Ewa Maria Radlińska: Postulat połączenia zawodów radcy prawnego i adwokata oraz prace w tym zakresie mają już długą historię...

Zenon Klatka, radca prawny, prezes Krajowej Rady Radców Prawnych w latach 2004 - 2007: Tak. W połowie lat 90 w toku prac nad wielkimi zmianami ustaw o ustroju obu zawodów, w Sejmie znalazł się projekt poselski ustawy „połączeniowej”. Po 2000 r. Krajowa Rada Radców Prawnych podjęła uchwały proponujące Naczelnej Radzie Adwokackiej dyskusję nad zasadniczymi problemami ewentualnego połączenia. Jednak bez rezultatu. Również Krajowe Zjazdy Radców Prawnych podejmowały uchwały polecające Krajowej Radzie prowadzenie działań w tym zakresie.

Reklama

EMR: Od powstania tego pomysłu minęło wiele lat. Co się zmieniło i przemawia za powrotem do tej dyskusji?

ZK: Radcowie prawni mają prawo do pełnienia obron w sprawach o przestępstwa, a także trwają polityczne próby odebrania obu samorządom sądownictwa dyscyplinarnego. Taki projekt poselski znajduje się przecież już w Sejmie. Poza tym adwokaci sami dostrzegają problem w zapewnieniu w małych liczebnie izbach wykonywania zadań statutowych i postulują okręgi sądownictwa dyscyplinarnego ponadizbowe. Coraz więcej jest też głosów samych adwokatów wskazujących potrzebę dopuszczenia wykonywania zawodu w stosunku pracy.

Reklama

EMR: Ale kwestie etyczne dzielą oba samorządy...

ZK: Coraz bardziej rozbieżne stają się zasady etyki zawodowej obu zawodów. A to stwarza zasadnicze problemy w praktyce spółek adwokacko – radcowskich. Wspólne prace i próby doprowadzenia do kodeksów etycznych, co prawda odrębnych ale maksymalnie zbliżonych, zakończyły się fiaskiem. To jednak też przemawia za połączeniem obu zawodów.

EMR: Coś jeszcze?

ZK: Nasila się w końcu ustawowa ingerencja władzy państwowej w kwestie dotąd zastrzeżone obu samorządom, które nie zawsze są w stanie uzgodnić stanowisko, a czasami nawet zauważyć problem. Tak było choćby z odebraniem pewnych uprawnień samorządowych przy cywilnych „urzędówkach”. Widoczna jest również fatalna legislacyjnie zmiana ustaw odnosząca się do form wykonywania zawodu w spółce komandytowo-akcyjnej i w spółce wielozawodowej. Niejasne są też reguły wynagradzania pełnomocników przy pozwach zbiorowych.

EMR: A przyznanie radcom prawa do obron w procesach karnych jak dużo tu zmienia?

ZK: To było ostatnim etapem wieloletniej drogi zawodu radcy prawnego do uzyskania ustawowego potwierdzenia należnego mu statusu. Nie był to polityczny gest, a wyciągniecie wniosku z realiów rynkowych, oceny profesjonalizmu radców prawnych i skuteczności samorządu zawodowego. Trudno jednak nie zauważyć, że zakres wyłączenia jest zbyt szeroki i niepotrzebnie komplikuje praktykę wielu kancelarii radcowskich. Uważam, że pełne zrównanie uprawnień radców prawnych i adwokatów jest oczywistym argumentem za połączeniem tych zawodów. Przemawia za tym również sytuacja na rynku usług prawniczych, skoro od kilku lat konkurencja adwokata z radcą prawnym została poszerzona o konkurencję adwokata z innym adwokatem.

EMR: Te obrony karne nie będą przypadkiem przyczyną rozłamu w samym samorządzie radcowskim?

ZK:Przyznanie prawa do obron nie podzieli środowiska radcowskiego. Przepisy wykonawcze mają umożliwić radcom prawym możliwość wyboru, czy chcą praktykować w tym zakresie. Faktycznie więc linia podziału nie będzie wytyczona przez wykonywanie zawodu w stosunku pracy.

EMR: Co zatem dobrego przyniosłoby – w Pana ocenie – połączenie zawodów?

ZK: Umożliwiłoby choćby tworzenie dużych liczebnie izb samorządowych zdolnych do pełnego realizowania ustawowych zadań, a także znaczące usprawnienie reagowania samorządu na nienależyte wykonywanie zawodu: rozpatrywanie skarg, prowadzenie postępowania dyscyplinarnego, profesjonalizacja rzecznika dyscyplinarnego, osłabienie zarzutów o „kolesiostwo”.Ten problem stanie się wkrótce papierkiem lakmusowym zasadności istnienia zawodu zaufania publicznego i jego samorządu, a w szczególności istnienia samorządowego postępowania dyscyplinarnego.

EMR: No a co z tą etyką?

ZK: Należałoby ujednolicić zasady etyki zawodowej, a więc skończyć z udawaniem, że radzimy sobie z problemem w spółkach adwokacko- radcowskich.

EMR: Jeszcze jakiś as w rękawie?

ZK: To dopiero początek.

EMR: To co jeszcze Pan dostrzega z przewidywanych korzyści?

ZK: Połączenie zawodów doprowadziłoby do zlikwidowania fikcji o niezależności wyższego stopnia adwokata obsługującego stałego klienta (w tym również na postawie umowy o stałą współpracę z kancelarią) w stosunku do niezależności radcy prawnego wykonującego zawód w stosunku pracy. Z pewnością także korzystnie wpłynęłoby na lepsze przygotowanie aplikantów do wykonywania zawodu poprzez ustalenie jednolitego programu i patronatu. Możemy też mówić o plusach w postaci podniesienia jakości doskonalenia zawodowego, merytorycznym i bieżącym udziale w pracach legislacyjnych dotyczących zawodu, a w końcu właściwej reprezentacji w unijnym CCBE i uzyskaniu istotnego wpływu na wypracowane tam stanowiska odnoszące się do unijnych prawników. Obecnie bowiem współpraca obu zawodów we wspólnej delegacji praktycznie nie istnieje.

EMR: A co potem?

ZK: Połączenie obu zawodów byłoby pierwszym krokiem na drodze do uporządkowania całego systemu usług prawniczych. W kolejce czeka natomiast przyjęcie całościowej ustawy o świadczeniu pomocy prawnej, rozwiązanie problemu „urzędówek”, uregulowanie specjalizacji, co pozwoliłoby uniknąć realizacji pomysłu o tzw. korpusie kasatorów.

EMR: Był Pan członkiem zespołu eksperckiego w resorcie sprawiedliwości powołanego przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który w 2007 r. pracował nad projektem połączenia. Co poszło nie tak?

ZK: Zespół opracował „Założenia do projektu ustawy o zawodzie adwokata”, a więc zawodzie, który miał powstać z połączenia radców prawnych i adwokatów. Opracowane przez zespół założenia przedstawiono publicznie jako projekt Ministerstwa Sprawiedliwości w październiku 2009 r. Wobec jednak oporu adwokatury, minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zawiesił prace zespołu i zwrócił się do obu samorządów o uwagi i przedstawienia własnych koncepcji. Odbyły się zatem Nadzwyczajne Zjazdy obu zawodów. Założenia zostały skrytykowane, co prawda w różnym zakresie i z różnym natężeniem emocji. Podjęte wspólne prace rychło zostały więc zaniechane, a minister do sprawy dotąd nie powrócił.

EMR: Nad czym konkretnie wówczas pracował zespół?

ZK: Założenia przewidywały m.in., że połączony zawód miał być zawodem adwokata, utworzenie 11 Izb samorządowych w siedzibach sądów apelacyjnych w miejsce dotychczasowych 24 u adwokatów i 19 u radców prawnych, dopuszczenie wykonywania zawodu w stosunku pracy z pewnymi ograniczeniami odnoszącymi się do radców prawnych w organach państwowych, a także mówiono o poszerzeniu przepisów gwarantujących niezależność wykonywania zawodu w stosunku pracy. Też o dopuszczeniu do pełnienia obron w sprawach o przestępstwa tylko tych osób, wykonujących dotąd zawód radcy prawnego, którzy o to wystąpią i przejdą stosowne, samorządowe szkolenie. Zmiany miały objąć też pion dyscyplinarny przez profesjonalizację rzeczników dyscyplinarnych (6 letnia kadencja z wyłączeniem praktyki zawodowej, przyznanie odpowiednio wysokiego wynagrodzenia w samorządzie). No i dyskutowaliśmy nad wypracowaniem równowagi w nowo wybranych organach samorządu zawodowego, przez określoną ilość kadencji, dla dotychczasowych radców prawnych bądź adwokatów.

EMR: Było blisko sfinalizowania połączenia?

ZK: Adwokaci byli przeciwni połączeniu powołując się, przynajmniej na zewnątrz, na etos i tradycję. W szczególności występowali przeciwko przyznaniu byłym radcom prawnym, a po połączeniu adwokatom, prawa do obron w sprawach o przestępstwa. Wypowiadali się również przeciwko wykonywaniu zawodu w stosunku pracy, choć, zważywszy na dzisiejszą praktykę rynkową związaną z adwokacką obsługą stałych klientów, było to przejawem hipokryzji. W istocie rzeczy za tym oporem stała obawa o wzmożenie konkurencji na kurczącym się rynku usług prawniczych oraz zrozumiała niechęć do zlikwidowania ponad połowy izb adwokackich i związanych z tym funkcji w organach samorządu.

EMR: A radcowie?

ZK: Radcowie prawni, bardzo w tej sprawie podzieleni, byli również przeciwko likwidacji niektórych izb, ale i przeciwko ograniczeniom podmiotowym wykonywania zawodu w stosunki pracy. Oba samorządy nie były też gotowe na „ucieczkę do przodu” , czyli dopuszczenie, by w drugiej instancji postępowania dyscyplinarnego przewodniczącym składu orzekającego był sędzia sądu apelacyjnego.

EMR: No to jest sens odgrzewać te kotlety?

ZK: Myślę, że tak. Kilka lat temu ówczesny prezes czeskiej adwokatury, powstałej z połączenia obu zawodów niewiele wcześniej, określił istnienie u nas dwóch prawie jednakowych zawodów jako paranoję. Może więc nadszedł czas, by się z tą oceną zgodzić i razem pracować nad wspólną już tradycją i etosem.

Rozmawiała Ewa Maria Radlińska