Dziennikarz będzie mógł opublikować wywiad bez zgody swojego rozmówcy. Internetowe blogi nie będą już traktowane jak publikacje prasowe. Procedurom rejestracyjnym nie będzie podlegała prasa publikowana w internecie.
Publikacje prasowe nie będą już blokowane przez informatorów, którzy odmawiają lub zwlekają z autoryzacją swoich wypowiedzi. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego chce, by autoryzacja wypowiedzi dla dziennikarza pracującego w gazecie codziennej była dokonywana maksymalnie w ciągu 12 godzin. Projekt został już skierowany pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Granice autoryzacji

– Nie będzie już możliwości zmieniania całego wywiadu, który wcześniej został udzielony dziennikarzowi – ocenia projekt Bogdan Zdrojewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego.
Reklama
– Nie ma tu dobrego rozwiązania. Dla wolności słowa lepiej byłoby, żeby autoryzacji w ogóle nie było, ale z drugiej strony – dla rzetelności i chęci identyfikacji z wypowiedzią – lepiej byłoby, żeby, przynajmniej na razie, instytucja ta pozostała. Często zdarza się, że to dziennikarze zmieniają wywiady nie do poznania – podkreśla minister Bogdan Zdrojewski.
Dla środowiska dziennikarskiego to właśnie ograniczenie czasu na autoryzację wypowiedzi jest najważniejszą zmianą. Jeśli nowe rozwiązania wejdą w życie, to wypowiadający się dla prasy będzie miał 12 godzin na autoryzowanie wypowiedzi dla dziennika. W przypadku czasopism termin ten wyniesie trzy dni. Bieg tego okresu będzie liczony od momentu przekazania materiału w taki sposób, by autor wypowiedzi mógł się zapoznać z jej treścią. W przypadku niedokonania autoryzacji w tym czasie dziennikarz będzie mógł uznać, że wypowiedź uzyskała zgodę na publikację.

Reklama
W autoryzacji autor wypowiedzi nie będzie mógł wprowadzać nowych jej treści. Niedopuszczalne będzie także postawienie sobie przez niego nowych pytań i udzielenie na nie odpowiedzi. W praktyce granica między skorygowaniem wypowiedzi a przekazaniem zupełnie nowej treści może okazać się płynna.



Autoryzacja jak cenzura

Środowisko dziennikarzy podchodzi do zmian z umiarkowanym optymizmem. Większość z nich opowiada się za całkowitym zniesieniem autoryzacji. Powinna ona stanowić raczej wymóg etyki dziennikarskiej niż obowiązek prawny.
– Kwestia autoryzacji powinna być pozostawiona uzgodnieniom stron – uważa Jerzy Baczyński, redaktor naczelny tygodnika Polityka.
Podobnego zdanie jest prof. Andrzej Rzepliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. W zdaniu odrębnym do wyroku z 29 września 2008 r. argumentował on, że gdyby w reżimie obowiązującego polskiego prawa prasowego wymagającego pod groźbą kary kryminalnej autoryzacji od osoby, która uprzednio swobodnie, świadomie i bezpośrednio udzieliła informacji dziennikarzowi, miała publikować swoje wywiady Oriana Fallaci – świat nie poznałby odpowiedzi na najbardziej niewygodne i brutalne pytania zadawane przez nią możnym tego świata: J. Arafatowi, Hajle Sellasje, Indirze Gandhi czy M. Kadafiemu.
O konieczności likwidacji autoryzacji przekonany jest także dr Michał Zaremba z Instytutu Dziennikarstwa UW.
– Stosowanie konstrukcji autoryzacji powoduje, iż dziennikarz przeprowadzający wywiad zostaje sprowadzony do roli stojaka na mikrofon. Po co bowiem zadawać podchwytliwe pytania, skoro i tak nie będzie można później opublikować odpowiedzi? – pyta retorycznie Michał Zaremba.
Istnienie wymogu autoryzacji skutkuje nierównym traktowaniem poszczególnych rodzajów środków przekazu.
– W praktyce ma on zastosowanie jedynie do mediów drukowanych. Nie obowiązuje zaś np. w telewizji czy radiu – wskazuje Ireneusz C. Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych PAN.



Tylko sprostowanie

Duże zmiany, w stosunku do obowiązujących obecnie przepisów z 1984 roku, planowane są w stosunku do instytucji sprostowania. Przepisy będą prostsze.
– Ważną zmianą jest rezygnacja z dwóch instytucji – sprostowania i odpowiedzi. Zostanie ona zastąpiona jedną – sprostowaniem – mówi dr Maria Łoszewska-Ołowska z Instytutu Dziennikarstwa UW.
Jak określa projekt nowelizacji, sprostowanie jest formalnym zaprzeczeniem lub wniesieniem zastrzeżeń do wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej.
– W tej chwili granica między sprostowaniem a odpowiedzią jest płynna. Redakcje je odrzucają, bo twierdzą, że to nie jest sprostowanie, tylko odpowiedź – wyjaśnia Maria Łoszewska-Ołowska.

Prasa internetowa

Projekt nowelizacji wprowadza także nową definicję prasy. Według niej prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości. Muszą się one ukazywać co najmniej raz do roku. Powinny być opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą. W szczególności są to: dzienniki, czasopisma, serwisy agencyjne, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne. Za prasę nie uważa się jednak przekazów niepodlegających procesom przygotowania redakcyjnego. Dotyczy to przede wszystkim blogów, korespondencji elektronicznej czy serwisów społecznościowych.
Nowelizacja skończy więc kontrowersje na temat tego, czy blogi internetowe należy rejestrować jako prasę. Propozycja idzie o krok dalej.
– Postanowiono, że prasę internetową można, ale nie trzeba, rejestrować. Brak rejestracji nie będzie oznaczał, że strona internetowa nie jest prasą – wyjaśnia Michał Zaremba.
Rejestracja będzie podnosiła prestiż. Status wydawcy prasy on-line będzie inny, jeśli okaże postanowienie sądu o rejestracji strony.
Nowe prawo dla dziennikarzy / DGP