W całej upadłości chodzi o jedno: by można było wykaraskać się ze spirali długów i zacząć układać swoje sprawy na nowo. Oddłużenie osób fizycznych nie odbędzie się jednak, gdyby miało uderzyć w wierzycieli – przewidują przepisy noweli prawa upadłościowego i naprawczego, która trafi teraz do Senatu.

– Zostaną zredukowane bariery i umożliwiony będzie dostęp do procedury oddłużeniowej dla osób, które wprawdzie nie mają płynnych składników majątku, ale posiadają majątek w ruchomościach i nieruchomościach o istotnej wartości – tłumaczyła poseł Ligia Krajewska (PO) podczas dyskusji nad projektem.

Mniej formalności

Tak jak do tej pory, wniosek o ogłoszenie upadłości będzie mógł złożyć jedynie sam dłużnik (wobec spółek prawo to mają również ich wierzyciele). Wystarczy jednak, by zalegał z płatnościami jednemu podmiotowi, podczas gdy obecne przepisy wymagają posiadania co najmniej dwóch wierzycieli. Zróżnicowany ma zostać także wniosek składany do sądu. Dziś osoba fizyczna zmaga się z pismem tak samo skomplikowanym, jak przedsiębiorca, który najczęściej korzysta z pomocy adwokata lub radcy prawnego.

– Uproszczenie wniosku zmniejszy też liczbę tych nieuwzględnionych przez sąd z powodu braków, których potem konsument nie potrafi usunąć. Najczęściej występuje bowiem w sprawie sam, bo nie stać go na prawnika – zauważa adwokat Łukasz Mróz, partner w Kancelarii Nikiel i Wspólnicy.

– Przesłanki ogłoszenia upadłości zostały w ustawie wyraźnie poluzowane. Tylko w dwóch wypadkach nie będzie można ubiegać się o jej ogłoszenie – zauważył w Sejmie Jerzy Kozdroń, sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Mowa o sytuacji, gdy dłużnik umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa doprowadził do niewypłacalności albo zwiększył jej stopień lub gdy w ciągu dziesięciu lat prowadzono już wobec niego postępowanie upadłościowe. Sąd oddali też wniosek zawierający dane niezgodne z prawdą lub niezupełne, chyba że będą one nieistotne albo też w danej sytuacji przeprowadzenie postępowania uzasadniają zasady współżycia społecznego, szczególnie względy humanitarne.

Dłużnik sam spienięży

Gdy sąd uwzględni wniosek dłużnika o upadłość, w postanowieniu o jej ogłoszeniu wskaże, że postępowanie obejmuje likwidację majątku upadłego, i wezwie jego wierzycieli do zgłaszania swoich roszczeń. Wyznaczy też sędziego komisarza i syndyka.

Istotna zmiana wprowadzana przez nowe przepisy dotyczy kosztów postępowania. Do tej pory wielu z zadłużonych konsumentów było zbyt biednych, aby ogłosić upadłość, bo również ten typ postępowania kosztuje. Tymczasem projekt przewiduje, że gdy majątek wnioskodawcy nie wystarcza na pokrycie tych kosztów albo w masie upadłości brak czynnych funduszów na ich uiszczenie, wówczas pokryje je tymczasowo Skarb Państwa. W takim przypadku sędzia komisarz wyda postanowienie o ich wysokości i zarządzi niezwłoczną wypłatę ze środków budżetowych. Może też przyznać zaliczkę syndykowi na pokrycie jego wydatków. Wyłożona przez SP kwota wróci do budżetu po wpływie do masy upadłości funduszy wystarczających na jej pokrycie.

Ustalając wynagrodzenie syndyka, sąd weźmie pod uwagę wysokość funduszów masy upadłości, stopień zaspokojenia wierzycieli, nakład pracy oraz czas trwania postępowania. Kwota przeznaczona dla syndyka prowadzącego procedurę nie będzie jednak przekraczać jednej czwartej przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Tylko w wyjątkowych wypadkach sąd ją podniesie – nawet do czterokrotności przeciętnej płacy.

– Wynagrodzenia syndyków w upadłości konsumenckiej zostały zaproponowane na bardzo niskim poziomie głównie dlatego, że w razie braku majątku dłużnika tymczasowo pokrywać będzie je Skarb Państwa. Zasadniczym celem było ograniczenie wydatków ponoszonych z budżetu państwa – wyjaśnia sędzia Cezary Zalewski z Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy.

Obawia się on, że niski poziom wynagrodzeń może spowodować, że syndycy nie będą chcieli prowadzić tego rodzaju postępowań. Albo też funkcje te będą pełniły osoby nienależycie przygotowane. Zdaniem sędziego Zalewskiego problem ten może wystąpić w szczególności w dużych miastach.

– Ale nie wykluczam też, że wyodrębni się wyspecjalizowana grupa osób pragnących pełnić funkcje syndyka w upadłości konsumenckiej, a będzie to dla nich opłacalne z uwagi na znaczną liczbę prowadzonych tego typu spraw i łączną sumę wynagrodzeń – dodaje Cezary Zalewski.

Nowe przepisy przyznają też syndykowi więcej uprawnień. Będzie mógł on na piśmie upoważnić upadłego do sprzedaży ruchomości. – Często będzie to najlepsza droga dla pozyskania środków do masy upadłości, bo zdarza się, że dłużnik znajduje się dużo bliżej potencjalnych kupców niż syndyk. Może też mieć lepsze rozeznanie rynku, np. dóbr o charakterze kolekcjonerskim – zauważa adwokat Łukasz Mróz.

Bankrut zawrze układ

Rewolucyjną zmianą jest też poszerzenie możliwości zachowania majątku przez dłużnika. Dziś bowiem dostępna dla konsumentów jest jedynie upadłość likwidacyjna, z wyprzedażą wszystkich wartościowych elementów majątku. Natomiast nowe przepisy dopuszczają zawieranie układu z wierzycielami, gdy zostanie uprawdopodobnione, że tą drogą zostaną osiągnięte cele postępowania. W tym celu sędzia komisarz zwoła zgromadzenie wierzycieli; może też na tym etapie wstrzymać likwidację majątku upadłego – szczególnie jego mieszkania albo domu.

– Możliwość zawarcia układu stanowi istotną poprawę obecnych regulacji, bo każdą sprawę zakończoną porozumieniem stron należy traktować jako pożądaną formę ugodowego rozwiązywania sporów – mówi sędzia Cezary Zalewski. Przewiduje jednak, że takich układów nie będzie dużo. Konsument musi bowiem przekonać wierzycieli, że układ jest dla nich opłacalny. Pytanie też, czy bardziej korzystne dla niego nie będzie rozpoczęcie wszystkiego od zera. Tylko wówczas jednak, gdy do niego dojdzie, dłużnik zachowa swoje mieszkanie. W przeciwnym razie lokum wejdzie do masy upadłości i zostanie sprzedane. Z uzyskanej sumy bankrut otrzyma kwotę na pokrycie czynszu najmu mieszkania, w którym zamieszka przez okres do 2 lat.

Etap legislacyjny

Ustawa trafi do Senatu