Dostawcy internetu będą musieli podawać, w jaki sposób mierzą prędkość transmisji danych. To jedna ze zmian przewidzianych w projekcie nowelizacji ustawy – Prawo telekomunikacyjne, który wczoraj przyjęła Rada Ministrów.

Po opisanych przez DGP protestach przedsiębiorców internetowych, którzy ostrzegali, że będą musieli śledzić ruch generowany przez użytkowników na wypadek reklamacji z ich strony, autorzy projektu wycofali się z tej propozycji.

Początkowo zakładał on obowiązek wskazywania w umowach gwarantowanej prędkości. Same umowy na telefon czy internet mają być bardziej przejrzyste i zrozumiałe na tyle, by klienci wiedzieli, co przedsiębiorcy im gwarantują.

Zamiast tego wprowadzili inną formę zabezpieczenia interesu klientów. Jeśli dostawca będzie podawał prędkość transmisji (np. w reklamie czy umowie), to zobowiązany zostanie do poinformowania prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej o metodzie pomiaru szybkości. UKE zaś będzie mógł weryfikować, czy w praktyce deklarowane wartości są osiągane.

Bardziej chronieni będą też użytkownicy smartfonów korzystający z mobilnego internetu. Dzisiaj często się zdarza, że otrzymują oni wysokie rachunki, gdyż przekroczyli wykupione limity i korzystali z sieci po dużo wyższych, niż myśleli, stawkach.

Operatorzy zostaną zmuszeni do oferowania im pakietów transmisji danych, a w przypadku przekroczenia limitów – do natychmiastowego informowania o tym abonentów. Wiedząc o tym, użytkownik będzie świadomy, że dalsze korzystanie z internetu może się wiązać z dużo większymi niż zazwyczaj kosztami.

Same umowy na telefon czy internet mają być bardziej przejrzyste i zrozumiałe na tyle, by klienci wiedzieli, co przedsiębiorcy im gwarantują. Internauci mają też być lepiej informowani o tym, że na ich komputerach instalowane są cookies, czyli małe pliki rejestrujące aktywność w sieci po to, by lepiej dopasować wyświetlane reklamy do zainteresowań użytkowników.

Etap legislacyjny
Rząd przyjął