Regulacja uboju z ogłuszaniem i bez ogłuszania, na cele komercyjne i dla potrzeb praktykowania religii, jest sama w sobie skomplikowana. W grę wchodzi prawo europejskie, konstytucyjne, wyznaniowe, przepisy administracyjne o warunkach pozyskiwania mięsa, co w końcu nie jest niczym innym, jak zabijaniem zwierząt. Relacje zaciemniają manewry zainteresowanych grup interesów. Wszystko to stworzyło idealną przestrzeń dla prezentacji stanowisk aksjologicznych i wojny interesów, w miejsce dyskusji o prawie istniejącym i o tym, jaka jest swoboda krajowego ustawodawcy.
Reklama
Argumenty wykorzystywane przez grupy interesów zaangażowane w debatę nad ubojem bez ogłuszania są dwojakiego rodzaju. Pierwsze to argumenty oparte na zakresie swobód i obowiązków państwa, wynikających z obowiązującego prawa. Chodzi tu o konieczność zapewnienia prawidłowego funkcjonowania rozporządzenia Unii Europejskiej w Polsce (potencjalne kary za naruszenie prawa europejskiego) oraz obowiązek zagwarantowania swobody wyznania i praktykowania religii (możliwość naruszenia karty praw podstawowych i Konstytucji RP). Drugi rodzaj argumentów odnosi się do kwestii stanowiących jedynie podstawę przyjmowania konkretnych rozwiązań prawnych. Są to interesy ekonomiczne przemysłu mięsnego konfrontowane z argumentami obrońców praw zwierząt, opowiadających się przeciwko zadawaniu zwierzętom dodatkowego cierpienia w trakcie uboju bez ogłuszania.
dr Monika Namysłowska (adiunkt w Katedrze Europejskiego Prawa Gospodarczego WPiA UŁ) / Dziennik Gazeta Prawna
Niestety, argumenty prawne i pozaprawne używane są w polskiej debacie jako racje tej samej kategorii: ochrona gwarantowanych prawem swobód religijnych wspiera interesy ekonomiczne przemysłu mięsnego i instytucji zaangażowanych w przeprowadzanie uboju rytualnego. Jak pokazują wystąpienia przedstawicieli gminy żydowskiej oraz izraelskiego MSZ, argumentacja prowadzona jest również często w oderwaniu od treści obowiązującego w Polsce prawa. W związku z tym należy jasno przedstawić treść wiążących polskiego ustawodawcę przepisów, aby unaocznić zakres przysługującej mu swobody, a jednocześnie prześwietlić wykorzystywane w debacie argumenty.
dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska (wykładowca w Akademii Leona Koźmińskiego) / Dziennik Gazeta Prawna

Stan prawny w Polsce

Polska regulacja uboju rytualnego doznawała w ostatnich latach wielu zmian. Obowiązująca wciąż ustawa o ochronie zwierząt w swojej pierwotnej wersji z 1997 r. dopuszczała ubój bez pozbawienia świadomości, gdy wymagał tego obrządek religijny. Stan ten nie trwał jednak długo. W 2002 r. wyjątek uchylono, tłumacząc to koniecznością dostosowania prawa polskiego do ówczesnych wymogów unijnych (ustawa implementowała do prawa polskiego dyrektywę Rady z 1993 r. w sprawie ochrony zwierząt podczas uboju lub zabijania). Dwa lata później ubój bez ogłuszania (religijny) umożliwiło rozporządzenie ministra rolnictwa i rozwoju wsi.
mgr Mateusz Grochowski (doktorant w Instytucie Nauk Prawnych PAN) / Dziennik Gazeta Prawna
Przepis ten – wydany bez jakiejkolwiek podstawy ustawowej – został jednak w 2012 r. uznany za niezgodny z konstytucją przez Trybunał Konstytucyjny. W latach 2002–2004 ubój bez ogłuszania był więc faktycznie zakazany w zakresie obowiązywania ustawy o ochronie zwierząt, a działania ubojni pozyskujących mięso z uboju bez ogłuszania po roku 2004 oparte były na akcie niezgodnym z konstytucją. 1 stycznia 2013 r. weszło w życie unijne rozporządzenie 1099/2009 w sprawie ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania, które co do zasady (podobnie zresztą jak poprzednio regulująca to dyrektywa) zakazuje uśmiercania zwierząt bez ogłuszania, umożliwiając jednak państwom członkowskim wprowadzenie wyjątku w odniesieniu do uboju na cele religijne. Polska notyfikowała, że nie korzysta z wyjątku – a zatem w zakresie obowiązywania rozporządzenia unijnego nie dopuszcza uboju bez ogłuszania na cele religijne.
Sytuacja ta jest identyczna ze stanem, jaki powstał po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego – na gruncie aktów prawnych regulujących dokonywanie uboju prawo polskie nie przewiduje możliwości dokonywania uboju bez uprzedniego ogłuszenia zwierzęcia. Żadna ze stron dzisiejszego sporu nie zgłaszała zastrzeżeń w roku 2002. Dziesięć lat później stało się jednak zupełnie inaczej.
Zapowiedzi pozwów zbiorowych o odszkodowanie z tytułu wprowadzenia zakazu uboju rytualnego są kuriozalne. Dlaczego państwo miałoby odpowiadać za to, że przedsiębiorcy prowadzili działalność na podstawie niekonstytucyjnego przepisu?

O co chodzi w Unii

Rozporządzenie 1099/2009 w sprawie ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania, obowiązujące w Polsce od 1 stycznia 2013 r., uchyliło wcześniejszą uniją dyrektywę dotyczącą tej samej kwestii. Oznacza to, że jest ono obecnie jedynym aktem prawnym regulującym problematykę związaną z ochroną zwierząt podczas ich zabijania. Wprowadza zasadę uśmiercania wyłącznie po uprzednim ogłuszeniu, a jednocześnie dopuszcza wyjątek dla zwierząt poddawanych ubojowi według szczególnych metod wymaganych przez obrzędy religijne, pod warunkiem że ów ubój ma miejsce w rzeźni.
Wydawałoby się więc, że sprawa jest prosta – rozporządzenie unijne wprowadza zakaz uboju bez ogłuszania, umożliwiając jednocześnie ubój dla celów religijnych. Według uproszczonego rozumowania Polska może z tego wyjątku skorzystać – wprowadzając regulację, która sankcjonowałaby praktykę rozwiniętą na gruncie uchylonego orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego rozporządzenia (czyli ubój nie dla celów religijnych, ale według obrzędów religijnych z przeznaczeniem na eksport), bądź też z wyjątku nie skorzystać, co będzie oznaczało, że w Polsce w ogólne nie jest dopuszczalny ubój rytualny. Żadna z tych tez nie jest jednak prawdziwa.

Jak rozumieć niejasny wyjątek

Rozporządzenie w sprawie ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania wyznacza jedynie ramy dla regulacji krajowej. Nie może ani zakazać, ani zezwolić na ubój rytualny – jest to bowiem sfera dotycząca swobód religijnych, pozostająca poza kompetencjami Unii Europejskiej (dokument jej więc nie dotyczy). Możliwość dokonywania takiego uboju została jednak uznana przez prawodawcę unijnego za ważną, ze względu na konieczność zapewnienia wolności wyznania i prawa do uzewnętrzniania religii poprzez uprawianie kultu, gwarantowanej w art. 10 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.
Rozporządzenie wprowadza więc wyjątek – możliwość przyjęcia odstępstwa od zasady ogłuszania zwierząt przed ich uśmiercaniem. Państwa członkowskie, czyli również Polska, mogą zatem dopuścić stosowanie uśmiercania zwierząt bez ogłuszania dla celów obrzędów religijnych, w ramach procedur opartych na przepisach rozporządzenia. Jako wyjątek możliwość taka powinna być interpretowana zawężająco.
Oznacza to, że państwa członkowskie nie mogą zezwolić na ubój zwierząt jedynie według obrzędów religijnych. Ubój zwierząt według zasad rytualnych, w celu sprzedaży na eksport do państw trzecich mięsa pozyskiwanego w takim trybie oznaczałoby bowiem naruszenie prawa Unii Europejskiej.

Co mogła i może gmina żydowska?

Ubój rytualny na potrzeby lokalnych grup wyznaniowych jest jednak w Polsce nadal dopuszczalny. Gminy żydowskie – przy okazji określania ich kompetencji w ustawie o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 r. – otrzymały możliwość dbania o ubój rytualny. Różnica pomiędzy ogólnym wyjątkiem dla wszystkich wymogów religijnych a przywilejem gmin żydowskich jest dość subtelna, ale łatwo dostrzegalna w praktyce.
O ile bowiem ogólna dopuszczalność uboju na cele religijne pozwala się zmerkantylizować (co stało się w Polsce powszechną praktyką po 2002 r.), wyjątek dla szechity umożliwia ubój tylko na potrzeby członków gminy. Niestety, ustawa o stosunku państwa do Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej z 1936 r. nie podejmuje kwestii zaopatrzenia gmin muzułmańskich, i w tym zakresie zapewne wymaga uzupełnienia.

Prawa zwierząt a prawa człowieka

Dopuszczenie uboju rytualnego to próba znalezienia kompromisu między dwiema wartościami, które – z pozoru neutralne – tu akurat wchodzą w kolizję. Dopuszczając ubój bez ogłuszania, państwo stara się szanować obrzędy religijne, w pozostałym zakresie zapewniając możliwie wysoką ochronę zwierząt (wsymaganą przepisami prawa unijnego). Swoboda religijna ma oczywiście silne oparcie w porządku prawnym (konstytucja, Karta Praw Podstawowych UE, umowy międzynarodowe), co uzasadnia dopuszczalność tworzenia podobnych wyjątków, przez wkroczenie na teren innych wartości. Zawsze jednak pozostaną one wyjątkami, co wyklucza rozumienie ich zbyt szeroko i wbrew celom, dla których powstały.

A może UE jest czemuś winna?

Gorąca debata dotycząca uboju rytualnego rozwinęła się na tle prawa europejskiego i jego funkcjonowania w Polsce. Obowiązujące obecnie rozporządzenie hojnie dostarcza amunicji jej uczestnikom, tak ze względu na sposób, w jaki zostało sformułowane, jak i ze względu na politykę w zakresie kontroli prowadzoną przez Komisję Europejską. Nieprecyzyjne sformułowanie wyjątku w rozporządzeniu jest wykorzystywane jako argument dla obrony całkowicie sprzecznych interesów obrońców praw zwierząt, gmin wyznaniowych, a także rzeźników i rolników wspieranych przez rząd polski.
Wszyscy nie mogą mieć racji, a interpretacja przepisów rozporządzenia została przesunięta na poziom krajowy. Unia Europejska przerzuca niezwykle trudny problem na prawo krajowe, dysponując jednak sankcjami za naruszenie prawa europejskiego. Jednocześnie, Komisja Europejska nie może nie wiedzieć o praktyce rzeźni sprzedających mięso pozyskane według zasad uboju rytualnego (co zresztą zdarza się nie tylko w Polsce). Motywacja w odniesieniu do niepodejmowania przez komisję działań w tym zakresie pozostaje zagadką.
Do czasu złożenia skargi lub zadania pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości UE, kwestia uboju rytualnego pozostaje wyłącznie problemem państw członkowskich. Z punktu widzenia prawa UE nie ma uzasadnienia ani walka obrońców praw zwierząt przed głosowaniem na temat projektu rządowego, ani obecne protesty gmin wyznaniowych wspierane m.in. przez izraelski MSZ i Kneset. Unia Europejska umywa ręce.

Co może państwo polskie?

W dyskusji na temat uboju rytualnego wielokrotnie poddawano krytyce działania polskiego rządu (który inicjował m.in. wszystkie zmiany ustawodawcze). Pomimo zarzutów, jakie można sformułować w odniesieniu do polityki informacyjnej władz, oraz – jak się wydaje – stanu wiedzy w odniesieniu do obowiązującego prawa, sytuacja legislacyjna w chwili obecnej jest prawidłowa. Polska wdrożyła rozporządzenie, nie zachodzi więc groźba naruszenia prawa europejskiego (pozostaje tu oczywiście kwestia praktyki i jej kontroli), a jednocześnie respektowane są gwarantowane swobody wyznaniowe (problemem pozostaje nieuregulowany stosunek w odniesieniu do gminy muzułmańskiej).

Do czasu złożenia skargi lub zadania pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, kwestia uboju rytualnego pozostaje wyłącznie problemem państw członkowskich. Unia umywa ręce

To są argumenty natury prawnej. Argumenty pozaprawne, dotyczące ułatwień związanych z zarobkowaniem na uboju rytualnym, ważne dla przemysłu mięsnego i gmin wyznaniowych, nie powinny doprowadzić do zmiany stanu prawnego, bo oznaczałoby to naruszenie prawa europejskiego. Taki właśnie skutek miałoby też uchwalenie nowelizacji odrzuconej przez Sejm na ostatnim posiedzeniu. W tym kontekście zapowiedzi pozwów zbiorowych o odszkodowanie z tytułu wprowadzenia zakazu uboju rytualnego są kuriozalne (państwo miałoby odpowiadać za to, że przedsiębiorcy prowadzili działalność w oparciu o niekonstytucyjny przepis albo za to, że nie udało się w Sejmie czegoś po czyjejś myśli przeprowadzić?).
Jednocześnie jednak argumenty związane z zapewnieniem dobrostanu zwierząt nie mogą przeważyć nad swobodą wyznania, tak długo jak do uboju dochodzi w zakresie i celu dozwolonym przepisami prawa polskiego. W wypadku konfliktu interesów tego typu musi decydować zasada proporcjonalności, a nie reguły gry zerojedynkowej.