technologia używana przez polskie służby nie załatwia wszystkiego. Dowodem jest choćby sprawa zabójstwa szefa policji gen. Marka Papały. Przy szukaniu sprawców tej zbrodni wykorzystywano technikę geolokalizacji (sprawdzono, gdzie logowały się telefony podejrzanych), jednak śledztwo zakończyło się niepowodzeniem.
Chyba najbardziej spektakularną wpadką służb związaną z używaniem danych telekomunikacyjnych było zatrzymanie wiceministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka w 2007 r. Na głośnej, multimedialnej konferencji prasowej prokurator Jerzy Engelking pozwolił na odtworzenie części podsłuchanych rozmów prowadzonych m.in. przez Kaczmarka. Śledztwo w tej sprawie ostatecznie jednak umorzono.
Inną głośną sprawą było oskarżenie Marcina Tylickiego (asystenta posła PSL Józefa Gruszki) o gotowość do szpiegostwa na rzecz Rosji. Jednym z dowodów były billingi. Oskarżony został uniewinniony.
Jeden z naszych rozmówców wskazuje również na inny aspekt wykorzystywania danych telekomunikacyjnych. Żołnierz, z którym rozmawialiśmy, twierdzi, że w siłach zbrojnych służą one głównie do gromadzenia haków. – Trzeba się zastanowić, co służby mają osiągnąć? Kogo i po co podsłuchują? Aby być skutecznym, technika nie wystarczy, trzeba mieć agentów. Podam przykład. Jakiś czas temu Anglicy ogłosili, że wydalili kilkuset rosyjskich agentów. A u nas? Kogo wykrył kontrwywiad? Ilu szpiegów wydaliliśmy? Francuzi mówią na nasze służby „hakownia” – komentuje oficer.

W telekomach ludzie służb są zatrudniani na etatach