Na dziewięć miast, które zapytaliśmy o plany związane z gruntami, na których urzędują dziś działkowcy, tylko dwa przyznały, że zamierzają zlikwidować ogródki lub przynajmniej ich część. Ale w bardzo odległej perspektywie. Pozostałe nawet nie mają takich planów i deklarują wprost – nie zamierzamy ani sprzedawać tych terenów, ani na nich inwestować.

Przykładem 40 ha działek przy al. Waszyngtona na warszawskiej Pradze-Południe. Inwestorzy od lat ostrzyli sobie zęby na ten obszar. Zgodnie z wycenami ekspertów grunty w tym rejonie kosztują po ok. 1 tys. zł za 1 mkw., a więc cały teren wart może być aż 400 mln zł.

Ale nawet jeżeli miasto przejmie te tereny od Polskiego Związku Działkowców, to ich nie sprzeda. Bo nie pozwala na to plan zagospodarowania przestrzennego zakładający, że w tym miejscu może być jedynie teren rekreacyjny. – Z inwestycyjnego punktu widzenia taki grunt nie ma żadnej wartości. Nikt go nie kupi tylko po to, żeby założyć tam park i jeszcze płacić za niego podatki – mówi Mikołaj Matynoska z firmy CB Richard Ellis.

Najwięcej pieniędzy Warszawa mogłaby dostać za liczące ponad 19 ha ogrody działkowe położone w okolicach Pola Mokotowskiego. Obecnie metr kwadratowy ziemi jest tam wart 3 – 4 tys. zł. Równie wysoko wyceniane są działki przy ul. Odyńca.

Co prawda dla tego terenu nie ma jeszcze planu zagospodarowania, ale wytyczne urbanistów są jednoznaczne: mogą tam być tylko tereny zielone. Oczywiście każde plany można zmienić, ale średnio trwa to 2 – 3 lata, a w spornych sprawach nawet 10 lat.

Z tego powodu pod młotek nie pójdą ogródki we Wrocławiu, w Katowicach, Lublinie, Olsztynie czy Toruniu. Ale już np. warte 4 – 5 mln zł grunty, na których znajdują się działki nad poznańskim jeziorem Malta (mają tylko 2 ha), w planach zagospodarowania przestrzennego przeznaczono pod inwestycje mieszkaniowe. Mimo to miasto nie ma zamiaru usuwać stamtąd działkowców. Obawia się kosztów ich wywłaszczenia – szacuje, że musiałoby zapłacić im 2 – 3 mln zł.

Samorządy, zapomnijcie o ogrodach

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ogrodów działkowych pojawiły się głosy, że większość z 43 tys. hektarów, które zajmują, szybko przejmą samorządy, a następnie sprzedadzą inwestorom. Tyle że, jak sprawdził DGP, władze miast nie palą się do likwidacji ogrodów. – Za wcześnie, by mówić o wywłaszczeniach działkowców i rekompensatach dla nich. Czekamy, jakie rozwiązania prawne po wyroku TK przyjmie parlament – mówi Marcin Masłowski, rzecznik prasowy prezydenta Łodzi.

I nawet jeśli za 1,5 roku gminy dostaną zielone światło do likwidacji ogrodów, to nie stanie się to szybko. Żeby je sprzedać, muszą zmienić plany zagospodarowania przestrzennego. A ta procedura przy najbardziej pomyślnych wiatrach trwa kolejne 1,5 roku, ale częściej się ciągnie od pięciu do dziesięciu lat. I słono kosztuje – kilkaset tysięcy złotych w przypadku dużych terenów w centrach miast.

O swój kawałek gruntu nie muszą się obawiać m.in. działkowcy z ogrodów mieszczących się przy al. Waszyngtona czy ul. Idzikowskiego w Warszawie. Wywłaszczone za to będą działki przy ul. Sobieskiego, które zgodnie z obowiązującym planem przeznaczone są pod zabudowę mieszkaniowo-usługową.

Ze swoimi grządkami będzie musiała się też rozstać część działkowców z ogrodów przy ul. Grudziądzkiej w Toruniu. Wiąże się to z budową I etapu Trasy Średnicowej Północnej, który połączy ul. Grudziądzką z Szosą Chełmińską. Dostaną jednak odszkodowanie i ogródki w innej lokalizacji.

Co powiedział TK
Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok na ponad milion działkowców w Polsce.
Sędziowie orzekli, że uchwalona w 2005 roku Ustawa o rodzinnych ogrodach działkowych jest niezgodna z konstytucją.
Według sędziów w sprzeczności z ustawą zasadniczą jest ponad 20 na 50 artykułów ustawy, w tym m.in. przepisy o podziale gruntów czy zwolnieniu od podatków i opłat, a także o monopolu Polskiego Związku Działkowców na zrzeszanie działkowców. Trybunał orzekł, że Sejm powinien przygotować nową ustawę o ogródkach działkowych. Posłowie mają na to 18 miesięcy.

W Katowicach zagrożone wywłaszczeniem mogą być ogródki przy ul. Barbary. W planach teren ten miasto przeznaczyło pod usługi, kulturę i rekreację. – Ale to pieśń przyszłości, na razie nie ma decyzji – mówi Jakub Jarząbek z Urzędu Miasta Katowice.

Spokojnie mogą spać działkowcy z Wrocławia. Dla większości z 30 tys. działek nie ma jeszcze planów zagospodarowania przestrzennego. – Trudno więc mówić o tym, co na tych terenach może powstać – mówi Magdalena Krzyżanowska z toruńskiego magistratu.

Najbardziej klarowną politykę mają władze Gdańska: w ciągu ostatnich latach zlikwidowano tam 15 ogrodów o łącznej powierzchni 100 hektarów. Ich właścicielom wypłacono rekompensaty. – Zamierzamy trzymać się polityki przestrzennej określonej w 2007 roku – pisze Michał Piotrowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku. A to oznacza, że do 2035 roku zniknie większość z 96 tamtejszych ogrodów.

Zostaną tylko te, które ze względów biologicznych i ekologicznych powinny dalej funkcjonować. Marek Piskorski, szef Biura Rozwoju Miasta zastrzega, że proces ten będzie rozłożony na lata. Ale na terenach pozostałych po części ogrodów powstaną ogólnodostępne parki i tereny rekreacyjne.