Takie propozycje znalazły się w projekcie zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych, który został przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości. Dyskusja na temat przywrócenia instytucji asesora, która zniknęła w 2009 r. po wyroku Trybunału Konstytucyjnego (patrz: grafika), toczy się od wielu lat.

Potrzeba zmiany

Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa, zaznacza, że model dojścia do zawodu sędziego, w którym jednym z etapów będzie asesura, będzie miał zdecydowaną przewagę nad obecnym. Okres asesury pozwoli sprawdzić kandydata pod kątem m.in. odporności na stres, kultury sądzenia czy dyscypliny pracy.

– Sala sądowa to doskonały sprawdzian. Dopiero na niej kandydat na sędziego zetknie się ze stronami, zostanie postawiony w stresującej sytuacji, a w konsekwencji nauczy się lub nie – panować nad emocjami – tłumaczy Żurek.

Dzisiaj tak naprawdę nie jest możliwe zweryfikowanie, czy kandydat na sędziego ma odpowiednie predyspozycje charakterologiczne.

– My te osoby wzywamy na posiedzenia rady, rozmawiamy z nimi, ale to za mało. To, że ktoś dokona świetnej autoprezentacji, nie oznacza, że będzie sobie umiał poradzić z tym, co czeka go na sali sądowej – przyznaje sędzia.

Wątpliwości co do potrzeby powrotu instytucji asesury ma z kolei dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Pięć lat to długi okres. Kandydat na sędziego będzie w tym czasie uczony konformizmu. Będzie bowiem miał świadomość, że jeżeli nie będzie orzekał tak, jak chcą jego zwierzchnicy, to nie zostanie powołany na sędziego. Istnieje więc duże ryzyko, że po tych pięciu latach utraci zdolność krytycznej oceny – ostrzega.

Jego zdaniem należałoby więc się zastanowić, co zyskujemy, a co tracimy, wprowadzając „sędziego na próbę”.

– Czy ktoś zrobił szacunki, jak wielu sędziów spośród tych, którzy takiej próby nie przeszli, sądzi źle – pyta retorycznie dr Piotrowski. I ostrzega, że proponowany model może przyczynić się do tego, że sędziowską niezawisłość zastąpi właśnie konformizm.

Bez ministra

Projekt w ogóle nie przewiduje udziału ministra sprawiedliwości w procedurze powoływania asesorów. Co więcej, asesor będzie miał gwarancję nieprzenoszalności – minister będzie mógł co prawda delegować go do pełnienia obowiązków w innym sądzie rejonowym, ale tylko za jego zgodą.Proponowane rozwiązania nie powtarzają więc błędów, jakie były przyczyną usunięcia przez TK asesury z polskiego porządku prawnego.

– Sposób powoływania asesorów proponowany przez resort jest sensowny. O powołanie będzie bowiem wnosiła Krajowa Rada Sądownictwa, która jest organem władzy sądowniczej, a ostateczną decyzję będzie podejmował prezydent, który spina ustrojowo wszystkie trzy władze – mówi Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Można więc z dużą dozą pewności zakładać, że nowy asesor nie będzie już wzbudzał wątpliwości konstytucyjnych; przynajmniej jeżeli chodzi o niezależność od władzy wykonawczej.

Asesorzy będą mogli orzekać tylko w sądach rejonowych.

– To dobre rozwiązanie. Dzięki temu ich decyzje będą podlegały kontroli – chwali sędzia Żurek.

Co więcej, asesorzy nie będą mogli orzekać w sprawach upadłościowych ani o tymczasowym aresztowaniu w postępowaniu przygotowawczym. Powód jest oczywisty: ciężar gatunkowy tego typu spraw.

– To trochę dmuchanie na zimne, choć nie wykluczam, że uzasadnione. Być może spowodowane tym, że Polska wielokrotnie przegrywała w Strasburgu właśnie sprawy o stosowanie tymczasowego aresztu. Europejski Trybunał Praw Człowieka wytykał nam, że decyzje o aresztach podejmowali asesorzy pozbawieni atrybutu niezawisłości – przypomina Waldemar Żurek.

Zgodnie z projektem asesorzy będą okresowo oceniani, tak jak sędziowie. Płaca asesora wyniesie zaś 90 proc. wynagrodzenia sędziego rejonowego.

Starzy aplikanci

Kontrowersje budzą jednak przepisy o tym, kto może starać się o powołanie na stanowisko asesora (patrz: grafika). Wszystko dlatego, że – jak twierdzą sędziowie – przepisy te faworyzują absolwentów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Oni bowiem będą mogli starać się o asesurę już po 18 miesiącach wykonywania czynności wymagających wiedzy prawniczej, bezpośrednio związanych ze świadczeniem pomocy prawnej, stosowaniem lub tworzeniem prawa.

– A co z tymi osobami, które ukończyły starą aplikację? – pyta Maciej Strączyński.

Chodzi o osoby, które w latach 2007–2010 przeszły szkolenie prowadzone przez ośrodki apelacyjne i zdały egzamin sędziowski na starych zasadach. Im – w związku z usunięciem asesury – zamknięto praktycznie ścieżkę kariery sędziowskiej.

– Wówczas państwo pozostawiło tych ludzi na lodzie i nadal nie chce tego naprawić – twierdzi prezes Strączyński.

Jeżeli będą chcieli starać się o asesurę, będą musieli – zgodnie z projektem – przez okres pięciu lat pracować na stanowisku referendarza sądowego lub asystenta sędziego.

– To niesprawiedliwe. Te osoby przecież mają zdany egzamin sędziowski, który nie był ani gorszy, ani lepszy niż ten, który obecnie muszą zdawać aplikanci KSSiP. Wrzucanie ich do jednego worka z osobami, których wiedza nie została zweryfikowana żadnym sprawdzianem – tak jak w przypadku asystentów sędziów – jest nieracjonalne – krytykuje Waldemar Żurek.

– Należałoby wprowadzić przepisy przejściowe, które pozwoliłyby absolwentom starej aplikacji powołanie na asesora. Państwo im to kiedyś obiecało i jest im to winne – przyznaje sędzia Strączyński.

Ale w tych przepisach nie podoba się nie tylko dyskryminowanie niektórych w dostępie do stanowiska asesora.

– Warunki stawiane kandydatom na asesorów powinny być jasne, a te takie nie są. No bo co tak naprawdę należy rozumieć pod pojęciem wykonywania czynności wymagających wiedzy prawniczej? W przepisie powinno być powiedziane wprost, że chodzi o pracę na odpowiednim stanowisku prawniczym – postuluje Strączyński.

Etap legislacyjny

Projekt

Asesor - prawie jak sędzia >>