Według pracownika policyjnego Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego cały problem z przeterminowanymi zestawami do pobierania próbek DNA jest tajemnicą poliszynela.

– Komuś było szkoda publicznych pieniędzy i nie wycofał próbek. Ale są komendanci, którzy dostrzegli problem i kupili nowe zestawy, pozbywając się przeterminowanych – mówi nasz rozmówca, proszący o zachowanie anonimowości.

W 2004 roku policja kupiła ogromną liczbę zestawów licząc, że zbuduje bazę danych DNA, pobierając próbki od niemal każdego podejrzanego. Rok później Trybunał Konstytucyjny przyznał rację ówczesnemu rzecznikowi praw obywatelskich, profesorowi Andrzejowi Zollowi, który zaskarżył tak masowe gromadzenie wrażliwych informacji.

– Z pobieranych 200 tysięcy rocznie próbek zeszliśmy do ok. 10 tysięcy. Czyli kupione wtedy zestawy wystarczą na minimum 20 lat – mówi oficer policji.

Po wyroku TK zmieniła się generalna zasada dotycząca pobierania próbek. Teraz policjanci wykonują je tylko w przypadku, gdy materiał DNA ma bezpośrednie znaczenie dla śledztwa i jego rozwiązania. To oznacza, że baza danych nie jest zasilana już np. próbkami pochodzącymi od pijanych kierowców czy osób podejrzanych o popełnienie przestępstw ekonomicznych.

Według naszych rozmówców nie jest wykluczone, że w wyniku użycia przeterminowanych zestawów wyniki badań były nieprawidłowe.

Z podobnym problemem przed kilku laty borykał się niemiecki wymiar sprawiedliwości. W tym przypadku wadliwe zestawy do pobierania próbek DNA doprowadziły do poszukiwania najniebezpieczniejszego w historii Niemiec kryminalisty. Jego ślady ujawniono na miejscu wielu zbrodni, w tym kilkunastu zabójstw. Dopiero po skrupulatnym śledztwie okazało się, że była to wina użycia właśnie wadliwych zestawów.

Jednak przeprowadzenie dokładnej analizy tego, które dowody są zaewidencjonowane w sądzie na podstawie przeterminowanych zestawów, utrudnia ogromnie sama procedura pobierania DNA do badań.

– Zajmują się tym policjanci prowadzący śledztwa. Rozrywają oni opakowanie i pobierają tzw. wymaz, który następnie przesyłają do badań w laboratoriach – tłumaczy „DGP” doświadczony oficer policji. Tymczasem termin ważności zestawu jest umieszczony tylko na opakowaniu – laboranci dostają jedynie fiolkę zawierającą próbkę.

Próbowaliśmy się skontaktować z producentem zestawów, jednak osoby odpowiedzialne za kontakty z mediami były nieosiągalne.