Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) przeprowadziła ankietę wśród prawników na temat oceny aktualnego systemu naboru do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego sądu rejonowego. Łącznie wzięło w niej udział prawie 1,7 tys. radców prawnych, adwokatów, prokuratorów oraz sędziów.

Aż 57 proc. przepytanych negatywnie oceniło obecną ścieżkę dojścia do zawodu sędziego, a 52 proc. stwierdziło, że dostrzega różnice w przygotowaniu do zawodu pomiędzy sędziami, którzy odbyli wcześniej asesurę, a tymi, którzy zostali powołani bez takiej praktyki.

Lepsze oceny uzyskali oczywiście ci pierwsi. Dlatego też KRS rozpoczyna dyskusję nad możliwością zmiany obecnego systemu naboru do pełnienia urzędu sędziego.

Bez doświadczenia

Z ankiety KRS wynika, że 91 proc. osób mianowanych na stanowiska sędziów rejonowych wywodzi się spośród asystentów i referendarzy. Dawniej kadra sędziowska rekrutowała się przede wszystkim spośród asesorów sądowych, którym minister sprawiedliwości mógł na czas określony powierzyć pełnienie czynności sędziowskich w sądzie rejonowym.

To był okres, w którym asesorzy nabywali doświadczenie na sali rozpraw, zanim byli powoływani dożywotnio na stanowisko sędziego. Wszystko zmieniło się po 2007 r., kiedy Trybunał Konstytucyjny uznał, że pełnienie funkcji sędziów przez asesorów sądowych jest niezgodne z zapewnionym w konstytucji prawem do sądu i rzetelnego procesu (sygn. akt SK 7/06). A wszystko dlatego, że byli oni powoływani przez ministra sprawiedliwości.

Wyrok odroczono na 18 miesięcy, w czasie których Sejm miał dostosować przepisy do stanu zgodnego z konstytucją.

– Sejm nie zdołał wypracować tu odpowiednich rozwiązań ustawowych i w ostatniej niemal chwili zdecydował się na przyznanie uprawnienia do ubiegania się o nominację sędziowską osobom, które zdały egzamin sędziowski i przez okres co najmniej dwóch lat wykonywały funkcje asystenta sędziego lub referendarza sądowego – mówi Antoni Górski, przewodniczący KRS.

Jego zdaniem Sejm doprowadził do sytuacji gorszej niż przed orzeczeniem TK. A to dlatego, że wcześniej o nominację sędziowską ubiegali się asesorzy mający kilkuletnią praktykę orzekania, a teraz zgłaszają się osoby, które takiej praktyki nie mają wcale lub mają ją tylko w bardzo wąskim zakresie, niedotyczącym rozstrzygania sporów sądowych.

– Tym samym jeden z najważniejszych urzędów i zawodów w państwie obejmują dożywotnio osoby, które nie wykazały się w sposób dostateczny praktycznym przygotowaniem do jego wykonywania, nie mówiąc już o braku sprawdzianu predyspozycji osobowościowych, które może dać w pełni tylko sala sądowa – podkreśla przewodniczący Górski.

Najlepsi z najlepszych

Z tym osądem zgadzają się przedstawiciele palestry.

– Obecny system dochodzenia do funkcji sędziego jest całkowitym zaprzeczeniem wymagań zdroworozsądkowych. Pamiętać trzeba, że sędzia decyduje o ludzkich losach, prawach i majątku. Trudno przecenić więc ciężar jego odpowiedzialności –uważa Jerzy Naumann, adwokat prowadzący własną kancelarię.

Dlatego też – w jego opinii – dla właściwego pełnienia służby sędziowskiej potrzebne są: doświadczenie życiowe, wiedza prawnicza oraz doświadczenie sądowe. I to w tej właśnie kolejności.

– Wiedzę można łatwo posiąść; doświadczenie sądowe jest tylko kwestią odpowiedniego ustawienia początkowego etapu praktyki sędziowskiej. Natomiast doświadczenia życiowego nie można się nauczyć; trzeba je po prostu nabyć, a do tego niezbędny jest odpowiedni czas. Oprócz spełniania wymienionych kryteriów, sędzia musi legitymować się wyśrubowanym standardem etycznym, potwierdzonym dotychczasową linią życiową i powszechną opinią – podkreśla Jerzy Naumann.

Wtóruje mu Andrzej Michałowski, adwokat z Kancelarii Michałowski Stefański.

– Jeżeli sędziami będą zostawali najlepsi, to będą mieli i odpowiednią wiedzę, i doświadczenie. Łatwiej też będzie uniknąć ryzyka – po przejściu pewnej drogi zawodowej raczej nie będą uśpionymi wtyczkami mafii. Czynności techniczne związane z samym orzekaniem – po krótkim dodatkowym szkoleniu – nie będą dla dobrych praktyków żadnym problemem – podkreśla mecenas Michałowski.