Tryb odwoławczy od decyzji szefów służb specjalnych to novum w polskim prawie. Od każdej decyzji o odmowie przyznania certyfikatu bezpieczeństwa będzie przysługiwało odwołanie się do premiera, a potem kolejnych instancji sądu administracyjnego.

Dziś coraz trudniej starać się o kontrakty z jakąkolwiek instytucją rządową, jeśli firma nie ma dostępu do informacji niejawnych. – Zajmuję się wdrożeniami systemów informatycznych i widzę, że coraz więcej rzeczy jest obejmowanych tajemnicą. Już nawet aplikacje zamawiane przez resort środowiska – mówi nam przedsiębiorca z branży informatycznej, który stara się o certyfikat bezpieczeństwa.

Powiedz, ile pijesz

Aby stanąć do przetargu, biznesmen lub jego firma musi posiadać taki dokument. Jego wydanie poprzedza przejście szczegółowej procedury, którą nadzoruje szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

W specjalnej ankiecie znajdują się niezwykle wnikliwe pytania – o charakter związku, w którym się żyje, o stan zdrowia, ilości spożywanego alkoholu, przyjmowanie teraz lub w przeszłości narkotyków. Trzeba udostępnić służbom pełne informacje z rachunków bankowych czy dokładny opis wszystkich kontaktów z obcokrajowcami w ostatnich 20 latach.

ABW takie dane weryfikuje. Potem wydaje arbitralną decyzję o przyznaniu bądź odmowie przyznania certyfikatu. – Taka liczba wrażliwych danych jest niezbędna do precyzyjnej oceny, czy dany podmiot gwarantuje bezpieczeństwo powierzonych mu informacji – tłumaczy były szef MSWiA, a dziś pilotujący nowelizację szef sejmowej komisji SWiA Marek Biernacki z Platformy. Ale właśnie z tego powodu decyzje ABW trafią pod kontrolę sądową.

Nie znają powodow odmowy

Według informacji, które uzyskaliśmy w biurze prasowym ABW, tylko w 2009 roku przeprowadzono 11 296 postępowań o przyznanie certyfikatu osobom fizycznym. Dostępu nie otrzymało 25 osób. Certyfikat cofnięto 29 osobom, które otrzymały go we wcześniejszych latach. Jeśli chodzi o firmy, to ABW wydała 79 poświadczeń. Sześciu z wnioskujących spotkało się z odmową. Nie znają powodów takiej decyzji.

Senackimi poprawkami do nowelizacji ustawy o ochronie informacji niejawnych w przyszłym tygodniu zajmie się Sejm. Potem trafi ona na biurko prezydenta.

Biernacki chwali projekt. Mówi, że nowe przepisy zmniejszą obszar działań państwa niewidoczny dla opinii publicznej, bo skrywany za najróżniejszymi klauzulami tajemnic.

Ale innego zdania na temat nowych przepisów jest wiele organizacji pozarządowych które opiniowały projekt. Szczególnie krytyczne jest stanowisko Centrum im. Adama Smitha. – Obawiamy się, że te przepisy niemal zawieszają działanie ustawy o dostępie do informacji publicznej, bo wejdą w życie bardzo uznaniowe kryteria nadawania informacjom klauzuli „niejawne” – ostrzega dr Adam Sadowski. To może ograniczyć przejrzystość działań administracji publicznej.

Bondaryk mógł być ofiarą tajności

Kwestia certyfikatów bywa narzędziem walki politycznej. Najgłośniejszy przypadek dotyczy szefa ABW Krzysztofa Bondaryka.

Trzy lata temu kierował on pionem bezpieczeństwa w PTC – operatora Ery GSM. Jednocześnie był doradcą posłów PO zasiadających w komisji ds. służb specjalnych. Certyfikat bezpieczeństwa był mu niezbędny do pełnienia obu funkcji. ABW wszczęła postępowanie kontrolne dotyczące jego certyfikatu w związku z prokuratorskim śledztwem, które ostatecznie zostało umorzone. Agencja nie odebrała Bondarykowi certyfikatu, a po wygranych przez PO wyborach został on jej szefem.

zir