Administracja państwowa musi gromadzić pewne dane swoich obywateli. Dzięki temu wiadomo, kto przebywa na terytorium państwa, jak przebiegają granice prywatnych nieruchomości, jaką działalnością zajmuje się dany przedsiębiorca. Jednak rejestrów, w których przetwarzane są dane obywateli, jest tak dużo, że ciężko je zliczyć. Przepisy przyznają instytucjom bardzo szeroki dostęp do naszych danych. W efekcie informacje te mogą posłużyć nie tylko do zapewnienia społeczeństwu bezpieczeństwa, lecz także do bardzo wnikliwej inwigilacji obywateli. Wprawdzie zebranie takich informacji wymaga wysiłku, bo nie są one zgromadzone w jednym miejscu, tylko porozrzucane w wielu różnych bazach danych, jednak istnieją rozwiązania, które umożliwiają ich połączenie.

Służby wiedzą najwięcej

Policja, prokuratura, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Centralne Biuro Śledcze mają dostęp do danych o naszych połączeniach telefonicznych. Dzięki temu są w stanie ustalić, że pan X kontaktował się z panem Y w konkretnym dniu i o danej godzinie, co pozwala udowodnić niektóre przestępstwa. Z tym że przepisy ustawy z 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne każą gromadzić te dane firmom telekomunikacyjnym, a nie państwowym służbom. Firmy muszą je przechowywać przez dwa lata, by w razie potrzeby służby mogły wystąpić o ich udostępnienie.

Problem z retencją danych telekomunikacyjnych, czyli ich przechowywaniem, polega na tym, że polskie regulacje umożliwiły bardzo szeroki dostęp do nich. Zgodnie z art. 180a ustawy – Prawo telekomunikacyjne operatorzy muszą przekazywać dane uprawnionym podmiotom, a także Służbie Celnej, sądowi i prokuratorowi. Tak skonstruowany przepis powoduje, że krąg uprawnionych jest bardzo szeroki. Brak zawężenia powoduje, że przepisy są wykorzystywane nie tylko w poważnych sprawach karnych. Po dane mogą sięgnąć nawet sądy cywilne, np. w sprawach rozwodowych. W ten sposób gromadzone informacje, które miały służyć walce z przestępczością, stały się orężem w walce skłóconych małżonków.

Dane, jakie przez dwa lata muszą przetrzymywać firmy, to numery telefonów, z którymi łączył się właściciel telefonu, czy czas trwania rozmowy. To nawet informacje o stacjach przekaźnikowych, w zasięgu których znajdował się telefon, jak i aparat, na którym odebrano rozmowę. Dzięki temu można ustalić, gdzie znajdowały się rozmawiające ze sobą osoby.

Ten sam przepis prawa telekomunikacyjnego zmusza operatorów do gromadzenia na potrzeby służb nie tylko danych o naszych połączeniach telefonicznych. Zbierają także informacje o ruchu w internecie, np. o tym, kto i kiedy wchodził na dany serwer. Nie oznacza to jednak, że każdy, kto chce, może zdobyć takie dane. Nawet sądy muszą kierować zapytania do operatorów o udostępnienie informacji.