Potem mecenas zażądał, żebym podpisał coś in blanco, bo to jest potrzebne do urzędu. Podpisałem, a adwokat powiedział, że musi się skontaktować z drugą stroną sporu. Kontaktuje się chyba do dzisiaj, choć minął już ponad rok. Ma mój numer telefonu, adres, a ja czekam i czekam. W jego biurze byłem może 5 minut. Jestem po siedemdziesiątce. Dręczy mnie myśl, że zostałem oszukany – żali się starszy pan. – Co mam robić?

Kłopoty pana Arkadiusza być może spowodowane są jego nadmiernym zaufaniem do osoby, która była, a może tylko podała się za prawnika. Nie wiemy, do kogo zwrócił się nasz czytelnik: czy był to adwokat, radca prawny, czy może prawnik niewykonujący żadnego z tych zawodów zaufania publicznego. A może zwykły oszust?

Tak to już jest, że zwyczajowo (tylko w Polsce, szczególnie w starszym pokoleniu) adwokata lub radcę prawnego tytułuje się mecenasem. To określenie traktowane jest jako zwrot grzecznościowy, nieuzasadniony żadnymi przepisami prawa. „Mecenas” w tym znaczeniu to „opiekun prawny”, a nie tytuł zawodowy lub nazwa funkcji albo stanowiska.

Nie ma w Polsce kompletnej regulacji prawnej, która określałaby precyzyjnie, kto, kiedy, w jakiej dziedzinie i na jakich warunkach może świadczyć usługi prawnicze. Istnieją odrębne regulacje dotyczące zawodów prawniczych – adwokatów, radców prawnych i notariuszy. Jednak usługami pomocy prawnej rządzą przepisy o swobodzie działalności gospodarczej. A to oznacza, że mogą je świadczyć prawnicy, którzy nie ukończyli żadnej aplikacji, a jedynie studia magisterskie, a nawet przedsiębiorcy bez prawniczego wykształcenia. Ci ostatni powinni co prawda zatrudniać wykształconych prawników, ale nie zawsze tak się dzieje, bo przepisy w tej kwestii nie są ani jednoznaczne, ani kategoryczne.

Ta sytuacja być może ulegnie zmianie, jeżeli zostanie uchwalona ustawa kompleksowo regulująca kwestie pomocy prawnej. Na ostrzeżenia, by nie podpisywać żadnych dokumentów in blanco, by sprawdzać uprawnienia osób, którym powierzamy swoje sprawy, personalia ludzi, którym płacimy, i domagać się pokwitowań na wpłaty, jest już za późno. Panu Arkadiuszowi możemy doradzić jedynie, by wrócił do wspomnianej kancelarii (jeśli ona jeszcze istnieje), spróbował ustalić, z kim zawarł umowę i zażądał wywiązania się ze zobowiązań, informacji o postępie działań lub zwrotu pieniędzy.

Jeśli miał do czynienia z adwokatem lub radcą prawnym, może się zwrócić ze skargą do stosownej izby. Dla radców jest to okręgowa izba radców prawnych (wykaz izb znajdziemy na stronie www.kirp.pl), dla adwokatów – okręgowa rada adwokacka. Jeśli jednak pan Arkadiusz padł ofiarą oszusta (kancelaria już nie istnieje pod tym adresem, nie wiadomo, dokąd się przeniosła, albo istnieje, ale nikt o sprawie „nie pamięta”), powinien zgłosić sprawę policji.

Podstawa prawna

Art. 4, 18 i in. ustawy z 26 maja 1982 r. – Prawo o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 146, poz. 1188)

Art. 3–7 i in. ustawy z 6 lipca 1982 r. o radcach prawnych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 10, poz. 65).

Przede wszystkim należy się upewnić, że człowiek, z którym rozmawiamy, jest adwokatem, a nie osobą bez takich uprawnień prowadzącą biuro prawne. Możemy to sprawdzić albo w internecie na portalu Adwokatura.pl, gdzie znajdziemy zakładkę „Krajowy Rejestr Adwokatów”, albo dzwoniąc do właściwej okręgowej rady adwokackiej. W tej chwili powstało bowiem wiele kancelarii prawnych prowadzonych przez osoby, które nie mają nawet wykształcenia prawniczego.

Nie podlegają one zatem odpowiedzialności dyscyplinarnej, obowiązkowi ubezpieczenia się od odpowiedzialności za popełnione błędy i nie muszą zachowywać tajemnicy zawodowej, a więc wyegzekwowanie od takich osób należytego wykonania zlecenia jest znacznie trudniejsze. Dlatego nie warto powierzać swoich życiowych spraw prawnych komuś, kto nie jest prawnikiem z ukończoną kilkuletnią aplikacją adwokacką.

Jeżeli osoba, której powierzymy sprawę, jest adwokatem i mamy istotne uwagi do jej rzetelności, możemy poskarżyć się na nią do właściwej okręgowej rady adwokackiej w izbie, której ten adwokat jest członkiem. W razie potwierdzenia się zarzutów odpowie on dyscyplinarnie. Trzeba jednak pamiętać, że adwokat nie odpowiada za rezultat sprawy, czyli za to, jaki będzie wyrok, lecz za to, czy prowadził ją zgodnie z zasadami należytej staranności zawodowej.

Jeżeli natomiast sprawę powierzyliśmy osobie, która nie jest adwokatem albo radcą prawnym, pozostaje nam tylko zawiadomienie prokuratora, jeżeli działanie tej osoby nosi znamiona przestępstwa, np. oszustwa czy wyłudzenia.