Eksperci są zgodni, że nawet najsurowsze przepisy i najczęstsze policyjne kontrole nie spowodują spadku liczby pijanych kierowców, jeśli ludzie sami nie będą na takie sytuacje reagować. Czy to oznacza, że pasażerowie pijanych kierowców też powinni w jakimś stopniu odpowiadać za to, że nie powstrzymali ich przed wsiadaniem za kółko?

Obecnie, co do zasady, takiej odpowiedzialności nie ma.

– Chyba że pasażer jest właścicielem lub posiadaczem pojazdu albo np. funkcjonariuszem publicznym na służbie. Właściciel pojazdu, który dopuszcza do kierowania nietrzeźwego, popełnia wykroczenie, a funkcjonariusz publiczny, np. dyspozytor, popełnia przestępstwo – mówi Mariusz Wasiak z Komendy Głównej Policji.

Odpowiedzialność w tym przypadku jest oparta na winie. Właściciel samochodu czy dyspozytor odpowiada tylko wtedy, jeśli wiedział, że kierowca, któremu udostępnia pojazd, jest pijany, lub powinien się tego domyślać. Jednak właściciel pojazdu, który pożyczył komuś auto np. na weekend, nie odpowiada za zachowanie kierującego, jeśli nie miał na nie wpływu. – Odpowiedzialność pasażera, który nie jest ani właścicielem, ani np. policjantem na służbie, można rozpatrywać w kategoriach etycznych czy zdroworozsądkowych. Bezczynność jest naganna z punktu widzenia społecznego, bo pijany kierowca może stanowić śmiertelne zagrożenie nie tylko dla innych, ale i dla samego pasażera – dodaje Wasiak.

Przy tym nie ma też prawnego obowiązku zawiadamiania policji o tym, że kierowca jest nietrzeźwy. Takie zobowiązanie ciąży tylko na funkcjonariuszach publicznych i administracji samorządowej. Obywatel powinien to uczynić, ale jest to tylko obowiązek społeczny.

Zdaniem prawników obarczenie odpowiedzialnością pasażera za niepowstrzymanie pijanego przed kierowaniem jest więc raczej niemożliwe.

– Nawet gdyby taka zmiana w prawie była pożądana, to z punktu widzenia legislacyjnego jej wprowadzenie byłoby karkołomne. Pasażer musiałby być pewien, że kierowca jest pijany, a nie zawsze stan nietrzeźwości (powyżej 0,5 promila) jest widoczny – uważa Adam Jasiński, prawnik specjalizujący się w ruchu drogowym.

Większość złapanych pijanych kierowców stanowią bowiem nie ci, którzy wracają akurat z zakrapianej imprezy, lecz tacy, którzy mają alkohol we krwi po piciu dzień wcześniej. Tacy kierowcy, wsiadając za kółko, często nawet sami nie są pewni, czy są pijani, czy nie.

– Przepis musiałby być tak skonstruowany, że odpowiedzialność pasażera dotyczyłaby tylko przypadków ewidentnych, jak stan widocznego upojenia alkoholowego. Z drugiej strony, jeśli przepis byłby pod tym względem precyzyjny, to wówczas mogłoby się okazać, że trzeba ukarać staruszkę, która nie powstrzymała przed jazdą po pijanemu swojego rosłego wnuczka. Byłoby to przerzucanie obowiązku ze służb na obywateli, którzy nie dysponują żadnymi narzędziami, by tym obowiązkom podołać – przyznaje Adam Jasiński.

Zgadza się z nim prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego.

– Nie można nakładać na obywateli nowych obowiązków, które są nie do spełnienia. Czy aby powstrzymać pijanego kierowcę, pasażer ma się z nim bić i szarpać? Często jedyne, co może zrobić, to wysiąść z auta – mówi prof. Stefański.

Tym bardziej że gdyby doszło do wypadku, w którym pasażer zostałby poszkodowany, to miałby trudności z uzyskaniem pełnego zadośćuczynienia od ubezpieczyciela sprawcy. Wsiadając z pijanym kierowcą, przyczynił się bowiem częściowo do szkody. Okolicznością łagodzącą mógłby natomiast być w takim przypadku to, że sam też nie był trzeźwy.

22 osoby zginęły na polskich drogach w miniony weekend