Co robi detektyw

Detektywi niechętnie opowiadają o kulisach swojej pracy. Krzysztof Kurzyński z Kruka na pytanie o metody działania odpowiada jednym zdaniem: najważniejsze to śledzenie dokumentacji spółek firm w KRS, analiza danych z prasy i internetu, a także praca w terenie, typowanie osób, które mogą mieć przydatne informacje.

Nieco więcej o pracy wynajmowanych detektywów dowiedzieliśmy się w konkurującej z Krukiem firmie windykacyjnej Ultimo. Na zlecenie Ultimo detektywi ustalają, jakie są źródła dochodów osoby zadłużonej, poza tym wypytują kolegów z pracy i sąsiadów dłużnika o jego stan posiadania.

Do tego robią dokumentację tego majątku (zdjęcia) i profil wiarygodności płatniczej dłużnika (na podstawie wywiadów środowiskowych na temat spłacania przez niego innych zobowiązań).

Co robi detektyw z agencji Alicji Słowińskiej? Zanim przystąpi do pracy operacyjnej, analizuje zlecenie na podstawie dostępnych danych. Dopiero w drugim etapie przystępuje do pracy operacyjnej. – Nie ma reguły, ale w najbardziej typowych sprawach może to trwać 3–4 tygodnie.

W tym czasie zbieramy informacje, obserwujemy dłużnika, ustalamy, z kim się spotyka, z czego żyje, ale też interesujemy się jego najbliższą rodziną. Czasami próbujemy nawiązać z nim kontakt jako potencjalni kontrahenci, by w ten sposób się do niego zbliżyć i uzyskać więcej informacji – mówi Słowińska.

Zespół detektywów, którzy odzyskują pieniądze, nie może być przypadkowy. Są w nim były pracownik urzędu skarbowego, psycholog, ekonomista, były policjant

Detektyw zajmujący się ściganiem dłużników nie może być osobą przypadkową – jeśli ma być skuteczny. W Biurze Detektywistycznym Kruk pracuje 30 osób. A wśród nich były pracownik urzędu skarbowego, psycholog, ekonomista oraz byli oficerowie policji. Alicja Słowińska w swojej firmie duży nacisk kładzie się na przygotowanie pracownika, który ma się zająć ściganiem dłużników. Przede wszystkim musi mieć on opanowane techniki perswazji i manipulacji.

To pomaga wnikać w dane środowisko i pozyskiwać informacje. – Dobry detektyw zajmujący się windykacją musi mieć predyspozycje do wykonywania tego zawodu. Bo my nie mówimy tutaj o pracownikach firm windykacyjnych, których praca polega na chodzeniu od drzwi do drzwi i próbach nakłonienia do spłaty długów, prowadzeniu negocjacji. My mamy znaleźć dłużnika, sprawdzić, jaki ma majątek, i opracować sposób na wyegzekwowanie długu z tego majątku – tłumaczy.

Informacje są w cenie

Wrocławska detektyw mówi, że jej skuteczność to 30–40 proc. przyjmowanych spraw. – Jestem w tej branży już 10 lat, a mimo to niektóre przypadki nadal mnie zaskakują. Okazuje się, że dziś w Polsce można żyć na bardzo dobrym poziomie poza jakimkolwiek systemem finansowym i podatkowym, a z naciągania uczynić sposób na życie – przyznaje. I opowiada o kulisach jednej z prowadzonych spraw.

O tym, jak jej obecny klient zaufał poleconemu przez znajomego człowiekowi, który miał się zajmować inwestowaniem na zlecenie. By zainwestować, trzeba było wyłożyć milion złotych. – Klient nie miał takiej gotówki, ale przedyskutował sprawę z żoną. Sprzedali dom, a pieniądze zainwestowali – mówi detektyw.

Inwestycję miał prowadzić pan Zdzisław. Ale po miesiącu kontakt z nim się urwał. Po kolejnym miesiącu nieudanych prób odszukania dłużnika inwestor dowiedział się, że interes niestety nie wypalił. Pan Zdzisław oświadczył przy tym, że niestety nie odda pieniędzy, bo nie ma z czego. – To nie jest jakiś menel, tylko kulturalny człowiek w średnim wieku, inteligentny, ma kilkuletniego syna. Zapewniał mojego klienta, że będzie mu oddawał 20 tysięcy co miesiąc.

Po czym przepadł – opowiada Słowińska. Biuro znalazło go w innym mieście. Nowy duży dom, pies, kot, prywatna szkoła dla syna i BMW w garażu. Samochód na wszelki wypadek kupiony i zarejestrowany na ciotkę z zagranicy. – Dla urzędów skarbowych pan Zdzisław nie istnieje.

On nie ma nic, nie ma żadnych dochodów, bo nie pracuje, dom i samochód też nie są jego. Na razie spłaca mojego klienta, ale jest pod naszą stałą obserwacją. Bo nie wiem, czy jutro dom, w którym dziś mieszka, nie będzie pusty – mówi detektyw.

Słowińska podkreśla, że nie ma metody, która dałaby stuprocentową pewność odzyskania długu. Ale ryzyko można ograniczyć, zanim wejdzie się w układy z takimi osobami jak pan Zdzisław. – Najlepiej jest w ogóle unikać takich sytuacji. I sprawdzać kontrahenta, zanim zacznie się robić z nim interesy – mówi Słowińska.

Prześwietlaniem podmiotów gospodarczych zajmują się wywiadownie. To kolejna branża, która teraz ma czas żniw. Rynek jest zdecydowanie rozwojowy. Wywiadownie gospodarcze chwalą się 20-proc. wzrostem obrotów w 2012 r. Na przykład firma Dun & Bradstreet – jeden z liderów branży – sprzedaje rocznie 100 tys. raportów. Konkurujący z nią Euler Hermes Collections przyznaje się do 160-proc. wzrostu liczby sprzedanych raportów w poprzednim roku. A Coface Poland – też z czołówki – mówi, że ma grupę klientów, których zamówienia na raporty w 2012 r. wzrosły pięcio-, a nawet siedmiokrotnie w porównaniu z 2011 r.

Im więcej w mediach niepokojących informacji o kondycji przedsiębiorstw – np. o narastających zatorach płatniczych – tym dla wywiadowni lepiej. W 2011 r. (ostatnie dostępne dane) łączne przychody pierwszej trójki z branży wyniosły grubo ponad 100 mln zł.

A informacje o kondycji finansowej firm są coraz gorsze. Według danych zbieranych przez Krajowy Rejestr Długów 80 proc. przedsiębiorców uważa, że ich sytuacja albo się nie zmieni, albo się pogorszy. Trzy czwarte firm sądzi, że problem z wyegzekwowaniem zapłaty będzie taki jak obecnie lub będzie narastał. Dziś średnio na spłatę faktury firma czeka 129 dni. Jeszcze trzy miesiące temu było to 84 dni.

Roman Halicki, który w Viessmann Polska zajmuje się weryfikacją klientów, mówi, że przedsiębiorcy nie mają dziś do siebie zaufania. – My na przykład nie sprzedajemy podmiotom, których nie znamy albo które nie są znane przez kogoś z naszej branży. Firmy założone przed kilkoma tygodniami odpadają – tłumaczy.

Halicki zleca wywiadowniom sprawdzanie potencjalnych kontrahentów. – Nasze procedury są takie, że każdy nowy klient jest z zasady sprawdzany w wywiadowni. Chcemy się przede wszystkim dowiedzieć, czy nikt przypadkiem nie złożył wniosku o upadłość takiej firmy i czy nie była ona wcześniej windykowana – mówi. Ale dodaje, że kupiony raport to tylko jeden z elementów użytecznych przy prowadzonej weryfikacji.

– To tak naprawdę ostatnie ogniwo sprawdzania firmy. Najważniejsze informacje zbierają nasi handlowcy obserwujący rynek przez dłuższy czas. Oni bezpośrednio rozmawiają z klientem, jeżdżą do jego siedziby, sprawdzają, co się dzieje na miejscu. To niemal wizja lokalna – mówi Halicki. I dodaje – żadne informacje, nawet najbardziej dokładne, nie gwarantują, że po drugiej stronie nie stoi naciągacz.

Czym zajmuje się wywiadownia? Przede wszystkim to biały wywiad – firma gromadzi i analizuje ogólnie dostępne informacje o badanym podmiocie. Klientom już dawno przestały wystarczać proste formy, jak odpis z KRS. W cenie są dane, których nie da się wyczytać w oficjalnym bilansie.

Dobrze jest też, gdy raport zawiera informacje o moralności płatniczej badanego podmiotu, czyli o tym, jak reguluje bieżące zobowiązania. Czasami w dokumencie znaleźć można informacje o powiązaniach kapitałowych właścicieli albo zarządzających badaną firmą. Do tego wywiadownia może dorzucić całe prasowe dossier przedsiębiorstwa, co pokazuje, jak jest ono postrzegane w mediach.

– Zawsze jednak trzeba założyć, że raport nie obejmuje wszystkich danych albo nie jest tak aktualny, jak byśmy chcieli. Choćby z tego względu, że nikt nie jest w stanie sprawdzić, czy np. wniosek o upadłość badanego nie został złożony już po napisaniu tego raportu – mówi Roman Halicki. Co robi Viessmann? Zabezpiecza się w możliwie najlepszy sposób. – To, co dziś dzieje się na rynku, sprawia, że jesteśmy maksymalnie ostrożni.

Bez ubezpieczenia, bez deklaracji wekslowej poręczonej majątkiem prywatnym, bez ustanowienia hipoteki kaucyjnej na nieobciążonej nieruchomości naszego kontrahenta nie realizujemy dużych kontraktów. Dlatego na szczęście u nas nie mamy większych kłopotów z dłużnikami – dodaje.

Nie każdy polski przedsiębiorca może się tym pochwalić. Według styczniowych danych Krajowego Rejestru Długów niemal co piąta polska firma ma problem z odzyskaniem aż połowy swoich należności. Dla co czwartej problem niepłaconych zobowiązań przez klientów narasta.