Małgorzata Radziuk, wiceprezes Krajowej Rady Notarialnej: Problem się pojawia, gdy przychodzi klient w trampkach i kupuje mieszkanie za 1 mln zł. I tu pada pytanie: czy to jest transakcja podejrzana?
Ewa Maria Radlińska: Legalizowanie za pośrednictwem notariusza dochodów osiągniętych niezgodnie z prawem to plaga czy marginalne zjawisko?
Reklama
Małgorzata Radziuk, wiceprezes Krajowej Rady Notarialnej: Trudno to ocenić. Pranie brudnych pieniędzy to historia stara jak świat. To emocjonujący wątek w wielu filmach czy książkach. W słynnym melodramacie „Przeminęło z wiatrem”, Rhett Butler szmuglował w czasie wojny secesyjnej whisky. Długo można by też opowiadać o tym zjawisku, choćby w czasach prohibicji w Stanach Zjednoczonych. Pieniądze pochodzące z nielegalnych źródeł zawsze były i zawsze podejmowano próby wtłaczania ich do obrotu gospodarczego. A wraz z rozwojem cywilizacji metody dokonywania takich prób stały się bardziej wyrafinowane.

Reklama
EMR: I doprowadziły przestępców do kancelarii notarialnych?
MR: Tak. A ustawodawcę doprowadziło to do konieczności wprowadzenia zmian w prawie. Na początku problemem prania brudnych pieniędzy zainteresowali się legislatorzy unijni, a następnie ich zalecenia zostały wprowadzone do systemów prawnych państw członkowskich.
EMR: Kiedy właściwie walka Europy z praniem pieniędzy się rozpoczęła?
MR: Początek reakcji na takie zjawiska na gruncie prawa to Dyrektywa Rady Wspólnot Europejskich z 1991 r. w sprawie uniemożliwienia korzystania z systemu finansowego w celu prania pieniędzy. Od tego momentu Unia Europejska zaczęła walczyć z legalizowaniem pieniędzy pochodzących z najgorszych przestępstw, takich jak handel narkotykami czy ludźmi. Przestępcy zaczęli zaś szukać innych dróg. Skala zjawiska wprowadzania brudnych pieniędzy do obrotu rośnie od XX wieku. Powodowane przez nie straty w legalnym obrocie finansowym doprowadziły do konieczności opracowania wspólnej strategii rządów państw europejskich, żeby ten proceder ukrócić. Ta dyrektywa z początku lat 90. skierowana była przede wszystkim do ogromnych instytucji finansowych, jak banki, czy instytucje ubezpieczeniowe. W końcu to właśnie z tymi sektorami kojarzy nam się obrót środkami finansowymi. Przepisy unijne z czasem się zmieniały, aby odciąć przestępcom następne możliwości legalizacji pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej. Ustawodawstwo europejskie skupiło się na tym, aby przepływające środki pieniężne były coraz mniej anonimowe.
EMR: Prawnicy zostali wciągnięci w tę walkę dziesięć lat później.
MR: Tak. Świat prawniczy został uwzględniony w dyrektywie z 2001 r. Ustawodawca unijny zdecydował się zwrócić uwagę na pozostałe sektory aktywności gospodarczej, które mogą być w kręgu zainteresowania świata przestępczego. Tak doszedł do notariuszy i prawników wykonujących wolne zawody, czyli adwokatów i radców prawnych. I te przepisy legły u podstaw obecnie obowiązującej w Polsce ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Jednak ustawa nałożyła szerokie obowiązki jedynie na notariuszy, zobowiązując ich m.in. do wprowadzenia wewnętrznych procedur w kancelariach w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy, rejestrowania transakcji, których wartość przekracza równowartość 15 000 euro, dokonywanie bieżącej analizy przeprowadzanych transakcji, podejmowania działań w celu ustalenia beneficjenta rzeczywistego transakcji oraz zapewnienia szkoleń w tym zakresie dla pracowników swoich kancelarii. Nadto notariusze mają obowiązek comiesięcznie przekazywać generalnemu inspektorowi informacji finansowej (GIIF) informacje o zarejestrowanych transakcjach.
EMR: Dlaczego spadło to wyłącznie na notariuszy?
MR: Trudno jednoznacznie stwierdzić. To było jednak 14 lat temu, a więc był to czas przygotowywania Polski do wejścia do Unii Europejskiej. Dużo się wtedy działo w parlamencie. Przygotowywano wiele ustaw w krótkim czasie, aby dostosować przepisy wewnętrzne do wymogów unijnych. Tak więc na szybko powstała ustawa, w której obciążeni poważnymi obowiązkami zostali jedynie notariusze. Sama treść ustawy została zaś przygotowana tak, jakby ustawodawca adresował ją do ściśle określonego kręgu odbiorców.
EMR: Co to oznacza w praktyce dla notariuszy?
MR: Tekst ustawy jest przyporządkowany pewnej grupie finansowej, którą tworzą przede wszystkim duże banki. Tworząc ustawę zapomniano o zasadzie proporcjonalności i na małe jednostki obowiązane, takie, jak na notariusze, nałożono obowiązki analogiczne do tych przeznaczonych dla wielkich instytucji finansowych. Polski ustawodawca wprowadził unijne regulacje do naszej ustawy bardzo szeroko, wręcz w sposób zaostrzony, natomiast większość krajów zaimplementowała dyrektywę wprost, bez rozszerzenia. W efekcie katalog zadań, jakie ma wykonać notariusz, jest czasami trudny do zrealizowania. Notariusz to nie prokurator, nie zajmuje się ściganiem przestępstw i nie ma niezbędnego do tego aparatu śledczego. Notariusze w większości prowadzą jednoosobowe kancelarie, a zatrudniając personel, kierują się zasadami ekonomii. Dlatego nakładanie na nich przez ustawodawcę kolejnych obowiązków, zwłaszcza tak dotkliwych jak w przypadku przeciwdziałania praniu pieniędzy, zaburza ustalony rytm pracy kancelarii i wymaga dokonywania dodatkowych nakładów zarówno w systemy informatyczne, jak i zasoby ludzkie.
Cały wywiad czytaj na e-DGP.