Przepis ograniczający prawo do informacji publicznej jest niejasny, zbyt szeroki i wprowadzony mimo braku realnej potrzeby - uważają prawnicy, zajmujący się tą problematyką. Rząd wskazuje, że ostatnie zmiany są w interesie państwa i obywateli.

Nowelizacja ustawy o dostępie do informacji publicznej została uchwalona w ubiegłym tygodniu. Według przyjętej przez Sejm na ostatnim etapie prac legislacyjnych poprawki Senatu możliwe będzie ograniczenie prawa do informacji ze względu na "ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa". Zmiana ta spowodowała protesty organizacji pozarządowych, m.in. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Apelują one do prezydenta Bronisława Komorowskiego o zawetowanie tych zmian lub skierowanie ich do Trybunału Konstytucyjnego. O weto apeluje też opozycja.

Według wprowadzonej poprawki dostęp do informacji publicznej podlegałby ograniczeniu, gdyby udostępnienie informacji miało osłabić "zdolność negocjacyjną Skarbu Państwa w procesie gospodarowania jego mieniem albo zdolność negocjacyjną RP w procesie zawierania umowy międzynarodowej" lub "utrudniłoby w sposób istotny ochronę interesów majątkowych RP w postępowaniu przed sądem, trybunałem lub innym organem orzekającym".

Prezydent zapowiedział we wtorek, że rozważa podpisanie noweli ustawy o dostępie do informacji publicznej, a następnie skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego w ramach tzw. kontroli następczej. Jak tłumaczył w rozmowie z PAP, ma zastrzeżenia co do trybu prac nad ustawą. Ocenił, że "Senat nie powinien występować w roli inicjatora zmiany na tym etapie prac legislacyjnych".

Reklama

Komorowski wskazał jednocześnie, że celem nowelizacji było wprowadzenie do polskiego prawa unijnej dyrektywy o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej. Dlatego - jak zaznaczył - jeśli nie zastosujemy się do tej dyrektywy, to Polsce będzie groził proces i wyrok skazujący na zapłacenie bardzo poważnej kary finansowej. Termin implementacji dyrektywy UE minął w lutym 2005 r.

Adam Bodnar z Fundacji Helsińskiej powiedział PAP, że wątpliwości odnośnie ustawy nie dotyczą jedynie trybu wprowadzenia dyskusyjnej poprawki. Według niego, przede wszystkim przepis ten jest nieprecyzyjny i trudny w interpretacji, nie było także potrzeby jego wprowadzenia. "Rząd nie wskazał przykładów, żeby z powodu obecnych przepisów interes gospodarczy państwa był kiedykolwiek zagrożony" - zaznaczył. Dodał, że zaskarżenie ustawy przez prezydenta do TK w ramach kontroli następczej nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż przepisy będą obowiązywać do czasu rozpoznania sprawy przez Trybunał.

Reklama

O celowości uzupełnienia przepisów o przyjętą poprawkę mówił we wtorek minister w kancelarii premiera Michał Boni. "Państwo można traktować jako obcy twór, a można traktować jako emanację obywateli do chronienia interesu publicznego. (...) Te zmiany, które znalazły się w rządowym projekcie skierowanym do parlamentu, mówiły o ograniczeniach w dostępie do informacji nie ze względu na widzimisię władzy, tylko ze względu na pojmowanie interesu publicznego" - zaznaczał.

"My spieramy się teraz o porządek, który buduje nowa ustawa; w starym porządku ustawowym urzędnikowi łatwiej było trochę mataczyć, żeby wywinąć się od udzielenia odpowiedzi i powiedzieć, że jakaś informacja jest niedostępna" - ocenił Boni. Dlatego, jak dodał, według niego ostatnia nowelizacja "jest przełomem".

Boni dodał, że obecne uregulowania dotyczące na przykład ochrony informacji niejawnych nie rozwiązują wszystkich kwestii związanych z ochroną wrażliwych danych, gdyż nadawanie klauzul tajności na mocy tych przepisów jest procedurą skomplikowaną, a dostęp do informacji objętej taką klauzulą także wymaga przejścia odpowiedniej procedury. "Czy w związku z tym każdy prawnik w Polsce powinien się ubiegać o dostęp do informacji niejawnych?" - pytał Boni.

Według prof. Teresy Górzyńskiej z Instytutu Nauk Prawnych PAN przepis wprowadzony poprawką Senatu jest jednak trudny w interpretacji. "Ten przepis nie jest na tyle jasny, by można było spokojnie powiedzieć, gdzie jest granica" - powiedziała PAP. Jej zdaniem, choć prawo nigdy nie jest absolutnie precyzyjne, to w tym przypadku została zostawiona "zbyt duża możliwość ograniczania prawa do informacji".

Prof. Górzyńska, która jest autorką jednej z pierwszych polskich książek o informacji publicznej, przyznaje, że pojęcie to nie ma precyzyjnej definicji. "Są to wszystkie informacje w sprawach publicznych, co właściwie niewiele mówi. Natomiast dla tych, którzy zajmują się informacją publiczną, to pojęcie zostało dobrze określone w orzecznictwie, zwłaszcza NSA. Mniej więcej wiemy, co to jest, ale za każdym razem trzeba się zastanowić, każdy przypadek rozpatrzyć" - tłumaczyła.

Według Górzyńskiej wprowadzenie do ustawy dyskusyjnej poprawki "powoduje złą atmosferę". Oznacza też pogłębienie - jak powiedziała - występującej od dawna tendencji do dalszego ograniczania prawa do informacji publicznej. "To jest już furtka do niepotrzebnego zastanawiania się: +Mogę ujawnić czy nie mogę ujawnić?+. Orzecznictwo już jednak sporo wyjaśniło, więc moim zdaniem to skomplikuje sprawę" - oceniła.

Kontrowersyjna poprawka, zgłoszona w ostatniej chwili przez senatora Marka Rockiego (PO), nie była wymagana przez zalecenia unijne. Zmiana ta przypomina inny przepis, który był w rządowym projekcie noweli skierowanym do Sejmu, ale - pod naciskiem organizacji pozarządowych oraz PiS i SLD - został wykreślony przez posłów pracujących nad projektem w sejmowej podkomisji. Wówczas chodziło o ograniczenie dostępu do takich informacji, jak m.in. analizy prywatyzacyjne zlecane przez MSP dla potrzeb gospodarowania mieniem Skarbu Państwa (w tym jego komercjalizacji i prywatyzacji) oraz instrukcje negocjacyjne.

W dotychczasowym brzmieniu ustawa nie pozwala na dostęp do danych, które są chronione przez przepisy o ochronie informacji niejawnych lub innych tajemnic (np. lekarskiej albo adwokackiej).

Nowelizacja wykreśliła także z ustawy artykuł umożliwiający w niektórych przypadkach odwołanie się od odmowy udostępnienia informacji publicznej do sądu powszechnego (taki tryb przysługiwał w sytuacji odmowy udzielenia informacji ze względu na "ochronę danych osobowych, prawo do prywatności oraz tajemnicę inną niż informacja niejawna, tajemnica skarbowa lub tajemnica statystyczna"). Po zmianie, w nowej ustawie, pozostał jedynie tryb złożenia skargi do sądu administracyjnego.

Przepis ten także wzbudził kontrowersje, krytycznie oceniła go m.in. Krajowa Rada Sądownictwa. "Podmiot w sytuacji, gdy podstawą odmowy udostępnienia informacji publicznej jest ochrona dóbr, co do których właściwy jest sąd powszechny, korzysta z silniejszej ochrony prawnej" - zaznaczyła w lipcu KRS.

Górzyńska zwróciła jednak uwagę, że w dziedzinie informacji publicznej orzecznictwo sądów administracyjnych wydaje się znacznie obszerniejsze niż sądów powszechnych. "Wiem, że jest taki argument, że sądy powszechne robią to szlachetniej, jednak przede wszystkim kontrolę nad administracją publiczną powinny sprawować sądy administracyjne" - powiedziała.

Nowelizacja wprowadziła ponadto rozróżnienie "dostępu do informacji publicznej", co uznano za prawo polityczne, od "ponownego wykorzystania informacji publicznej", co uznane zostało za prawo gospodarcze. Podstawowym nośnikiem informacji publicznych do ponownego wykorzystania będzie Biuletyn Informacji Publicznej (BIP). Informacje tam zamieszczone będzie można wykorzystywać bezwarunkowo, chyba że wyraźnie zostaną tam zapisane warunki udostępnienia (np. informacja o opłacie). W przypadku użycia do celów niekomercyjnych, zasadą ma być przekazywanie informacji nieodpłatnie.

Dla informacji uznanych za szczególnie ważne dla rozwoju innowacyjności ma być stworzone specjalne repozytorium, które będzie służyć do łatwego wyszukiwania i zdobywania tego typu informacji. Repozytorium umożliwi centralne gromadzenie danych. Do informacji ważnych ze względu na rozwój innowacyjności zaliczono w szczególności: dane geograficzne, demograficzne, wyniki wyborów, dane o produkcji i zużyciu energii, budżetowe i podatkowe, dotyczące działalności gospodarczej, ochrony i zanieczyszczenia środowiska, zdrowotne, prawne oraz edukacyjne.

Wykreślenia przepisów odnoszących się do repozytorium postulował PiS, który wskazywał m.in. na duże koszty utworzenia tego zasobu. Poprawki dotyczące tej kwestii zostały jednak odrzucone podczas prac legislacyjnych.

W Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech i Włoszech prawo przewiduje szeroki dostęp do informacji publicznej. Czasem dopuszcza się wyjątki w celu ochrony bezpieczeństwa lub interesów gospodarczych kraju. Od decyzji o odmowie ujawnienia informacji można się odwołać.