Firmy posiadające auta służbowe nie muszą prowadzić ewidencji ich wykorzystania. Płacą za to grzywny, jeśli nie wiadomo, który z pracowników popełnił wykroczenie. Teraz ma się to zmienić.
Obowiązek prowadzenia rejestrów dotyczących kierowców mają firmy przewozowe realizujące kursy ciężarówkami. W pozostałych przypadkach ustawodawca pozostawił dowolność decydowania w tym zakresie. W części firm samochody są przypisane pracownikom na stałe, w innych prowadzone są książki, w których odnotowuje się, kto i kiedy korzystał z jakiego pojazdu. W takich przypadkach jeśli którymś z aut zostało popełnione wykroczenie (np. zarejestrowane przez fotoradar), firma na wezwanie odpowiedniego organu (straży gminnej/miejskiej czy Inspekcji Transportu Drogowego) ma wskazać, kto w danym czasie kierował autem. Gorzej, gdy przedsiębiorstwo jest małe, samochodów kilka, pracownicy korzystają z nich dowolnie i nikt nie prowadzi żadnej ewidencji. Wówczas posiadacz samochodów ma ogromny problem, zwłaszcza że pismo może otrzymać nawet 180 dni od zdarzenia, a do korespondencji nie jest dołączone zdjęcie.
Jeśli żaden z pracowników nie przyzna się sam, dysponent aut musi udać się do siedziby straży (ITD udostępnia zdjęcia dopiero na etapie postępowania sądowego), by rozpoznać kierowcę. Jeśli nikogo nie wskaże ani nie rozpozna, grozi mu mandat z art. 96 par. 3 kodeksu wykroczeń.