Trwa spór dotyczący sposobu kupowania programów informacji prawnej. Urząd Zamówień Publicznych uważa, że konieczne są przetargi. Arbitrzy dopuszczają natomiast tryb z wolnej ręki.
Urzędy, sądy i prokuratury nie wiedzą, co robić przy udzielaniu zamówień na programy informacji prawnej. Urząd Zamówień Publicznych i Krajowa Izba Odwoławcza – dwie najważniejsze instytucje na rynku zamówień publicznych – mają kompletnie różne zdanie w sprawie trybu nabywania programów. UZP stawia na konkurencję. Twierdzi, że konieczne są przetargi i nie wolno stosować zamówienia z wolnej ręki, czyli trybu, w którym umowa jest negocjowana tylko z jednym, dowolnie wybranym wykonawcą. Problem w tym, że zupełnie inne zdanie w tej sprawie mają arbitrzy z KIO. Podważają wyniki kontroli prezesa UZP. W podobnym duchu rozstrzygają też odwołania wykonawców.
– Jesteśmy zupełnie zdezorientowani. Arbitrzy dopuszczają stosowanie trybu zamówienia z wolnej ręki. Natomiast UZP daje wyraźny sygnał, że w razie kontroli zakwestionuje tę ścieżkę – narzeka zdezorientowany szef wydziału zamówień w jednym z sądów.