– W Polsce każdy złodziej dzieł sztuki wie, że najpierw trzeba ukraść, odczekać trzy lata, a dopiero po tym terminie starać się upłynnić swój łup – mówi dr Katarzyna Zalasińska z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizująca się w problematyce prawa ochrony dziedzictwa kultury.

Wszystko dlatego, że prawo w jednakowy sposób traktuje skradziony z biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie pierwodruk „De revolutionibus orbium coelestium” Mikołaja Kopernika i kosiarkę, która zginęła z garażu Kowalskiego: obydwa przedmioty po upływie trzech lat można legalnie nabyć od nieuprawnionej osoby, o ile kupujący robi to w dobrej wierze. Czyli jest przekonany, że sprzedawca ma wszelkie prawa do dysponowania daną rzeczą.

Reguluje to przepis art. 169 kodeksu cywilnego.

– Obecne rozwiązanie, a więc dosyć słaba ochrona właściciela dzieła sztuki i wrzucenie tego problemu do jednego worka z wózkiem czy rowerem, a więc rzeczami niejednostkowymi, z pewnością jest bardzo kiepskim pomysłem. Nie zapewnia bowiem należytej ochrony szeroko pojmowanemu dziedzictwu – wskazuje dr Wojciech Szafrański z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Błąd w k.c.

Właścicielowi, który utracił dzieło sztuki, pozostają próby udowodnienia przed sądem, że osoba, która je kupiła od złodzieja czy pasera, wiedziała bądź powinna się była zorientować, iż przedmiot został skradziony. W praktyce to bardzo trudne. Co prawda okradzionemu przysługuje roszczenie o naprawienie szkody wobec osoby, która sprzedała kradziony przedmiot, ale wartość, jaką dzieło ma dla właściciela, nie zawsze da się wyrazić w pieniądzach. Odszkodowanie nie załatwi więc sprawy, a odebranie rzeczy nabywcy, który nabył ją w dobrej wierze, nie jest możliwe.

– Jakby tego było mało, skreślenie w 1991 r. art. 171 k.c. mówiącego o szczególnej ochronie własności państwowej ułatwiło handel np. muzealiami skradzionymi z państwowych zbiorów – dodaje dr Katarzyna Zalasińska.

To klasyczne wylanie dziecka z kąpielą ma zostać naprawione za pomocą ustawy o rzeczach znalezionych oraz o zmianie niektórych innych ustaw, której projekt powstał w Ministerstwie Sprawiedliwości.

W ramach „innych ustaw” mają zostać zmienione przepisy art. 169 par. 1 i 2 (nabycie od nieuprawnionego). Projekt zakłada wyłączenie spod działania tych przepisów dóbr kultury: muzealiów, materiałów bibliograficznych, archiwalnych, a także dzieł sztuki. Wyłączenie dotyczyć będzie też działania art. 174 k.c. mówiącego o zasiedzeniu. Obecnie jeśli ktoś dostał jakieś dzieło np. w spadku od osoby, która nie miała do niego praw, po upływie trzech lat od otwarcia testamentu staje się jego prawowitym posiadaczem.

By nie doprowadzić do sytuacji, gdy Bogu ducha winni klienci, którzy często za duże pieniądze kupują w dobrej wierze dzieła pochodzące z kradzieży, będą stratni, powinni oni mieć szansę na weryfikację. Do tego ma posłużyć krajowy rejestr utraconych dóbr kultury. Prowadzony przez Ministerstwo Kultury wykaz ma być dostępny w internecie, a wpisy do niego mają być dokonywane na wniosek policji, prokuratora czy właściciela utraconego obiektu.

– Uzależnianie statusu prawnego obiektu od wpisania go do rejestru jest w tym przypadku nieporozumieniem. Jeśli obiekt został skradziony, a ktoś nie dokonał wpisu, to wówczas nie będzie chroniony? – pyta prof. Wojciech Kowalski z Uniwersytetu Śląskiego.