Rzadko się zdarza, by trybunał musiał orzekać o niekonstytucyjności całej ustawy. Bardzo rzadko skargę składa Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego.

W tym przypadku jednak prof. Lech Gardocki, ówczesny I prezes, stwierdził, że sprzecznych z ustawą zasadniczą przepisów jest tak dużo, że najsensowniej będzie zamiast pojedynczych artykułów zakwestionować całą ustawę o rodzinnych ogrodach działkowych (Dz.U. z 2005 r. nr 16, poz. 1419 z późn. zm.).

Zastrzeżenie budzi przede wszystkim monopol na dysponowanie terenami ogródków działkowych, jaki na mocy ustawy został nadany Polskiemu Związkowi Działkowców (PZD). 

Powołując się na poprzednie wyroki Trybunału, prezes SN stwierdza m.in., że choć ustawa nie stanowi już (w przeciwieństwie do ustawy o pracowniczych ogrodach działkowych z 1981 r.), że PZD zakłada i prowadzi ogrody na zasadzie wyłączności, to z jej art. 10 wynika w praktyce co innego.

Teoretycznie może powstać inne stowarzyszenie działkowców, ale nie ma ono zagwarantowanego przekazania w użytkowanie gruntów, co jest ograniczeniem prawa obywateli do zrzeszania się i stoi w sprzeczności z zasadami wyrażonymi w art. 2 konstytucji: demokratycznego państwa oraz sprawiedliwości społecznej.

Co więcej, przynależność działkowców do PZD jest obowiązkowa, za to nie istnieją precyzyjne uregulowania dotyczące trybu przyznawania im działek.
W opinii SN ustawa nie chroni więc interesów ani działkowców, ani państwa. Działkowcy jednak ostro zaprotestowali. Do TK, a także premiera i parlamentarzystów trafiło tysiące listów w obronie ww. ustawy.

– Nie ma mowy o monopolu. Na terenach gminnych czy Skarbu Państwa również powstają ogrody działkowe, tylko że nie nazywają się rodzinnymi, nie funkcjonują na takich samych zasadach, na jakich funkcjonują nasze ogrody.

Choć muszą wnosić opłaty z tytułu dzierżawy (PZD nie ma tego obowiązku – red.), to nie znaczy, że PZD jest w stosunku do nich uprzywilejowany – mówi Izabela Ożygalska, prezes Zarządu Okręgowego PZD w Łodzi.

PZD zwolniony jest jednak także z podatków od nieruchomości.

– Dostaliśmy grunty, które były gruntami niechcianymi, odłogującymi, będącymi wręcz wysypiskami śmieci. Włożyliśmy dużo pracy w doprowadzenie ich do takiego stanu, w jakim się obecnie znajdują; nikt nam za to nie zapłacił, a gmina nie musiała łożyć na ich utrzymanie.

Zgodnie z prawem jest to przecież zieleń miejska komunalna, więc otwarta dla wszystkich. My się przecież nie zamykamy – tłumaczy Ożygalska.

PZD, który przygotowuje się do protestacyjnej akcji oflagowania ogródków, alarmuje, że ewentualne uchylenie przez TK ustawy może dla działkowców oznaczać utratę prawa do użytkowania działki, prawa do własności altanek czy nasadzeń bez konieczności wypłaty odszkodowania, odebranie przywileju zwolnienia z podatku i faktyczną likwidację ogrodów poprzez przeznaczenie terenów na cele komercyjne.

Stworzono potworka?

W Polsce jest 996 tys ogródków działkowych zajmujących 44 tys hektarów. Ich wartość szacuje się na kilkanaście mld zł. Mimo że grunty formalnie są własnością Skarbu Państwa lub samorządów, to właściciele Ci nie może nimi swobodnie dysponować... bez zgody PZD.

- Konia z rzędem temu kto dokona jedynej możliwej interpretacji art. 17 ustawy, który mówi, że likwidacja rodzinnego ogrodu działkowego odbywa się za zgodą PZD – mówi dr adwokat Zbigniew Banaszczyk, cywilista z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Mamy do czynienia z ustawą, która w istocie rzeczy jest sprzeczna z przepisami, które realizują cele publiczne wyższego rzędu: bezpieczeństwa publicznego, rozwoju państwa (poprzez zapewnienie odpowiedniej komunikacji lub budowę infrastruktury) ochrony zdrowia (poprzez budowę szpitali) etc.

– Nigdy nie wydaliśmy decyzji odmownej, kiedy likwidacja wiązała się z realizacją inwestycji publicznej służącej wszystkim mieszkańcom. To oczywiste, że muszą być trasy szybkiego ruchu, ośrodki zdrowia czy szkoły i nie zatrzymamy rozwoju miasta ogrodami działkowymi. Można i w praktyce daje się pogodzić interes miasta i działkowców – odpiera Eugeniusz Kondracki, prezes PZD.

– Przekazaliśmy tereny pod budowę Trasy Siekierkowskiej w Warszawie, nowych dróg wiodących do lotniska.

W Bydgoszczy zlikwidowany został ogród Swoboda, który dziś miałby 110 lat. Ale na tym terenie powstała biblioteka uniwersytecka. Gdański stadion na Euro 2012 i częściowo infrastruktura stadionu w Poznaniu też zostały zbudowane na byłych terenach działkowców – wylicza.

Co prawda, art. 17 ust.3 ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych wskazuje, że w przypadku braku zgody PZD na przekazanie terenu na cele publiczne stosuje się odpowiednio przepisy wywłaszczeniowe, jednak dotyczy to tylko sytuacji, w których taka inwestycja miałaby powstać dokładnie na terenie działek.

Jeśli jednak np. samorząd chciałby spieniężyć grunty, na których znajdują się ogródki, bo brakuje mu pieniędzy na inwestycje służące mieszkańcom, bądź musi załatać dziurę budżetową, wówczas bezwzględnie musi liczyć na dobrą wolę władz PZD.

– Nie dość więc, że ustawa wyraża głęboką niesprawiedliwość polegającą na tym, że tylko określona grupa obywateli korzysta z przywilejów, to dodatkowo stanowi skuteczny mechanizm blokujący, którego ofiarą stanie się samo państwo.

Uchwalając ustawę w takiej wersji, nasz parlament stworzył podmiot, który nie podlega żadnej kontroli. Nawet w sytuacjach konfliktu z państwową racją stanu – mówi dr Banaszczyk.