Polityczne narzędzie

Wizerunku inicjatywy obywatelskiej nie poprawia zdaniem dr. Bidzińskiego również to, iż z jej dobrodziejstwa korzystają nie tylko obywatele, ale także – a może przede wszystkim – partie polityczne, grupy interesu i inne podmioty.

– Grupy powoływane ad hoc niestety nie mają szans na przebicie się z taką inicjatywą: 100 tys. głosów jest dla nich zbyt wysoko ustawioną poprzeczką – zgadza się dr Uziębło.

To jednak zdaniem ekspertów nie jest wystarczającym powodem do obniżenia kryteriów do zgłaszania projektów obywatelskich.

– To tylko obniży rangę instytucji i w konsekwencji spowoduje, że naprawdę niepoważne pomysły będą zgłaszane jako inicjatywa ustawodawcza. Słusznie więc byłyby odrzucane. Za konieczne uważam natomiast nadanie projektom publicznym rangi wymuszającej ich rozpatrzenie przez parlament w szczególny sposób – poprzez wyznaczenie terminu, w którym mają być poddane pod głosowanie w pierwszym czytaniu – podkreśla mecenas Michałowski.

Jego zdaniem nic nie upoważnia parlamentarzystów do odmowy zajmowania się pomysłem, który ponad sto tysięcy obywateli uznało za godny wsparcia.

Co zmienić

Warto także rozważyć wydłużenie terminu do zbierania podpisów pod inicjatywą – dziś są to trzy miesiące.

– W rzeczywistości okres ten jest jeszcze krótszy, gdyż podpisy można zbierać dopiero po ogłoszeniu tego w dzienniku o zasięgu ogólnopolskim. Wydaje się, że wydłużenie wspomnianego okresu do czterech miesięcy byłoby dobrym rozwiązaniem – poddaje pomysł dr Uziębło.

I dodaje, że warto też rozważyć, czy nie przerzucić na państwo obowiązku ponoszenia kosztów związanych z takim ogłoszeniem. Jest on bowiem na tyle wysoki, że może stanowić problem dla osób, które chcą wnieść projekt ustawy.

– Można by również wrócić do założenia, które znajdowało się w pierwotnej wersji projektu, że ogłoszenie nastąpi w Monitorze Polskim, a nie dzienniku o charakterze ogólnopolskim – akcentuje ekspert.

Na problemy z korzystaniem z inicjatywy ustawodawczej zwraca uwagę powstałe w tym roku kampania społeczna „Obywatele decydują”, prowadzone przez Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO) z Łodzi.

– Domagamy się od parlamentarzystów szacunku dla obywateli podpisujących się pod obywatelskimi ustawami i, po pierwsze, ułatwienia procesu zbierania 100 tysięcy podpisów pod obywatelskimi ustawami. Po drugie, zapisów w ustawie, które zapobiegną kierowaniu tych ustaw do sejmowej zamrażarki. Po trzecie zapisów, które ograniczą łatwość kierowania obywatelskich ustaw do sejmowego kosza – wylicza Rafał Górski, prezes zarządu instytutu.

I podkreśla, że do dziś 4 mln 580 tys. Polaków podpisało się pod obywatelskimi projektami ustaw, które trafiły ostatecznie w próżnię.

– Ustawy obywatelskie budują kapitał społeczny oraz tworzą przestrzeń do debaty publicznej na tematy, które są ważne z punktu widzenia jakości codziennego życia obywateli. Szczególnie istotne mogą być w obliczu kryzysu demokracji przedstawicielskiej, z jakim mamy obecnie do czynienia w Polsce. Obserwując zachowania decydentów, niejednokrotnie trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast służby mamy rządy. Zamiast dbałości o dobro wspólne jest troska o dobro partyjne. Zamiast pokory jest pycha – puentuje Rafał Górski.

Podstawa prawna
Ustawa o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (Dz.U. z 1999 r. nr 62, poz. 688 z późn. zm.).