Mimo licznych kontrowersji handel alkoholem w sieci kwitnie. Tradycyjne sklepy rozszerzają swoją ofertę na sieć, to samo robi część hipermarketów. Powstają wyspecjalizowane firmy sprzedające np. zestawy wyselekcjonowanych win. A wszyscy, jak wynika ze stanowiska Ministerstwa Zdrowia, działają nielegalnie.

– Wykładnia celowościowa i funkcjonalna przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi rozwiewają wszelkie wątpliwości dotyczące możliwości sprzedaży napojów alkoholowych za pośrednictwem internetu – odpowiedział niedawno w Sejmie na jedną z poselskich interpelacji wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki.

– Niewątpliwie celem ustawodawcy było wychowanie obywateli w trzeźwości oraz przeciwdziałanie alkoholizmowi, a jednym ze środków do osiągnięcia tego jest ograniczenie dostępności alkoholu. Tymczasem dopuszczenie możliwości jego sprzedaży za pośrednictwem internetu bądź telefonu w znacznym stopniu zwiększyłoby dostępność – podkreślił.

Była to odpowiedź na interpelację nr 25700 posła Andrzeja Dąbrowskiego (niezrzeszony), który dopytywał się o szanse zmiany przepisów.

„Współczesny obrót gospodarczy przenosi się w dużej mierze do internetu. Konsumenci przekonali się do tej formy zakupów. Szczególnie ci, którzy w miejscu zamieszkania mają problem z dostępnością wielu dóbr” – pisał w swej interpelacji poseł.

„Robiąc codzienne zakupy w sieci, ze względu na brak stosownych zapisów ustawowych, Polacy pozbawieni zostali możliwości zakupu alkoholu. Jednocześnie handlu alkoholem za pośrednictwem internetu nie zabraniają inne państwa członkowskie” – kontynuował.

Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało w sposób jednoznaczny, że ze względu na nadrzędny cel, jakim jest przeciwdziałanie alkoholizmowi, nie zamierza nic zmieniać w przepisach. Podkreśliło jednocześnie, że na podstawie obecnie obowiązujących w Polsce nie wolno sprzedawać alkoholu w sieci.

Grozi za to grzywna i utrata zezwolenia na sprzedaż alkoholu. I to może być właśnie najbardziej dotkliwa kara. Przekonał się o tym jeden z supermarketów. W opisanym przez DGP wyroku z 23 października 2013 r. (sygn. akt III SA/Wr 519/13) Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w pełni zgodził się z decyzją miejskich urzędników, którzy zdecydowali o odebraniu zezwolenia na sprzedaż w stacjonarnym sklepie właśnie za to, że ten handlował alkoholem także w internecie.

– Katalog zezwoleń na prowadzenie sprzedaży napojów alkoholowych ma charakter zamknięty i ustawodawca nie przewidział w nim kategorii zezwolenia na sprzedaż napojów alkoholowych przez internet – uzasadniła wyrok sędzia sprawozdawca Magdalena Jankowska-Szostak.

Po odebraniu zezwolenia we Wrocławiu sieć całkowicie przestała handlować alkoholem w internecie. Niektóre inne hipermarkety pozwalają przez internet jedynie złożyć zamówienie, ale sam trunek klient musi już odebrać osobiście. Inne oferują dowóz kurierem, który ma sprawdzać pełnoletność odbiorcy. Powstaje też masa mniejszych sklepów dowożących alkohol do dowolnego miejsca w Polsce.

Zdaniem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) dzieje się tak dlatego, że prokuratorzy umarzają postępowania dotyczące łamania prawa w tym zakresie, a organy wydające zezwolenia nie sprawdzają, co robią przedsiębiorcy. – W sytuacji, w której wójt, burmistrz czy prezydent miasta poweźmie wiadomość o sprzedaży napojów alkoholowych przez internet, zobowiązany jest do cofnięcia wszystkich posiadanych przez przedsiębiorcę zezwoleń – zauważa Jolanta Terlikowska z PARPA.

Część sprzedawców reklamuje się na dużych portalach informacyjnych, czego – zdaniem resortu zdrowia – przepisy również zakazują. Jak wynika z odpowiedzi na interpelację, za reklamę może zostać uznane już samo „rozpowszechnianie znaków towarowych napojów alkoholowych lub symboli graficznych z nimi związanych”.