Jako środowisko znaleźliśmy się w ekstremalnej sytuacji, a takie sytuacje wymagają nieraz zdecydowanych rozwiązań - mówi Andrzej Zwara, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.
Reklama
Adwokaci od dłuższego czasu nie mają dobrej prasy. Nasila się przeświadczenie społeczne, że etyka adwokacka to tylko puste hasło.
Zdajemy sobie sprawę, że otwarcie dostępu do zawodu adwokata spowodowało, że togę adwokacką nosi dziś wiele osób, które nie zostały przeszkolone z zakresu etyki adwokackiej i zasad odpowiedzialności dyscyplinarnej. Sędziowie, prokuratorzy, wykładowcy akademiccy mogą zasilić szeregi adwokatury, a znają jedynie etykę sędziowską, prokuratorską, nauczyciela akademickiego. W skład struktury środowiska adwokackiego wchodzi też 60 proc. osób, które co prawda ukończyły naszą aplikację, ale mają bardzo krótki staż zawodowy – nie dłuższy niż cztery lata.
Skąd to przekonanie, że to właśnie te grupy są odpowiedzialne za pogorszenie wizerunku adwokatów?
Sądy są zalewane sprawami dyscyplinarnymi. I niestety wpływają one przede wszystkim przeciwko osobom, które nie przeszły naszego szkolenia zawodowego. Stanowią one znaczną część wszystkich skarg wpływających do rzeczników dyscyplinarnych.

Reklama
Co zamierza zrobić adwokatura, aby tych postępowań dyscyplinarnych było mniej?
Skoro nasz ustawodawca liberalizuje dostęp do zawodu adwokata i przymyka oko na to, że często do zawodu przychodzą ludzie nieprzygotowani w zakresie znajomości zasad etyki zawodowej adwokata, to postanowiliśmy sami ułatwić takim osobom zapoznanie się z nimi. Niegdyś środowisko adwokackie było mniejsze i pewne rzeczy były dla ludzi oczywiste. Nie trzeba było ich przelewać na papier. Okazuje się jednak, że w dzisiejszej rzeczywistości zapisy kodeksu etyki, które mają tak lakoniczny charakter, nie zdają egzaminu.
Zamierzacie więc zmienić zapisy kodeksu etyki?
Tak, zmusiła nas do tego obecna sytuacja. Do niedawna jedyną drogą dojścia do zawodu adwokata była aplikacja. Samorząd więc od samego początku kontrolował sposób wychowania przyszłych adwokatów. Dziś jest inaczej i musimy odpowiadać na nowe wyzwania.
W jakim kierunku idą zmiany?
Polegają przede wszystkim na doprecyzowaniu kluczowych pojęć. Adwokatom, którzy nie przeszli naszego szkolenia, i całej rzeszy młodzieży prawniczej, która dopiero zaczyna stawiać kroki w tym zawodzie, chcemy dać instrukcję i rozwiać wątpliwości, w jaki sposób interpretować dane zapisy kodeksu etyki.
Może pan podać przykład takiego doprecyzowania?
Wprowadzimy np. zapis, który na pierwszy rzut oka wydaje się kuriozalny: każdy adwokat w każdej sytuacji musi przestrzegać zasad etyki. Wydaje się to absurdalne, jednak duża część kolegów nie rozumie, że etyka zawodowa obowiązuje nie tylko przy wykonywaniu czynności zawodowych, ale i w życiu prywatnym.
Skończą się więc takie sytuacje, jak głośna sprawa adwokata, który chwalił się, że będzie prowadził samochód, mimo iż policja odebrała mu prawo jazdy?
Taki jest cel tej noweli. Jeżeli wskażemy w kodeksie etyki, jakie zachowania są niedopuszczalne, to nikt już nie będzie się mógł tłumaczyć, że inaczej zinterpretował tę czy inną zasadę. To leży także w interesie publicznym. Dzięki zmianom adwokaci unikną także rozczarowań w kontaktach z sądami dyscyplinarnymi i nie będą już zaskoczeni, że za takie czy inne zachowanie poniosą odpowiedzialność dyscyplinarną.
Jak te zmiany są przyjmowane w środowisku?
Część środowiska uważa, iż pewne rzeczy są oczywiste, a kazuistyka nie jest tutaj potrzebna. Jako środowisko znaleźliśmy się jednak w ekstremalnej sytuacji, a takie sytuacje wymagają nieraz zdecydowanych rozwiązań. Zmiany zostały już przygotowane przez komisję etyki, a zostaną przedstawione do akceptacji 19 listopada na posiedzeniu plenarnym Naczelnej Rady Adwokackiej.
To będzie też moment, w którym rozliczy się pan z pierwszego roku kierowania adwokaturą. Co w tym czasie udało się zrobić?
To był bardzo pracowity rok. Zajęliśmy się problemem retencji danych osobowych. Komisja Praw Człowieka Naczelnej Rady Adwokackiej przedstawiła raport o nadużywaniu prawa przez służby państwowe w zakresie inwigilacji obywateli. Na ten temat zorganizowaliśmy również konferencję naukową. Rozpoczęliśmy projekt promocji ubezpieczeń ochrony prawnej. Przedstawiliśmy rządowi projekt zmian kodeksu spółek handlowych tak, by go doprecyzować, żeby odpowiadał wyzwaniom współczesnych procesów rynkowych. Pracowaliśmy również nad ulepszeniem funkcjonowania samorządu adwokackiego. Musieliśmy uporać się z problemami będącymi wynikiem zliberalizowania przepisów o dostępie do zawodu adwokata. Obecnie adwokatura jest w fazie ogromnych przeobrażeń. Liczba adwokatów i aplikantów rośnie w szybkim tempie. Mamy w tej chwili ponad 10 tys. adwokatów i ponad 5 tys. aplikantów. Taka rzesza ludzi generuje pewne problemy. Pierwszym jest pauperyzacja środowiska adwokackiego. Drugim skuteczne mobilizowanie adwokatów, by podnosili kwalifikacje i jednocześnie działali zgodnie z wymogami etyki zawodowej.
Adwokaci biednieją?
Tak. Może mniej widać to w Warszawie, wśród dużych, międzynarodowych kancelarii. Jednak 90 proc. rynku to kancelarie małe: jedno-, dwuosobowe. I to właśnie one zaczynają borykać się z problemami. Wzrasta przecież nie tylko liczba adwokatów, ale także radców prawnych. Poza tym jest bardzo szeroki rynek usług prawnych świadczonych przez osoby, które nie są nawet prawnikami.



Czy władze palestry mają pomysł, jak powstrzymać ten proces?
Chcemy zdynamizować rynek pomocy prawnej. Przeprowadziliśmy badania, z których wynika, że adwokaci, radcy prawni oraz inne osoby, które świadczą usługi prawne, obsługują łącznie nie więcej niż 19 proc. polskich obywateli. Co ciekawe nie wynika to z faktu, że naszego społeczeństwa nie stać na taką pomoc, ale z bardzo niskiej świadomości prawnej. Ludzie nie są przyzwyczajeni do korzystania z pomocy prawnika. Często zwracają się do niego zbyt późno. Profilaktyka prawna praktycznie nie istnieje. To powoduje, że rynek ten jest niezwykle pasywny.
Ale w jaki sposób chcą państwo zachęcić społeczeństwo do korzystania z usług prawników?
Rozpoczęliśmy realizację programu społecznego tzw. ubezpieczeń prawnych. Polega on na wprowadzeniu do Polski rozwiązań znanych w krajach Europy Zachodniej. W niektórych ponad 80 proc. dorosłych obywateli jest objętych ubezpieczeniem ochrony prawnej, na wypadek znalezienia się w takiej sytuacji, że trzeba skorzystać z pomocy prawnika, np. w sporze z pracodawcą czy w rozwiązaniu konfliktów rodzinnych. W sprawie ubezpieczeń prawnych podpisaliśmy porozumienie z firmą Concordia. Inni ubezpieczyciele także są zainteresowani współpracą. Chcieliśmy w ten sposób ucywilizować rynek ubezpieczeń prawnych. Zgodnie z porozumieniem Concordia zobowiązała się do szerszego oferowania klientom tego typu produktu. Ponadto ubezpieczyciel będzie im udzielał informacji co do możliwości skorzystania z pomocy prawnika. Zapraszamy też do współpracy inne firmy ubezpieczeniowe.
Czy posiadacz takiego typu pakietu ubezpieczeniowego sam decyduje o wyborze prawnika?
Oczywiście, od ubezpieczyciela natomiast dostaje rzetelną informację, jaki adwokat w jakiej dziedzinie się specjalizuje. To ma pomóc podjąć decyzję tym klientom, którzy są zupełnie niezorientowani, kto mógłby im w tej konkretnej sprawie pomóc. Choć oczywiście klient może wybrać sobie innego prawnika, który na takiej liście nie figuruje.
Jak wielu ludzi zainteresowanych jest takim ubezpieczeniem?
Z naszych danych wynika, że w Polsce mniej niż 1 proc. obywateli korzysta z tego typu ubezpieczenia.
To niezbyt dużo.
Projekt rozpoczęliśmy w styczniu, jesteśmy więc w jego początkowej fazie. Obliczyliśmy go na pięć do dziesięciu lat. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby udało się dojść do poziomu Niemiec, gdzie ubezpiecza się ok. 70 proc. obywateli. Ale żeby to osiągnąć, moim zdaniem musi upłynąć co najmniej 10 – 15 lat. Są kraje. gdzie ten odsetek jest jeszcze wyższy niż w Niemczech. W krajach skandynawskich ubezpieczenia prawne ma 90 proc. społeczeństwa.
Czy ten projekt ma być remedium na problem braku dostępu obywateli do wymiaru sprawiedliwości?
Po części tak, aczkolwiek wbrew powszechnym mitom ten dostęp nie jest ograniczany wynagrodzeniami prawniczymi. Ogromna liczba prawników działających na rynku znacznie przecież obniżyła swoje stawki.
To co w takim razie powoduje, że ten dostęp w naszym kraju nadal jest tak utrudniony?
Koszty sądowe. Są one jednymi z najwyższych w Europie. Nie wiedzieć dlaczego obywatele, którzy przecież płacą podatki przeznaczane także na wymiar sprawiedliwości, muszą dodatkowo ponosić tak wysokie koszty wpisów sądowych.
A czy takie ubezpieczenie prawne pokrywa również koszty sądowe?
Tak, obejmuje ono zarówno wynagrodzenie adwokata, jak i wpisy sądowe. Jest to społecznie bardzo użyteczny projekt, bowiem rozkłada w czasie koszty dostępu do wymiaru sprawiedliwości, a często jest przecież tak, że postępowanie przed wymiarem sprawiedliwości dotyczy spraw i kłopotów majątkowych i kolejny wydatek na koszty sądowe oznaczać może niemały problem.
Z jakim wydatkiem muszą się liczyć osoby, które zdecydują się wykupić takie ubezpieczenie?
To nie są wysokie sumy. Np. w sprawach pracowniczych składka wynosi 15 zł miesięcznie. To jest koszt w granicach 170 zł rocznie. Ale w sytuacji utraty pracy i sporu z pracodawcą ubezpieczyciel pokrywa swojemu klientowi koszty sądowe plus honorarium prawnika. Gdyby taka osoba ubezpieczenia nie miała, musiałaby ponieść wydatki rzędu 2 – 3 tys. zł.
Czy ubezpieczenia to jedyny sposób na rozruszanie rynku usług prawnych?
Drugim pomysłem jest utworzenie Centrum Mediacji. Dziś w Europie mediacja i arbitraże są sposobem na to, żeby obywatel mógł w jak najmniejszym stopniu korzystać z sądu. Proces sądowy to jednak procedura konfliktogenna i sformalizowana. Lepiej jest więc jak najwięcej spraw załatwiać w sposób polubowny.
Na czym dokładnie polega ten projekt?
W ramach Centrum Mediacji mają zostać stworzone struktury na terenie naszych 24 izb. Adwokaci, którzy będą chcieli się specjalizować w tej dziedzinie, będą wpisywali się na odpowiednie listy. Dzięki temu obywatele będą wiedzieli, gdzie w danych okolicznościach należy się skierować, aby uniknąć sądu.