Przez długie lata przy składaniu odwołań obowiązywała taka sama zasada jak w całym polskim systemie prawnym, zgodnie z którą nadanie pisma na czas na poczcie jest równoznaczne z dochowaniem terminu. Sytuacja zmieniła się 29 stycznia 2010 r., kiedy weszła w życie nowelizacja ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 ze zm.; dalej: p.z.p.). Zreformowała ona cały system środków ochrony prawnej, a przy okazji zmieniła też przepisy dotyczące wniesienia odwołania. Zniknęło z nich zdanie o tym, że „złożenie odwołania w placówce pocztowej operatora publicznego jest równoznaczne z wniesieniem go”. Od tego też czasu KIO konsekwentnie zaczęła odrzucać odwołania, które fizycznie dotarły do niej po upłynięciu terminów.

Tak też postąpiła z odwołaniem dotyczącym przetargu na termomodernizację Szpitala Wojewódzkiego im. Mikołaja Kopernika w Koszalinie (KIO 1562/13). Złożyło je dwóch przedsiębiorców wspólnie ubiegających się o to zlecenie, których zamawiający wykluczył z postępowania. Ponieważ chodziło o zamówienie o wartości niższej niż progi unijne, a decyzja o wykluczeniu została przesłana faksem, to termin na wniesienie odwołania wynosił pięć dni. Wykonawcy zdążyli przed jego upływem nadać przesyłkę na poczcie. Dotarła ona jednak do KIO już po czasie. I z tego powodu KIO odrzuciła odwołanie.

Przedsiębiorcy zaskarżyli to postanowienie do Sądu Okręgowego w Koszalinie. Ten nabrał wątpliwości, jak należy interpretować art. 180 ust. 4 p.z.p., i postanowił zadać pytanie prawne Sądowi Najwyższemu. „Czy pięciodniowy termin na wniesienie odwołania od czynności zamawiającego zostaje przerwany w dniu złożenia przesyłki z odwołaniem w placówce pocztowej operatora wyznaczonego, czy w dniu dostarczenia tej przesyłki do siedziby KIO?” – zapytał sąd.

Przedstawiciel wykonawców na piątkowym posiedzeniu przed SN przekonywał, że brzmienie art. 180 ust. 4 p.z.p. wynika raczej z pomyłki ustawodawcy niż z jego racjonalnego działania.

– Niestety zakładanie racjonalności ustawodawcy jest dzisiaj nieracjonalne – mówił radca prawny Wacław Gołuński.

Co ciekawe, jego przeciwniczka procesowa, radca prawny Magdalena Sikora, przyznała, że przepis może w pewien sposób utrudniać korzystanie z drogi prawnej. – To jednak mógłby co najwyżej zbadać pod kątem zgodności z ustawą zasadniczą Trybunał Konstytucyjny. W obecnym stanie prawnym przepisu tego nie sposób jednak interpretować inaczej, niż to konsekwentnie czyni w swym orzecznictwie KIO – oświadczyła.

Skład orzekający podzielił jej pogląd. – Nie ma znaczenia dla zachowania terminu, kiedy pismo z odwołaniem zostanie złożone w placówce operatora wyznaczonego – ogłosił uchwałę sędzia Krzysztof Strzelczyk, przewodniczący składu orzekającego.

Eksperci zgadzają się, że przepis nie pozostawia wątpliwości interpretacyjnych, niemniej uważają go za szkodliwy.

– Bije on w małych przedsiębiorców, zwłaszcza tych z odległych od centrum Polski rejonów. W ciągu pięciu dni muszą ocenić, czy są podstawy do złożenia odwołania, sporządzić je i przesłać do Warszawy – zwraca uwagę Aldona Kowalczyk, radca prawny z kancelarii Dentons. Aby mieć pewność, że przesyłka dojdzie na czas, wykonawca powinien wysłać ją z co najmniej 2-3-dniowym wyprzedzeniem. Oznacza to, że przy najkrótszym z możliwych terminów ma zaledwie dwa, trzy dni na sporządzenie odwołania.

ORZECZNICTWO

Uchwała Sądu Najwyższego z 7 lutego 2014 r., sygn. akt II CZP 90/13.