Mecenas Paweł Rybiński, nowy dziekan Izby Adwokackiej w Warszawie, chce się trochę porozpychać.
Mecenas Paweł Rybiński, nowy dziekan Izby Adwokackiej w Warszawie, chce się trochę porozpychać.
Oczywiście, że moglibyśmy wszyscy nosić dziurawe buty i plastikowe krawaty, ale ja myślę, że nie o to chodzi.
Gdy sąd jest nieprzystosowany do obsługi obywateli, a ze ścian odpada tynk, zmniejsza się szacunek do wymiaru sprawiedliwości. Z adwokatami jest podobnie, w naszym przypadku sprawdza się porzekadło: jak cię widzą, tak cię piszą.
Konkretnie stwierdził, że organizuję turnieje w kometkę. Pomylił się, bo jako przewodniczący komisji sportu ORA miałem na swoim koncie wiele różnych turniejów, ale akurat nie w tej dyscyplinie. W kuluarach ostatecznie umówiliśmy się z tym kolegą, że nadrobię niedopatrzenie, zorganizuję zawody jego imienia, a on ufunduje nagrodę dla zwycięzcy.
Są sprawy, które muszą być załatwione pryncypialnie, ale stanowią one mniejszość. Zawsze wolę podać komuś rękę, niż go obrazić.
Odbudować pozycję adwokatury i nawiązać normalną komunikację z organami wymiaru sprawiedliwości oraz, czy może przede wszystkim, ze społeczeństwem. Musimy udowodnić, że nie jesteśmy „bandą krwiopijców”, tylko ostatnią barierą chroniącą obywateli przed administracją, która rozrasta się do absurdalnych rozmiarów, zyskując coraz nowe kompetencje, i przed władzą, która traktuje ludzi arbitralnie.
Gdy właściciel małego sklepu w Niemczech ma coś podpisać, niezwłocznie udaje się do swojego prawnika, by ten sprawdził, czy wszystko jest lege artis. W Polsce większość ludzi uważa, że zna się na medycynie, piłce nożnej i właśnie na prawie. Negatywne skutki takiego myślenia niejednokrotnie miałem okazję widzieć w sądzie – gdy już nie było czego ratować.
Jako adwokatura gremialnie zapracowaliśmy na to, że z 3. pozycji zawodów zaufania społecznego, którą zajmowaliśmy w okresie przełomu lat 1989–1990, spadliśmy do którejś tam dziesiątki i dziś powszechnie kojarzymy się z ludźmi w garniturach, wyciągającymi tylko rękę po pieniądze. Przez dwie dekady przedstawiani byliśmy jako środowisko zamknięte, przeżarte hipokryzją. Tamto stracone zaufanie musimy odzyskać. A gdy obywatele będą nas szanować, wiedząc, że jesteśmy istotnym elementem wymiaru sprawiedliwości, władza przestanie nas traktować per noga, mówiąc kolokwialnie. Bo będzie musiała się liczyć ze swoimi wyborcami.
Takie kampanie mają sens, ale nie mogą być podstawą naszych działań. Musimy organizować konferencje, sympozja, angażować się społecznie, tłumaczyć, po co jesteśmy i jaka jest nasza rola. Jeśli będziemy siedzieć w kącie, przegramy. Nie tylko my, ale i całe społeczeństwo.
To, że siedzę tutaj i że z pewnością będę teraz mógł poświęcać mniej czasu na rzeczy, które mnie interesują, w tym na prowadzenie własnej kancelarii, wynika z faktu, że też chcę się trochę porozpychać (śmiech). Negatywnie oceniam postawę adwokatury względem kwestii obron radcowskich.
Na razie mam co robić tutaj, w Warszawie. Zatem proszę mi powyższe pytanie zadać najwcześniej za jakieś dwa lata.
Wszyscy mamy wspólne cele, wierzę zatem w potęgę zdrowego rozsądku.
Mam 14 dni na zwołanie pierwszego posiedzenia rady, w tej chwili trwają rozmowy w tej sprawie. Z całą pewnością koleżankom i kolegom tak samo jak mi zależy na prawidłowym ukształtowaniu pracy rady, więc liczę na to, że osiągniemy kompromis. Bez wątpienia uszanuję kompetencje naukowe niektórych członków ORA i to im będę chciał powierzyć zadania z zakresu szkolenia czy doskonalenia zawodowego adwokatów. Miejmy jednak świadomość, że praca w prezydium to administrowanie, kwestie czysto biurowe i tu cenię kompetencje starszych kolegów z rady. Tu widziałbym więc przede wszystkim sprawnych i doświadczonych organizatorów.
To nie ja byłem odpowiedzialny za przebieg zgromadzenia, niemniej zwracałem uwagę osobom zajmującym się tą kwestią, że możemy mieć problem z pewnego rodzaju niedowładem organizacyjnym. Nie odczuwam żadnej satysfakcji z tego, że miałem rację.
Proszę napisać: tu dziekan uśmiechnął się szeroko. Będę stawiał na ludzi zgodnie z ich kompetencjami.
Absolutnie tak. Ale trzeba mieć świadomość, że działając społecznie na rzecz izby, trzeba tę swoją aktywność zawodową ograniczyć.
Nie jestem przeciwnikiem wynagradzania członków rady, natomiast wysokość diet będzie jednym z pierwszych zadań do omówienia w momencie ukonstytuowania się nowego prezydium. Będę chciał, by suma odpowiadała nie tyle funkcji piastowanej przed daną osobę, ile powierzonym jej zadaniom.
Z całą pewnością będę postulował obniżenie tych wynagrodzeń.
Bardzo dobra.
Szansa istnieje, ale najpierw trzeba dokonać audytu, określić cele i konieczne dla ich osiągnięcia środki, by właściwie dysponować budżetem. Później będziemy mówić o składce. Podkreślam jednak, że to nie jej wysokość jest tu kwestią zasadniczą. Nawet jeśli młody adwokat zostanie ze składki całkowicie zwolniony, to te zaoszczędzone dwieście kilkadziesiąt złotych nie zapewni mu klientów, ba, nie starczy nawet na zakup tuszu do drukarki. Takie postulaty są tylko dowodem na to, że do kampanii wkradł się populizm.
Wszystko robiliśmy z otwartą przyłbicą, każdy mógł powiedzieć i napisać, co chciał, dyskutowano o programach i to jest duża wartość dodana tego zgromadzenia. A populistyczne postulaty nie zyskały aprobaty, co mnie krzepi.
Powiem wprost: nie tak bardzo. Oczywiście liczyłem się z porażką, ale wiedza o tym, jak przebiegają podziały wewnątrz izby, dawała mi podstawę sądzić, iż po przejściu do drugiej tury i przejęciu głosów sympatyków mec. Bartosza Grohmana, mogę wygrać.
Nie chcę się uciekać do banału i powiedzieć, że na początku było słowo, ale zaniedbanie erystyki w ramach szkolenia zawodowego jest wielkim błędem. Ale z drugiej strony jak jej uczyć trzy tysiące aplikantów naraz? Przed nami wszystkimi, mówię o mojej radzie, ale i o czekającym nas zjeździe całej adwokatury, stoi konieczność poważnego zastanowienia się nad modelem kształcenia. Problem polega jednak na tym, że standardy egzaminacyjne mamy narzucone przez ministerstwo. To władza wykonawcza musi wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiła wymiarowi sprawiedliwości, obniżając tak drastycznie wymogi dotyczące dostępu i kończenia aplikacji, a w efekcie doprowadzając do pauperyzacji intelektualnej ludzi mających wykonywać zawód adwokata.
Bo dla niej liczy się osiągnięcie krótkowzrocznych celów wyborczych. Oszukano rzesze młodych ludzi, wmawiając im, że choć są źle wyszkoleni, a rynek się kurczy, łatwo znajdą pracę. Winą adwokatury jest to, że nie potrafiła skutecznie bronić swoich racji.
Teraz ciężka praca z niepewnym skutkiem. Nie boję się jej, spróbuję przekonać do niej koleżanki i kolegów z innych izb oraz przyszłe władze NRA. Miejmy nadzieję, że uda nam się coś zrobić dla państwa, dla młodych ludzi. Wiem, że to brzmi dość pompatycznie, ale tak uważam.
Decyzja w tej sprawie wymaga namysłu. Nie ma sensu urządzać nowej, dostosowanej do obecnych potrzeb siedziby, po której za kilka lat będzie hulał wiatr, bo aplikantów będzie już nie 3 tys., ale np. trzystu. Młodzi ludzie zrozumieją przecież wreszcie, jakie są realia, i dynamika przyrostu liczby adwokatów się załamie.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Powiązane
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama