Jak pan ocenia projekt nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym?

Dobrze, że się pojawił, choć trybunał nie do końca odniósł się w nim do kwestii budzących kontrowersje. Taką kwestią są np. stosowane przez trybunał różne procedury, które mają ograniczać legitymację wnioskodawców, a co za tym idzie – napływ wniosków.

Jakich grup to dziś dotyka?

Najbardziej sprzeciwiam się ograniczeniu możliwości skutecznego złożenia wniosku do trybunału przez organizacje pracodawców, związki zawodowe czy organy stanowiące jednostek samorządu terytorialnego. Konstytucja stanowi, że podmioty te mogą wystąpić z wnioskiem, jeżeli akt normatywny, który chciałyby zakwestionować, dotyczy spraw objętych ich zakresem działania.

Trybunał ograniczył ten zakres. W efekcie, odnośnie do organizacji pracodawców i związków zawodowych samowolnie uznał, że wnioski mogą dotyczyć tylko relacji pracodawca – pracownik. Wszystkie inne zarzuty są odrzucane podczas kontroli formalnej wniosku. A przecież organizacja pracodawców jest najczęściej powoływana do ochrony interesów gospodarczych swoich członków, na co z reguły wskazuje statut, który jest zgodny z ustawą.

TK bez żadnej zatem podstawy prawnej ogranicza tu legitymację wnioskową. Powinno to zostać wyjaśnione i uwzględnione w nowej ustawie.

Jakich jeszcze wniosków trybunał nie dopuszcza?

Podobna sytuacja dotyczy wniosków poselskich czy senatorskich. TK stwierdza, bez żadnej podstawy prawnej, że takie wnioski podlegają dyskontynuacji. A przecież TK jest sądem konstytucyjnym. Nie bada zatem faktów, a jedynie prawo. Nie można więc założyć, że po zakończeniu kadencji Sejmu wniosek parlamentarzystów miał charakter czysto polityczny. To obniża autorytet obu izb.

Projekt zakłada, że wnioski te będą rozpatrywane, jeżeli uzyskają poparcie Sejmu kolejnej kadencji. To nie rozwiązuje problemu?

Nie. TK powinien rozpatrywać zgodność danego przepisu z konstytucją niezależnie od tego, od kogo wniosek pochodzi. Bez względu zatem na kadencję Sejmu te wnioski powinny być rozpatrywane. Nie widzę powodów, dlaczego inaczej ma być przez TK traktowany prezydent, a inaczej marszałek sejmu czy grupa posłów. Wszyscy oni mają kadencję, a wnioski prezydenta nie podlegają dyskontynuacji. Dyskontynuacja narusza zasadę równości i zakaz dyskryminacji.

Projekt zawiera również przepis dotyczący orzeczeń interpretacyjnych TK. Wzbudzi kontrowersje?

Wydawanie takich orzeczeń to kompetencja, po którą TK sam sięgnął i ją realizuje, choć nie ma ku temu żadnej podstawy, ani ustawowej, ani konstytucyjnej. Pamiętajmy, że TK stracił prawo do stanowienia powszechnie obowiązującej wykładni ustaw w 1997 r. W latach 90. miał możliwość inicjowania badania konstytucyjności przepisów i z własnej inicjatywy zajął się powszechnie obowiązującą wykładnią ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

W konsekwencji tej wykładni poszerzył swoje kompetencje. Zakładam, że ustrojodawca, dostrzegając takie niebezpieczeństwo, pozbawił trybunał prawa występowania samemu z wnioskiem oraz dokonywania powszechnie obowiązującej wykładni ustawy.

Taki przepis niesie ryzyko rywalizacji trybunału z Sądem Najwyższym i Naczelnym Sądem Administracyjnym?

To jest trójkąt w obrębie naszej władzy sądowniczej, który między sobą może konkurować. Nie uważam tego za szkodliwe. Dopóki jest to zdrowa rywalizacja, to będzie ona z korzyścią dla społeczeństwa i państwa. Natomiast przepis projektu zakładający, że Trybunał może wydawać orzeczenia interpretacyjne, tworzy niekorzystne zjawisko. Skoro bowiem konstytucja określa, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, a pośród uprawnień TK nie wymienia możliwości wydawania takich orzeczeń, to wpisanie takiej kompetencji do ustawy będzie niekonstytucyjne.

A co się stanie, jeśli trybunał dalej będzie wydawał orzeczenia interpretacyjne?

Nie ma podmiotu, który by stwierdził, że TK narusza ustawę zasadniczą. Sąd konstytucyjny powinien świecić przykładem. Ustawodawca nic nie może zrobić, gdyby zaistniała taka sytuacja; może jedynie zmienić konstytucję lub ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Sędziowie TK nie podlegają ustawom, odpowiadają tylko przed konstytucją. Nie możemy jednak nawet dopuszczać myśli, że mogliby naruszyć ustawę zasadniczą.

Wróćmy do projektu. Zakłada on, że TK nie będzie już mógł odraczać bezterminowo spraw. Wyrok ma zapaść po maksymalnie 3 miesiącach. Usprawni to procedurę?

To dobre rozwiązanie. Należy jednak jeszcze wprowadzić granice formalnego rozpoznania wniosku. Zdarza się bowiem obecnie, że strony czy wnioskodawcy czekają na samo formalne rozpoznanie wniosku przez jednego sędziego nawet dziewięć miesięcy. Jeszcze niedawno wystarczył trybunałowi na to miesiąc. To bardzo niepokojąca tendencja.

Jakie więc zmiany pan proponuje, których nie ma w projekcie, a mogłyby przyspieszyć rozpoznawanie spraw?

Korzystne byłoby wprowadzenie zasady, że wnioski z zasady są rozpoznawane na posiedzeniu niejawnym, a tylko wyjątkowo, w sprawach o szczególnym znaczeniu społecznym, na rozprawie. Projekt zakłada, że o rozpoznaniu wniosku, pytania prawnego czy skargi na rozprawie rozstrzyga skład orzekający. Ponadto nie widzę podstaw, żeby pełny skład TK wynosił od dziewięciu do 15 sędziów. Warto rozważyć podzielenie trybunału na dwie izby. W każdej zasiadałoby po siedmiu sędziów, a prezes TK zarządzałby całym sądem konstytucyjnym. Izby mogłyby mieć także podział merytoryczny. Taka zmiana nie tylko usprawniłaby pracę TK, ale również pozwoliłaby na specjalizację sędziów.

Kontrowersje budzi mała ilość rozpoznawanych przez TK skarg konstytucyjnych. Zdecydowana większość odpada już na wstępie.

To bardzo niepokojący objaw. Zwłaszcza że zarzuty niektórych skarg są bardzo poważne. A tymczasem skargi są często odrzucane jako oczywiście bezzasadne. Kryteria oczywistej bezzasadności powinny więc być wyjaśnione, bo to zbyt ogólne pojęcie. Warto w projekcie wprowadzić przepis określający, kiedy taka sytuacja zachodzi. Tym bardziej że z samego orzecznictwa TK to nie wynika.

Nowa ustawa ma również umożliwić sędziom w stanie spoczynku podjęcie pracy na stanowiskach państwowych.

To zła propozycja. Po to sędzia ma pieniądze za stan spoczynku, aby podlegał tym wszystkim ograniczeniom, jakim podlegają sędziowie czynni. Sędzia jest sędzią dopóki sam nie zrezygnuje ze stanu spoczynku. Nikt mu tego nie zabrania. Wtedy były już sędzia staje się cywilem i może pełnić wszystkie funkcje. Ponadto takie rozwiązanie dyskryminowałoby sędziów NSA i SN, którzy w stanie spoczynku dalej podlegaliby dotychczasowym ograniczeniom.