Wielu urzędników udziela informacji publicznej w sposób uznaniowy, nie zawsze podchodząc poważnie do obowiązku nakładanego przez przepisy. Pokutuje przekonanie, że grozi im za to jedynie ewentualne postępowanie administracyjne.

– Wiedza o tym, że za nieudostępnienie informacji publicznej grozi odpowiedzialność karna, nie jest wśród urzędników zbyt powszechna – ocenia Krzysztof Izdebski z Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej.

Artykuł 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej, który przewiduje karę do roku więzienia, został przypomniany w rozpoczętym wczoraj przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa procesie. Wytoczył go z prywatnego aktu oskarżenia Grzegorz Pluciński, prezes spółki Mainframe.

Głównym oskarżonym jest Andrzej M., w latach 2008 – 2010 dyrektor Centrum Projektów Informatycznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jest on aresztowany w związku z prowadzonym przez Centralne Biuro Antykorupcyjne śledztwem w sprawie wielomilionowych łapówek za kontrakty informatyczne.

Będzie nowelizacja przepisów
Zmiana ustawy o dostępie do informacji publicznej, doprecyzowanie roli BIP i modelu centralnego repozytorium zapowiedział minister administracji i cyfryzacji Michał Boni podczas zorganizowanej wczoraj debaty. Jak wskazali jej uczestnicy, obecne przepisy są niejasne, niezrozumiałe dla urzędników i zbyt rozproszone po wielu ustawach, by dało się z nich sprawnie korzystać.

W cieniu tych postępowań odpowiada za to, że nie udostępnił umowy zawartej z firmą IBM. Dlaczego prezes Mainframe zdecydował się iść do sądu, mimo że wspomniany kontrakt uzyskał w końcu z innego źródła?

– Trochę dla zasady. Występuję często o dostęp do informacji publicznej zarówno jako przedsiębiorca, jak i jako członek Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z taką arogancją jak w CPI – odpowiada Grzegorz Pluciński.

Jego pełnomocnik, adwokat Bartłomiej Kochlewski, dodaje, że postępowanie urzędników mogłoby sugerować albo ich złośliwość, albo to, że mają coś do ukrycia.

Chodzi o umowę o wartości 38 tys. zł, a więc poniżej progu, od jakiego stosuje się ustawę – Prawo zamówień publicznych. Ze względu na ochronę praw wyłącznych ten stosunkowo niewielki kontrakt stał się później pretekstem do zawierania z wolnej ręki kolejnych, tym razem liczonych już w dziesiątkach milionów złotych umów związanych z tworzeniem rejestru PESEL 2.

Spółka Mainframe wnioskowała o udostępnienie jej umów związanych z wszystkimi postępowaniami o udzielenie zamówienia publicznego, w których brały udział firmy z grupy IBM. Przekazano jej część kontraktów, ale nie ten pierwszy.

– Był zawarty poza ustawą – Prawo zamówień publicznych, dlatego nie mogłem go udostępnić, bo nie został objęty wnioskiem – przekonywał na poniedziałkowej rozprawie Andrzej M.

Oskarżyciel przekonywał zaś, że wniosek był sformułowany szeroko i dotyczył wszystkich dokumentów, także tych związanych z przygotowaniami postępowań o udzielenie zamówień. A skoro pierwszy kontrakt był powodem, by kolejne umowy zawierać z wolnej ręki, powinien zostać udostępniony.

Zarówno Andrzej M., jak i współoskarżony Piotr K. zaznaczyli, że nie pamiętali tej sprawy i przypomnieli ją sobie dopiero po przeczytaniu aktu oskarżenia. Tłumaczyli, że oni nie tyle podejmowali odmowne decyzje, ile akceptowali sugestie swoich pracowników, i to po zasięgnięciu opinii zewnętrznej kancelarii prawnej.

Adwokata Kochlewskiego zastanowiło, dlaczego w takim razie w decyzjach nie odnotowano, kto jeszcze poza podpisanymi pod nimi oskarżonymi zajmował się sprawą.

– Nie znam przepisu, który by coś takiego nakazywał. Moim zdaniem byłby on bez sensu – mówił Andrzej M.

Tymczasem zgodnie z art. 16 ust. 2 pkt 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej uzasadnienie decyzji o odmowie udostępnienia informacji musi zawierać imiona, nazwiska i funkcje osób, które zajęły stanowisko w toku postępowania.

Proces został odroczony do czerwca.