W piątek wejdzie w życie nowelizacja ustawy – Prawo prasowe, która wprowadza nowe regulacje dotyczące sprostowań. Zlikwiduje to lukę prawną, która pojawiła się 14 czerwca, kiedy zaczął obowiązywać wyrok Trybunału Konstytucyjnego uchylający dotychczasowe przepisy w tym zakresie.

Ponieważ parlament nie zdążył uchwalić nowych, powstała próżnia, którą wykorzystały niektóre redakcje, zaprzestając publikacji sprostowań.

– Nie znam skali tego zjawiska, więc trudno mi je komentować. Mogę natomiast powiedzieć jedno – chociaż przepisy dotyczące sprostowań rzeczywiście zostały częściowo uchylone, to obowiązek ich publikacji nie przestał istnieć – ocenia Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy.

Czekając na kompleksową nowelizację
Wchodzące w życie zmiany dotyczą tylko jednej kwestii – sprostowań i jednego konkretnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Projekt kolejnej częściowej nowelizacji dotyczącej innego orzeczenia TK przygotowano zarówno w komisji sejmowej, jak i w Senacie.
Tymczasem branża od lat powtarza, że konieczne są kompleksowe zmiany w przepisach, które swój rodowód mają jeszcze w czasach PRL i które nie obejmują np. internetu. Taką funkcję może spełnić projekt zgłoszony przed kilkoma miesiącami przez PSL. Prace nad nim mają zostać podjęte przez sejmową komisję kultury i środków przekazu.

Początkowo nowe przepisy nie odnosiły się do czasu pustki legislacyjnej. Zaproponowano to dopiero w poprawkach senackich, które zyskały akceptację posłów.

– Nie zauważyłam, by nawet opiniotwórcze tytuły prostowały ewidentne pomyłki – argumentowała Iwona Śledzińska-Katarasińska, przewodnicząca sejmowej komisji kultury i środków przekazu.

Zgodnie z wprowadzonym przepisem przejściowym wszyscy, którzy nie mogli doprosić się sprostowań, teraz dostaną 21 dodatkowych dni na ponowienie swoich żądań. Jeśli znów zostaną zignorowani, będzie im przysługiwać szybka ścieżka sądowa.

Czy oznacza to, że w niektórych tytułach pojawią się całe kolumny wypełnione sprostowaniami?

– Na pewno nie w Dzienniku Gazecie Prawnej. Przez cały czas na tych samych zasadach oceniamy merytorycznie każde przychodzące do nas sprostowanie. A jeśli jest uzasadnione, to je publikujemy – mówi Jadwiga Sztabińska, redaktor naczelna DGP.

Nowela doprecyzowuje procedurę żądania sprostowań. Będzie na to 21 dni od ukazania się publikacji, przy czym decydować ma data stempla pocztowego. Po przekroczeniu tego terminu redaktor naczelny odmówi publikacji. Tak samo postąpi, jeśli pismo ze sprostowaniem nie zostanie podpisane.

Sprostowanie musi być rzeczowe i odnoszące się do faktów. Nie można go komentować w tym samym wydaniu, co nie wyklucza jednak prostej zapowiedzi polemiki lub wyjaśnień. Dzienniki mają je publikować w ciągu 7 dni, czasopisma w najbliższym lub kolejnym numerze. Odrębną regulacją objęto wydania elektroniczne – tu sprostowanie ma się ukazać w ciągu trzech dni.

– Obydwie strony mają więc wyraźnie określoną ścieżkę postępowania i wskazane terminy. Co równie ważne, na wypadek sporu przewidziano szybką ścieżkę sądową – zwraca uwagę Maciej Hoffman.

Powództwa o sprostowanie w ciągu 30 dni rozpoznawać ma sąd okręgowy, właściwy ze względu na siedzibę redakcji. Od jego wyroku przysługiwać będzie apelacja, także rozpoznawana w ciągu 30 dni. Jeśli sąd uzna racje składającego powództwo, to zobowiąże w wyroku redaktora naczelnego do publikacji sprostowania. Nowelizacja zniosła natomiast, co zresztą było jej podstawowym celem, odpowiedzialność karną za odmowę publikacji.

Prace nad wchodzącą w życie ustawą miały wyjątkowo burzliwy przebieg i doprowadziły nawet do protestu redaktorów naczelnych wielu tytułów. Pierwsze strony gazet zostały zabielone i widniała na nich czerwona pieczątka: „Senat zabija prasę”. Była to reakcja na pierwotną propozycję senatorów, która zamiast sprostowań wprowadzała odpowiedzi, a te mogły się odnosić nie tylko do faktów, lecz także ocen. W praktyce więc każdy mógłby domagać się publikacji dowolnego komentarza.

Ostatecznie senatorowie zdecydowali się zmienić przygotowany projekt.