Jestem za informatyzacją sądów. Jestem za digitalizacją akt sądowych. Za możliwością wnoszenia pism drogą elektroniczną! Czas już na to i pora. Ale nie zgadzam się, by następowało to w sposób grożący pełną inwigilacją obywateli.
Tymczasem ministerialny projekt zmian w ustawie o ustroju sądów powszechnych (projekt z 17 stycznia 2014 r.) wyciąga akta sądowe z sądów, a więc organów powołanych konstytucyjnie do orzekania w sprawach obywateli, i wrzuca je do organu władzy wykonawczej. Organu, który ma wyłączoną tę kwestię ze swojej kompetencji.
Upór we wprowadzeniu dostępu do akt sądowych przez ministra sprawiedliwości jest godny podziwu. To już czwarte podejście. Tym razem już nie ograniczono się do „żądania akt”. Ten projekt wkłada akta sądowe ministrowi prosto do jego systemów, z których będzie mógł korzystać bez ograniczenia. To już nie sąd będzie je przechowywał, ale minister. Nie znalazłam w projekcie ani jednego przepisu, w którym ograniczono by te kompetencje. Jest za to przepis, który wyłącza konieczność zgłoszenia tej bazy do generalnego inspektora ochrony danych osobowych.