Aż 33 spośród 45 wydanych w zeszłym roku przez sądy dyscyplinarne wyroków to orzeczenia skazujące sędziego na karę. To sporo. I może świadczyć o tym, że sądy dyscyplinarne surowo traktują obwinionych. Jeżeli jednak weźmie się pod uwagę liczbę sędziów (ta oscyluje w okolicach 10 tys.) rodzi się pytanie: czy są oni tak krystaliczną grupą zawodową, że sądy dyscyplinarne po prostu nie mają co robić, czy może rolę odgrywa tutaj koleżeńska solidarność?

Bez kolesiostwa

Zdaniem samych zainteresowanych coś takiego, jak źle pojmowana solidarność zawodowa w środowisku sędziowskim nie istnieje.

– Nie ma zamiatania pod dywan. Jeżeli z jakimś sędzią dzieje się coś złego, np. nadużywa on alkoholu, to reakcja kolegów zazwyczaj jest bardzo szybka. Stawiany jest mu warunek: albo idziesz się leczyć, albo zgłaszamy to prezesowi sądu – twierdzi Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa.

Jego zdaniem sędziowie bardzo się pilnują, gdyż mają dużo do stracenia – dojście do zawodu nie jest przecież łatwe. Co ciekawe, w tej sprawie jednym głosem z sędziami mówią przedstawiciele resortu sprawiedliwości.

– Fakt, że wszczynanych postępowań dyscyplinarnych jest stosunkowo mało, świadczy tylko dobrze o środowisku sędziowskim. Nie ma tutaj mowy o żadnym kolesiostwie. System postępowań dyscyplinarnych jest bowiem tak skonstruowany, żeby nie dochodziło do przypadków, że sędziego sądzi czy oskarża jego kolega – mówi Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości.

Drakońska kara

Dowodem na to, że sądy dyscyplinarne są surowe, ma być także sprawa sędziego Ryszarda Milewskiego, byłego już prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Został on ukarany za to, że we wrześniu 2012 r. w rozmowie telefonicznej wyraził m.in. gotowość ustalenia dogodnego dla prezesa Rady Ministrów posiedzenia w sprawie Amber Gold. SN 13 czerwca br. zmienił wyrok sądu apelacyjnego w tej sprawie i zaostrzył karę dyscyplinarną dla Milewskiego. SA orzekł jedynie usunięcie go z funkcji prezesa SO w Gdańsku. SN jednak uznał, że to kara zbyt łagodna i orzekł przeniesienie Milewskiego na inne miejsce służbowe. Teraz ma on orzekać na obszarze apelacji białostockiej. Jak podkreślił SN były prezes gdańskiego sądu „w ewidentny sposób naruszył ogólne wyobrażenie społeczeństwa o niezawisłości sędziów i niezależności władzy sądowniczej”.

Choć minister sprawiedliwości chciał wymierzenia Milewskiemu najwyższej spośród kar dyscyplinarnych, a więc złożenia z urzędu, wiceminister Hajduk chwali wyrok.

– Przeniesienie na inne miejsce służbowe to dla sędziego drakońska kara. Często wiąże się ona z przeorganizowaniem nie tylko jego życia, ale życia wszystkich członków jego rodziny. Sędzia przeniesiony zapewne odczuje również skutki finansowe tej kary – zauważa Wojciech Hajduk.

– To wyraźny sygnał dla sędziów, że środowisko nie będzie tolerowało tego typu zachowań – dodaje wiceminister.

Ranking przewin

Za co najczęściej sędziowie trafiają przed sąd dyscyplinarny?

– Jeżeli miałbym tworzyć ranking sędziowskich deliktów, to na pierwszym miejscu postawiłbym niewywiązywanie się z terminowego pisania uzasadnień – wskazuje Waldemar Żurek.

Jego słowa potwierdza sędzia Ryszard Rutkowski, przewodniczący zespołu ds. monitorowania postępowań dyscyplinarnych i immunitetowych Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

– Zgodnie z przepisami sędzia ma 14 dni na napisanie uzasadnienia wyroku. W tym czasie oczywiście nie jest zwolniony od innych obowiązków zawodowych. A należy podkreślić, że uzasadnienia są coraz obszerniejsze, nierzadko wypełniają kilkanaście i więcej stron. Nic więc dziwnego, że sędziowie nie wyrabiają się w ustawowym terminie, choć robią, co mogą – podkreśla Rutkowski.

Dodaje, że nie zna sędziego, który miałby czas na pisanie uzasadnień w godzinach pracy w siedzibie sądu – wszyscy robią to wieczorami lub w weekendy.

Kolejnym przewinieniem, za które sędziowie często stawiani są przed sądem, jest zbyt niska wydajność. Choć i tutaj sędziowie podkreślają, że winny jest raczej ustawodawca, który ustanowił tak szeroką kognicję sądów. Dopiero na trzecim miejscu – w rankingu sędziego Żurka – znalazły się wykroczenia drogowe.

– Naprawdę rzadko zdarzają się postępowania dyscyplinarne dotyczące np. prowadzenia samochodu po alkoholu. Oczywiście są to przypadki najgłośniejsze, gdyż są najbardziej nośne medialnie – podsumowuje Waldemar Żurek.

Zaznacza jednak, że nie bagatelizuje tego typu postępowań.

– Nawet jeżeli można je policzyć na palcach jednej ręki, to i tak stanowią poważny problem, gdyż bardzo często wpływają negatywnie na odbiór społeczny całego środowiska – zauważa sędzia Żurek.

Z kolei sędzia Rutkowski zaznacza, że zupełnym marginesem są postępowania dyscyplinarne wszczynane z powodu naruszenia przez sędziów przepisów kodeksu karnego.

– To bardzo dobrze świadczy o środowisku sędziowskim. Nie zdarzają się przecież postępowania spowodowane np. przyjęciem łapówki – podkreśla wiceminister Hajduk.

Więcej kar

I właśnie dlatego – zdaniem sędziów – najczęściej orzekanymi karami są nagany i upomnienia. Ich przewiny są po prostu zbyt małe, by sięgać po kolejną w surowości karę, jaką jest przeniesienie na inne miejsce służbowe. Z kolei resort sprawiedliwości twierdzi, że statystyka orzekanych kar to dowód na co innego.

– Z punktu widzenia sądów dyscyplinarnych oraz tych, którzy dopuszczają się tego typu przewinień, obecny katalog kar jest bardzo sztywny i nie zawsze pozwala na wymierzenie kary sprawiedliwej – uważa Wojciech Hajduk.

I dlatego resort w najnowszym projekcie zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych (projektem ma się teraz zająć komitet stały Rady Ministrów) proponuje wprowadzenie nowej kary dyscyplinarnej – obniżenie wynagrodzenia od 5 do 15 proc. na okres od sześciu miesięcy do dwóch lat. To – mówiąc delikatnie – nie przypadło do gustu środowisku.

– Rozszerzanie katalogu kar dyscyplinarnych o karę finansową jest zbędne. Sędzia bowiem, niezależnie od tego, na jaką karę zostanie skazany, zawsze odczuwa skutki finansowe – zauważa Konrad Wytrykowski, sędzia Sądu Rejonowego w Legnicy.

Każda kara dyscyplinarna wydłuża bowiem okres potrzebny do awansu, a więc uzyskania wyższego wynagrodzenia.

Projekt resortu nie spodobał się również Małgorzacie Gersdorf, I prezes Sądu Najwyższego.

– Jako przedstawiciel prawa pracy chcę podkreślić, że wprowadzając kary polegające na obniżeniu wynagrodzenia, resort stawia sędziego w dużo gorszej sytuacji niż każdego innego pracownika. W prawie pracy bowiem już dawno odeszliśmy od tego typu sankcji za przewinienia dyscyplinarne: wynagrodzenie jest bowiem wypłacane za wykonaną pracę – akcentuje prof. Gersdorf w wywiadzie udzielonym DGP.

Rzadko zdarzają się postępowania dyscyplinarne dotyczące prowadzenia auta po alkoholu