Trwa spór dotyczący sposobu kupowania programów informacji prawnej. Urząd Zamówień Publicznych uważa, że konieczne są przetargi. Arbitrzy dopuszczają natomiast tryb z wolnej ręki.
Urzędy, sądy i prokuratury nie wiedzą, co robić przy udzielaniu zamówień na programy informacji prawnej. Urząd Zamówień Publicznych i Krajowa Izba Odwoławcza – dwie najważniejsze instytucje na rynku zamówień publicznych – mają kompletnie różne zdanie w sprawie trybu nabywania programów. UZP stawia na konkurencję. Twierdzi, że konieczne są przetargi i nie wolno stosować zamówienia z wolnej ręki, czyli trybu, w którym umowa jest negocjowana tylko z jednym, dowolnie wybranym wykonawcą. Problem w tym, że zupełnie inne zdanie w tej sprawie mają arbitrzy z KIO. Podważają wyniki kontroli prezesa UZP. W podobnym duchu rozstrzygają też odwołania wykonawców.
– Jesteśmy zupełnie zdezorientowani. Arbitrzy dopuszczają stosowanie trybu zamówienia z wolnej ręki. Natomiast UZP daje wyraźny sygnał, że w razie kontroli zakwestionuje tę ścieżkę – narzeka zdezorientowany szef wydziału zamówień w jednym z sądów.
Podkreśla, że wybiera zamówienie z wolnej ręki, bo to tryb wygodny i szybki. Dużą rolę odgrywa też przyzwyczajenie do konkretnego programu. – Jak w sądzie od lat wszyscy pracują na jednym programie, trudno ich przekonać do innego, choćby równie dobrego – argumentuje.
– W tym sporze rację ma prezes UZP. Na rynku są trzy poważne wydawnictwa, które mogą ze sobą normalnie konkurować – ocenia jeden z adwokatów działających na rynku usług publicznych.
Jednak porównując znaczenie opinii UZP i orzecznictwa KIO, wskazuje, że większe znaczenie dla każdego uczestnika rynku mają wyroki arbitrów.

Tylko konkurencja

Zamawiający niechętnie stosują przetargi przy wyborze bazy informacji prawnej. Niedawno pisaliśmy, jak Ministerstwo Sprawiedliwości od lat daje zlecenia jednemu z wydawnictw na zasadzie zamówienia z wolnej ręki.
UZP skontrolował pod tym kątem do tej pory: Narodowy Fundusz Zdrowia, Ministerstwo Finansów, Agencję Rynku Rolnego, Najwyższą Izbę Kontroli i ZUS. We wszystkich przypadkach stwierdził naruszenie przepisów. Uznał, że bezpodstawnie zastosowano niekonkurencyjny tryb. Także w swoich oficjalnych zaleceniach Urząd Zamówień Publicznych rekomenduje wszystkim zamawiającym zakupy tylko w otwartych przetargach. Zdaniem prezesa UZP również w przypadku aktualizacji programów informacji prawnej nie należy pomijać przetargów.
Według UZP także zamawiający, którzy mają bezterminową licencję na korzystanie z jednej bazy, w przypadku udzielania zamówienia na dostęp do aktualnej informacji prawnej muszą tak ustalić warunki, aby umożliwić złożenie ważnych ofert także innym wykonawcom.



Można bez przetargu

Inna linia dominuje z kolei w orzecznictwie arbitrów z KIO. Ich zdaniem stosowanie zamówienia z wolnej ręki jest dopuszczalne. Z tego powodu izba, rozstrzygając zastrzeżenia do wyników kontroli UZP, staje nie po stronie UZP, ale po stronie skontrolowanych NIK, ARR, NFZ. Tylko w przypadku kontroli ZUS zgodziła się z wynikami ogłoszonymi przez prezesa UZP.
– Izba wyrażała opinię w zakresie dopuszczalności zastosowania trybu zamówienia z wolnej ręki na zakup aktualizacji systemu informacji prawniczej czterokrotnie, rozpoznając zastrzeżenia od wyniku kontroli prezesa UZP. W jednym przypadku nie uwzględniła tych zastrzeżeń z uwagi na wygaśnięcie licencji zarówno do oprogramowania bazowego, jak i aktualizacji oraz niewykazanie przez zamawiającego, że nie istnieją rozwiązania równoważne do zamawianego – wyjaśnia Agnieszka Trojanowska, arbiter, rzecznik prasowy KIO.
Izba zwykle dopuszczała zastosowanie zamówienia z wolnej ręki, gdy zamawiający miał bezterminową licencje i gdy potrzebował szczególnego rodzaju bazy aktów prawnych, który oferował na rynku wyłącznie jeden wydawca.
Izba przesądziła o dopuszczalności stosowania wolnej ręki, także rozpatrując odwołania przedsiębiorców, którzy kwestionowali stosowanie niekonkurencyjnego trybu (sygn. akt KIO 487/10 i KIO/577/10). Stanowisko izby wyrażone w wyrokach podzielił także Sąd Okręgowy w Warszawie w sprawie sygn. akt V Ca 1396/10.
Sądy i prokuratury powinny same przeprowadzać przetargi
Jerzy Pieróg, adwokat, Jerzy T. Pieróg Kancelaria Prawna
Z umowy między Ministerstwem Sprawiedliwości a jednym z wydawnictw informacji prawnej wynika, że wydawnictwo w okresie obowiązywania umowy dotrzyma warunków dostawy, ceny i innych wynegocjowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości także wobec pozostałych jednostek resortu. Z prawnego punktu widzenia taki zapis nie jest w żaden sposób wiążący, ale może być wykorzystywany jako element nacisku na zawarcie umowy z konkretnym wykonawcą systemu informacji prawnej. Zawarcie takiego zapisu w umowie z wykonawcą całkowicie pomija regulacje prawa zamówień publicznych. Jednostki resortu sprawiedliwości są zamawiającym w rozumieniu tej ustawy i zobowiązane są do stosowania jej procedur przy udzielaniu zamówień publicznych. Dostawców systemów informacji prawnej jest kilku, w związku z czym powinni oni przeprowadzić samodzielnie postępowania w trybie konkurencyjnym. Wynegocjowane przez ministerstwo ceny i inne uzgodnienia nie mogą w tych postępowaniach w ogóle być brane pod uwagę.
Każdy z oferowanych programów informacji prawnej jest inny

Monika Kucharczyk, prawnik z kancelarii Salans

Organizatorom przetargu trudno jest opisać zamówienie bez wymieniania konkretnych znaków towarowych.
Najbardziej popularne na rynku programy informacji prawnej to Lex, Legalis oraz LexPolonica. Ponieważ każdy z tych programów różni się od siebie, np. zakresem i rodzajem orzecznictwa, obszernością komentarzy doktryny, podziałem tematycznym, metodologią, bardzo często zdarza się, że ośrodki zajmujące się stosowaniem prawa (sądy, urzędy) chcą nabyć wszystkie trzy programy w celu zapewnienia jak najszerszej i najpełniejszej pomocy prawnej. Stosując postulowane przez UZP procedury konkurencyjne, teoretycznie można rozwiązać ten problem i dokonać zakupu wszystkich trzech programów, dzieląc zamówienie publiczne na części. Skoro jednak każda część zamówienia dotyczyłaby innego programu, niemożliwe lub niezwykle utrudnione wydaje się opisanie przedmiotu zamówienia, tak aby nie wskazywać na konkretny rodzaj programu. Jest to paradoksem o tyle, że w istocie chodzi właśnie o program konkretnego wykonawcy.