– Nie ma żadnych zweryfikowanych danych pozwalających twierdzić, iż sprzedaż alkoholu na stacjach benzynowych, w sposób większy niż w innych placówkach handlowych, przyczynia się do wzrostu liczby osób prowadzących pojazdy po jego spożyciu. Wszelkie działania prohibicyjne przyczyniają się zaś do rozwoju szarej strefy – mówi Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu.

– Problemów spowodowanych nieodpowiedzialnym spożywaniem alkoholu nie rozwiąże się, likwidując kolejne kanały dystrybucji. Uderzy to jedynie w legalną branżę handlu oraz dochody państwa z tytułu akcyzy i innych podatków – dodaje Nowakowski.

Tymczasem według autorów projektu (powstał w senackiej komisji ustawodawczej) alkohol nie może być sprzedawany na stacjach paliw, ponieważ „kierowca wchodzący na stację benzynową nie może otrzymywać impulsu w postaci widoku całych półek uginających się od butelek”.

„Poza miastami jest to często jedyne miejsce, gdzie w nocy można nabyć alkohol. W perspektywie wielu lat działania buduje to wręcz trwałe, powszechne skojarzenie, iż alkohol nabywa się na stacji benzynowej, a więc z konieczności przy okazji korzystania z samochodów” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

– Pod każdy sklep konsument może podjechać samochodem: czy w związku z tym powinniśmy wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu każdemu, kto przyjechał samochodem? A może od razu wprowadzimy zakaz sprzedaży napojów alkoholowych każdej osobie, która posiada prawo jazdy – ironizuje Karol Stec, dyrektor działu prawnego Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Senatorzy, licząc się z krótkotrwałymi negatywnymi skutkami gospodarczymi dla przedsiębiorców prowadzących stacje paliw, wierzą, że dzięki takiej regulacji, w dłuższej perspektywę przyczyni się do zmniejszenia liczby przypadków, w których kierowcy wsiadają za kółko pod wpływem alkoholu. To z kolei poprawi bezpieczeństwo na drogach.

3 proc. legalnego alkoholu sprzedawane jest na stacjach paliw (dane PIH)

Etap legislacyjny

Projekt wpłyną do Senatu